Co czytać, Marzycielu?

Posted in literatura ze znacznikami, , , , on piątek, 16 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

W sytuacji bez wyjścia, kiedy nie potrafię udzielić odpowiedzi na pytana o zasadniczym życiowym znaczeniu, zwracam się do Ciebie, Marzycielu, z prośbą o radę. Podczas popołudniowo-wieczornej przejażdżki zadałem sobie pytanie, które zadać powinienem sobie już jakiś czas temu. Dzisiaj zadaję je Tobie.

Co czytać? Zapytałem na głos, pytam i Ciebie. Wszystkiego wszak się nie da, choć czyta się wszystko. Kiedy jednak próbuję dokonać świadomego wyboru, dwie rzeczy przychodzą mi do głowy. Czy ograniczenie, kryterium, powinno wynikać ze smutnej świadomości skończonego odcinka czasu na którym Miłosierna Opatrzność nas usadowiła? Czy też - i tutaj na samą myśl o tym przechodzą mnie dreszcze - może czytanie niektórych rzeczy nieść może szkody, powodować regres, siać spustoszenie w tkanej misternie tkance wrażliwości?

Bo choć nawet w najpodlejszej literaturze nie dostrzegam zła i nawet najplugawsze czytanie od nieczytania wyżej cenię, być może się mylę i w pułapki niebezpieczne wpadam, nic o tym nie wiedząc? Być może umysł mój kaleczę, przeskakując z Hayeka do Sierakowskiego, żonglując Dawkinsem na przemian z Tischnerem? Być może, budując dojrzałą strukturę, tworzę chaos? I, być może, stąd ten niepokój?

Nie linia, nie okrąg, lecz łuk

Posted in literatura, życie ze znacznikami, , , , , , , on piątek, 16 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

W wypadku przejściowych trudności z zaśnięciem, najlepszym wyjściem wydaje się oddanie rozważaniom nad poezją obłąkanego piechura Hölderlina. Oto krótki epigram pod tytułem Lebenslauf (Bieg życia), który, w przekładzie Antoniego Libery brzmi następująco:

Wysoko duch mój mierzył, ale szybko

Miłość i ból zaczęły go w dół ściągać

Tak życie zatoczyło łuk i oto

Wracam do punktu, z którego wyszedłem

Bieg życia nie jest więc według Poety ani skończoną drogą, z początkiem i końcem, nie jest prostą, bez początku i końca, nie jest również półprostą, z początkiem, acz bez końca. Bieg życia nie jest też Wiecznym Powrotem, jak chciał Nietzsche i inni Mistrzowie Wschodu. Życie nasze jest napiętą cięciwą łuku, która drży naciągana przez ponadczasowe siły. Miłość i Ból, grając ze sobą w nierozstrzygalną grę, raz to wprowadzają ją w drżenie, raz to sprowadzają spokój. Życie jest drżeniem łuku na wszystkich jego fragmentach, przechodzącym z góry na dół, nie dającym spokoju i jednocześnie zachłannie pochłanianym. Metafora życia jako łuku jest bardzo “pociągająca”.

“Zgubiłem dowód i nie roszczę praw”

Posted in życie ze znacznikami, , , on czwartek, 15 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

… pisze Tomasz Różycki w otwierającym tomik “Vaterland” wierszu pod tytułem “Koniec wieków”. Wracam do wierszy, dawkując je ostrożnie. Codziennie jeden obłąkany Hölderlin, ze swoją niechęcią do rozumu i umiłowaniem emocji i poezji. Codziennie jeden Różycki, dla którego zmysłowość jest dostatecznym dowodem na brak stałych struktur we Wszechświecie. Świat komunikuje nam siebie poprzez znaki, które są jak gdyby pomostami pomiędzy myślącym i czującym człowiekiem, a przyrodą, z jej nieubłaganym rytmem, z jej determinizmem, z jej - wreszcie - przerażającym okrucieństwem. Okrucieństwem przejawiającym się przede wszystkim rozkładem. Zardzewiała furtka zostawia wzór na dłoni - i następuje moment zderzenia tego, co ludzkie, tego ludzkiego białka, z bezwzględnością, chropowatością przyrody. Nie da się tego zrozumieć, bo pytania o kompatybilność trafiają w próżnię: Co to wszystko może znaczyć, powiedzcie mi, próbowałem z nim porozmawiać, nocą jest taniej, ale zajęte, zajęte. Adresat nie odpowiada, trzeba więc wracać do życia (otwieram drzwi, otwieram gazetę, otwieram oczy). Pytania pozostają. Nie roszczę sobie praw do odpowiedzi na nie.

Uwagi o “Klątwie” Stanisława Wyspiańskiego

Posted in literatura ze znacznikami, , , , , on środa, 14 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Pierwszy raz wam to, stare ludzie, że się nie potraficie brać? Krzepcej się ruszcie! – mówi Młoda w jednej z pierwszych scen dramatu określając główną oś problemu. „Klątwa” to opowieść o konflikcie pomiędzy młodością utożsamianą z cielesnością i indywidualizmem, a starością utożsamianą z duchowością i wspólnotowością. A więc z jednej strony nastoletnia, piękna i bezkompromisowa dziewczyna (Młoda), z drugiej zaś stary, zabobonny, ciemny Lud. Postaciami tragicznymi ci, którzy stoją pośrodku: Pustelnik, bliższy Ludowi oraz Ksiądz, bliższy Młodej. Pustelnik jest statyczny, Ksiądz jest w ciągłej nierównowadze, stale ucieka, jest karykaturą duchowości. Na samym środku jest Bóg, skojarzony nie z duchowością, ale z tym, co łączy ciało i umysł: ze Słowem. Stąd ostatnie słowa dramatu: Padajcie o ziem głową!! Bóg mówi – Słowo!!!, po czym rozlegają się pioruny.

Jest to więc wielki dramat antymetafizyczny, ale równocześnie antyhedonistyczny. Bohaterowie opowieści są umiejscowieni na osiach stworzonej przez Wyspiańskiego struktury pojęciowej z matematyczną precyzją. Sam środek tej struktury wydaje się być pusty, pozbawiony postaci centralnej. Wejście Matki wprowadza zamieszanie. Struktura zostaje wstrząśnięta. Następuje próba ponownego ustanowienia postaci centralnej. Nie może tego zrobić niepiśmienna matka, bowiem nie zna Słowa. Stąd też jej odwołania do kary Boskiej nie przekonują nikogo, ani jej syna (Ksiądz), ani Młodej.

Przypomnienie tożsamości Boga i Słowa jest w kontekście tej tragicznej historii przekonujące. I potrzebne, bowiem z dramatu przebija zagubienie bohaterów w świecie, który został im dany. Nie wierzą w moc Słowa, uciekając bądź to w cielesność (samospalenie Młodej i jej dzieci było najbardziej radykalną ucieczką w cielesność), bądź to w prymitywną ludową duchowość.

Obie drogi okazują się błędne, ale na swój sposób bezpieczne, bo dotykające zasadniczego problemu bardzo powierzchownie. Prawdziwe igranie z ogniem uprawiają Pustelnik i Ksiądz. Tylko oni wiedzą naprawdę, gdzie leży tajemnica tej gry. Pustelnik mówi do Księdza: Mówię, że trwogę znasz tajemną ty sam, co igrasz z ludem słowami!. Tak więc zabawa językiem jest największą zbrodnią i za nią tak naprawdę czeka nas klątwa. Większym od grzechu cudzołóstwa jest występek zbrodni na języku, nie tyle samego kłamstwa, ale posługiwania się językiem metafizyki w sprawach przyziemnych. Grzech usprawiedliwiania własnych lub cudzych występków popełnia również Pustelnik, powinien więc czuć się tak samo winny za suszę, co Ksiądz.

Koło się więc zamyka. Nie grzeszą ci, którzy albo nie chcą się posługiwać Słowem, wybierając cielesność (Młoda), albo ci, którzy Słowa nie znają (Lud). Igrający ze Słowem, czyli po prostu posługujący się nim nierozważnie, zsyłają na ziemię klątwę. Klątwę, której ofiarami stają się Młoda i Lud.

Zapach papieru

Posted in zmysły ze znacznikami, , , , on wtorek, 13 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Bardzo lubię zapach papieru. Pierwsze pismo, które miałem zaprenumerowane - Świat Młodych - było drukowane za moich czasów na takim szeleszczącym i z dzisiejszej perspektywy zapewne śmierdzącym papierze. Dzisiaj od czasu do czasu udaje mi się wywąchać podobny zapach, który jest jak zapach magdalenki. Dzisiaj przyjemności dostarcza zapach codziennej gazety, otwieranej po raz pierwszy rano, przy porannej yerba mate. Dzisiaj satysfakcję dla moich nozdrzy sprawia paczka z Merlina, otwierana z niecierpliwością. Wiem, że znajdę tam papier, którego dotykała jedna, najwyżej dwie osoby i zapach człowieka przegrywa z zapachem papieru. Moje mieszkanie jest zdominowane przez książki, a ich dyskretny zapach zdominował inne. Zapach tysięcy kart papieru, woń celulozy i farby drukarskiej, zapach spoiwa łączącego strony. Czytanie rozpoczynam od przesunięcia palcem po półotwartej książce, aby wiatr wzbudzony przelatującymi stronami powiał nowym zapachem. Poza zapachem papieru, lubię też jego dotyk.

Tylko sztormy

Posted in życie ze znacznikami, , , , on poniedziałek, 12 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Do najważniejszych rzeczy w życiu dochodzi się drogą gwałtownych wstrząsów. Tezy Kuhna o przewrotach w nauce mogą i powinny być przeniesione na inne poziomy ludzkiej aktywności. Nie tylko nauka, ale również emocje, mobilizacje, praca nad sobą, cholera - nawet uczucia - nie rozlewają się na nowe obszary naszej historii jak morze pod wpływem efektu cieplarnianego. One są bardziej jak sztorm - zawłaszczają nas na moment, by za chwilę osierocić. Potrzebne są więc wstrząsy, aby się zmobilizować, naprawić, odnowić. Dokuczliwość pięciu szwów na nodze może pomóc bardziej niż wielotygodniowa medytacja, wielomiesięczne lektury, długoletnie skupienie.

Jurowlany

Posted in Podlasie ze znacznikami, , , , on sobota, 10 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Najpierw - zbyt szybka jazda nocą, ucieczka przed bardzo nieudanym dniem. Dniem zakończonym dwoma niezwykle miłymi zaproszeniami. Więc pogodna rozmowa, a właściwie wsłuchiwanie się w rozmowę mądrzejszych. Czuję się zaszczycony i onieśmielony, a znieczulenie powoli mija. Więc zbyt szybka jazda nocą przez Supraśl i Krynki. Zwierzęta przebiegające przez jezdnię, slalom między jeżami. Mgła, a w mgle świecące się oczy dzikich zwierząt. Za Jurowlanami piękny stary dom, gospodarstwo. Całkowite odludzie, zupełna cisza. Pijemy herbatę, rozmawiamy o nieudanych dniach. Opieramy plecy o rozgrzany kaflowy piec. Kiedy kładziemy się spać i gasimy światło, dociera do mnie ta niesamowita cisza, której nie spotkałem chyba nigdzie indziej. Nawet zamieszkująca dom kuna nie tupie, umożliwiając absolutną, wszechogarniającą ciszę. Ciszę, która zazwyczaj niepokoi, tym razem jednak przynosi spokój. W nocy budzę się kilka razy: jest mi zimno i jednocześnie jestem cały zlany potem. Trudno mi się zasypia, bo znieczulenie nogi przestało działać i każdy ruch oznacza spory ból. Widocznie coś ważnego się śni, prawie nic nie pamiętam. Budzi mnie zapach konwalii i szałwiowego kadzidła. Jest gorąco, wychodzimy na trawę: koc, słońce, gazeta, rozmowa. Odurzający zapach kaczeńców. Spokój, ulga, gdzieś daleko pojawia się szansa na poukładanie.

Muzyka, czwartek

Posted in muzyka ze znacznikami, , on piątek, 9 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Gazeta.plPrzytłumione dźwięki koncertu słychać było już na Waszyngtona. Przechodziliśmy między blokami na Wesołej, a przy boisku, które pamiętam z czasów, kiedy mieszkał przy nim mój przyjaciel, było ich już bardzo wielu. Naprawdę wyjątkowo zrobiło się jednak już przy akademikach. Tłumy ludzi przesiadujących na murkach, trawnikach, ławkach, pijących piwo z butelek, podekscytowanych, żywych. Czytelne analogie historyczne. Tłumy przemieszczające się z miejsca na miejsce. Kipiąca potrzeba, aby “coś się działo”, nieważne co. Zbliżamy się do sceny. Bramka, dwa złote za wstęp, kontrola osobista. Na scenie Jamal. Wielki telebim, głęboki bas. Groteskowość sposobu poruszania się członków zespołu połączona z głębokim przejęciem, subiektywnie przeżywaną misją. Stoimy daleko, na ziemi setki plastikowych kubków po piwie za trzy sześćdziesiąt za zero cztery. W powietrzu kipi alkohol, radość, ekscytacja.

Zdjęcie pochodzi ze stron Gazety Wyborczej gazeta.pl.

Gdziekolwiek się położę

Posted in muzyka ze znacznikami, , , , on wtorek, 6 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

Nie oglądałem żadnego filmu z udziałem Scarlett Johansson, ale to, co wyprawia na nagranej przez siebie, przy współpracy z Davidem Bowie płycie, to całkowita i stuprocentowa miazga. Album składa się z piosenek Toma Waitsa zaśpiewanych przez Scarlett w sposób całkowicie niepowtarzalny i mistyczny. Przestrzeń, rockowa pompatyczność, słońce i groza. Aha, sprawdziłem, widziałem Scarlett w Lost In Translation. Ten film klimatem bardzo odpowiada tej muzyce. Muzyce, w której jest coś bardzo, ale to bardzo wyjątkowego. Kładzie na kolana, mam ochotę się położyć, gdziekolwiek.

Na Otrycie…

Posted in podróże ze znacznikami, , on poniedziałek, 5 maj 2008 by Radek Oryszczyszyn

…jak zwykle mokro. Wchodzenie na górę o nad ranem, kiedy robi się jasno, ma niepowtarzalny urok. Ślizganie się w błocie, przeskakiwanie strumieni, nasłuchiwanie zwierząt. I ta ulga, kiedy buty stukają o deski sieni. Noc w prawie pustej chacie. Następnego dnia wycieczka na Połoninę Caryńską i obiad w Ustrzykach Górnych. Tłumy studentów, starców i nordic-walkerów. Spada ulewa, wracam do Chaty. Jest już dużo ludzi. Wieczorem i w nocy impreza z ludźmi z Rzeszowa. Krążąca bańka. Dzień trzeci, spacer do Lutowisk. Strome, zabłocone zejście, stokówka, droga przez las, łąka, betonowa trasa pod Otrytem. Obiad i piwo Pod Rysiem. Zakupy, mozolny marsz pod górę. I wiele innych rzeczy, o których nie powinno się pisać, dopóki ich się nie zrozumie.