Litewski podpiwek Butautu Dvaro Gira. Nikt jeszcze nie zrobił tego lepiej.

DSC05211.jpg

Kiedy jeździliśmy z rodzicami na wakacje do Poddębia, ojciec często zabierał mnie na obiady do centrum tej nadmorskiej miejscowości, która już nigdy nie będzie jak wtedy. Mama nie mogła nam towarzyszyć, bo od świtu do nocy pracowała jako komendantka i pilnowała setki rozwydrzonych gówniarzy biegających po lesie. 

Ojciec zamawiał najlepsze morskie ryby smażone na głębokim tłuszczu, skropione potem cytryną, obsypane frytkami i kiszoną kapustą. Dostawałem praktycznie codziennie kwintesencję nadmorskich wakacji nad morzem. Coś, po co teraz ludzie jadą całymi dniami, wydają grube pieniądze, czekają godzinami.

Jednak z tych obiadów nie pamiętam ani smaku dorsza, ani kwaśności cytryny, ani – o zgrozo – smaku frytek. Pamiętam natomiast tylko jedno – szczypiącą w język, lodowatą coca-colę, o którą zawsze prosiłem. 

Moje wspomnienia z dzieciństwa nie składają się ze słów ani z obrazów. Wszystkie moje wspomnienia z czasów, gdy byłem dzieckiem, składają się ze smaków i zapachów.

Bo zapach coca-coli w tej małej butelce 0,33 dopiero co wyjętej z lodówki, uwolniony zręcznym ruchem otwieracza, właśnie w tym momencie, gdy z jej wnętrza unosi się leniwy obłoczek, nie może się równać z żadnym innym doświadczeniem zapachowym nastolatka przed osiągnięciem płciowej dojrzałości. I ten zapach, po z góra trzydziestu latach od codziennych popołudniowych lunchów z Henrykiem w Poddębiu, pamiętam do dzisiaj.

Od tej pory zapałałem miłością do słodzonych napojów gazowanych, którą pielęgnuję do dziś.

Drugi taki zapach, tym razem związany z domem mojej mamy w Boćkach, to zapach podpiwku. To był najprawdopodobniej kanoniczny Podpiwek Kujawski robiony z takich ekstraktów w tekturowych pudełkach, z dodatkiem drożdży spożywczych. Niestety, nie będę już miał możliwości spytać o to ani babci, ani dziadka. Robiłem potem wielokrotnie ten podpiwek, jednak nigdy nie smakował i pachniał jak ten fermentujący w metalowej beczce do mleka stojącej w sieni drewnianego domu moich dziadków. Szło się do tej sieni z metalowym kubkiem, napełniało się go pachnącym zbożem, cukrem i drożdżami płynem i piło do ugaszenia pragnienia.

Te dwie smakowe magdalenki przywędrowały do mnie, gdy spróbowałem leżakującego nie wiadomo dlaczego od kilku tygodni litewskiego podpiwku Butautu Dvaro Gira. Próbuję każdego podpiwku i kwasu chlebowego bo uważam, że to doskonałe rozwiązanie dla osób, które uwielbiają napoje gazowane z jednej strony, z drugiej zaś nie chcą się za bardzo truć, z trzeciej w końcu – chcą jakoś nawiązywać do tradycji kulinarnych. Uważam, że jest to podpiwek doskonały. Piękna, prawie czarna barwa i gęsta piana. Ciężki, karmelowy zapach. W smaku słodki, taki jaki powinien być podpiwek i nie za mocno gazowany, czym przypomina podpiwki drożdżowe mojej babci. I lekko cytrusowy, jak coca-cola z Poddębia sprzed trzydziestu lat.

Nikt jeszcze nie zrobił tego lepiej.

Codziennik czterdziesty piąty – Ola, mistrzyni Power Pointa

BOCIAN.png

To wspaniałe, że w szkołach pozwala się teraz dzieciom już od najmłodszych lat przedstawiać swoje zainteresowania przy użyciu trochę bardziej nowoczesnych metod niż referat odczytywany z kartki papieru, jak za moich czasów. Moja siostrzenica jest w pierwszej klasie podstawówki i opowiada swoim koleżankom oraz kolegom o jej przyrodniczych zainteresowaniach. I może przy tym korzystać z komputera oraz rzutnika! Dla mnie to kosmos!

To są tak potrzebne umiejętności w codziennym życiu i szlag mnie przez całe życie brał, że człowiek uczył się tego dopiero jak już musiał w pracy coś przedstawić przed widownią. Bo wcześniej, w szkole i na studiach, to tylko referaty czytane z kartki.

Oczywiście wszystko jeśli chodzi o prezentację Oli z pierwszej klasy, dzieje się przy wsparciu rodziny. Oczywiście wspólnie, w wyniku długotrwałych przygotowań, dyskusji i wspólnej pracy nad prezką, w tym przypadku w PowerPoincie.

Uważam, że zadanie „Przygotuj multimedialną prezentację tak, aby była atrakcyjna dla siedmiolatka” powinno być punktem obowiązkowym każdego szkolenia z PowerPointa dla dorosłych, niezależnie od tematyki. Prezentacja o bocianach dla Oli oraz dzisiaj przygotowywana, o fokach, były najtrudniejszymi wyzwaniami, z jakimi zmierzyłem się przygotowując slajdy, a przygotowałem ich już pewnie z trzy tysiące.

Jak pokazać coś na slajdzie bez użycia słów lub przy minimalnym ich użyciu? Jak pokazać coś bez odwoływania się do suchych liczb, ale tak, aby każdy, nawet siedmiolatek, wyobraził sobie ten przekaz? To są naprawdę karkołomne wyzwania!

W piątek prezka dla klasy I E. O fokach. Teraz już wszystko w rękach Oli.

Codziennik czterdziesty czwarty – szczypior

DSC05220.jpg

Pierwsze zbiory tegorocznych plonów z mojego parapetu.

Jestem na etapie zasiewu ziół. Żadne zioło się jeszcze nie pokazało.

Natomiast, jak widać, szczypior obfitował w tym roku.

A to, jak wszyscy w okolicy wiedzą doskonale, oznacza niechybnie potężne burze z piorunami nad Płonką Kościelną w pierwszych dniach września.

SONY DSC

Hans Rosling „Factfulness – dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą”

factfulness-b-iext53155452

Hans Rosling to nieżyjący już niestety szwedzki profesor medycyny, który z rozbrajającą szczerością postanowił w tej książce udowodnić, że ludzkość i świat w ogóle zmierzają w całkiem dobrym kierunku, a nasz pesymizm wynika z kilku błędów poznawczych, które uparcie popełniamy myśląc o przyszłości. 

I w zasadzie mu się to udało. Świat zmierza w dobrym kierunku, a my – niezależnie od wykształcenia, pozycji społecznej, narodowości – myśląc inaczej – jesteśmy głupsi od małp.

Jaka jest obecnie średnia długość życia w skali świata? (70 lat). Ile procent dzieci w skali świata poddaje się obecnie szczepieniom? (80%). Jaki procent ludzi na świecie ma jakiś dostęp do elektryczności? (80%).

Te i podobne pytania zadawał Rosling przez wiele lat ludziom na całym świecie. Były one skonstruowane w formie prostego testu wyboru z trzema możliwymi odpowiedziami. Okazało się, że ludzie interesują się sprawami zdrowia, jakości życia, środowiska, przyszłości, jednak w znakomitej większości posiadają fałszywe przekonania na ten temat. Odpowiadają więc w tych testach gorzej, niż odpowiadałyby małpy wybierając losowe odpowiedzi. Tyczy się to nie tylko zwykłych, szarych ludzi, ale również potężnych finansjerów, strategów globalnych, liderów opinii. Zajmują się oni czymś, o czym nie mają pojęcia, a kieruje nimi dziesięć zwodniczych instynktów.

Niektóre wynikają z błędów poznawczych, fałszujących ocenę prawdopodobieństwa, wyolbrzymiania zjawisk. Inne wynikają z braku umiejętności interpretacji danych statystycznych (np. uproszczona interpretacja średniej arytmetycznej, która nie pozwala dostrzec skrajności) i wykresów, którymi często częstują nas media.

Inne wynikają natury ludzkiej, która woli skupiać się na złych wiadomościach docierających z zewnątrz, na czym swoją popularność budują media. Na tym, że bardziej interesują nas rewolucje, niż zmiany postępujące stopniowo. Szukamy na siłę jednostkowego „winowajcy” złych zjawisk i zdarzeń, gdy najczęściej wynikają one z nieszczęśliwego splotu wielu niezależnych od siebie czynników, a także niepotrzebne poddawanie się emocjom, a nie faktom.

Ruchy antyszczepionkowe, „chemofobia” (wszystko to, co „chemiczne”, jest niezdrowe), przekonanie, że liczba dzieci w rodzinie zależy od religii (jest to kompletna bzdura), stereotyp, że w krajach katolickich używa się mniej środków antykoncepcyjnych, niż  gdzie indziej (58% wśród katolików – 60% na świecie), to, że autorytarni liderzy hamują rozwój społeczny i gospodarczy (nie ma na to dowodów), a także to, że dwutlenek węgla jest głównym czynnikiem globalnego ocieplenia).

Wszystkie wymienione przeze mnie wyżej poglądy są powielane niejednokrotnie przez światłych, wykształconych ludzi. Rosling, z pozycji niepoprawnego optymisty, pokazuje, że są one fałszywe i tłumaczy, dlaczego tak bardzo się mylimy.

Codziennik czterdziesty trzeci – ciekawostki o fokach

foka

Siedzimy sobie z Olą (I klasa podstawówki) przy komputerze i przygotowujemy jej prezentację w Power Poincie o fokach.

– Ok, Olu, wpisz tu „ciekawostki o fokach”. Ok, mamy tutaj kilkadziesiąt ciekawostek. Przeczytasz mi to sama na głos?

– Ok. To czytam. Punkt pierwszy…

foki

Codziennik czterdziesty drugi – dzwoni Syn

 

SzósDSC05196.jpgta rano. Dzwoni telefon.

Syn.

– cześć stary gruby cepie, nie obudziłem?

– nie – odpowiadam zaspany

– przeproś babcię Terkę, że nie mogę jej złożyć życzeń osobiście, ale obaj wiemy, jak jest – mówi

– spoko – mówię półprzytomny.

– weź jedź do sklepu i jakieś kwiatki jej kup, takie które lubi, goździki albo inne róże daj – że niby ode mnie – czaisz?

– spoko, już jadę

– dzięki, to nara, muszę kończyć, bo mnie zaraz przyczają te wiedźmy tutaj.

– ok, już jadę.

Codziennik czterdziesty pierwszy – im jestem starszy, tym lepiej rozumiem dzieci

dzieci1.png