Rano śniadanie w Słoneczku z D., odwiezienie jej na dworzec, potem miła, choć (a może „bo”) wyczerpująca praca przy prezentacji, którą VIRTU przedstawi Porannemu w środę. Trzy osoby, laptop, rzutnik i burza mózgów. Następnie spotkanie w redakcji w E.S. – dosyć chaotyczne, ale owocne. Mróz się robi coraz większy. Po raz pierwszy tej zimy kożuch.

Wczoraj sprawdzian i wystawianie ocen studentom zaocznym. Bezpośrednio odczuwalny problem sprawiedliwości. Najlepszym rozwiązaniem jest odwoływanie się do osobistego poczucia sprawiedliwości i dopasowywanie wystawionej oceny do indywidualnej oceny studenta wystawianej samemu sobie za pracę przez minione pół roku.
Wcześniej bardzo miła wyprawa z D. i M. do Ogrodniczek. Długi spacer w tych okolicach. Kilka zrobionych zdjęć, dwa zjazdy na sankach, trochę rzucania się śniegiem, wygłupy. Świeże powietrze dobrze robi na samopoczucie. Spacer na tyle zajmujący, że o mało co nie spóźniam się na kolokwium.
A wieczorem wizyta u B.K., gdzie był jeszcze M. i M. oraz R. P. Widziałem dziecko B., bardzo ładne i komunikatywne. M. dużo opowiadał o absurdach new-age’u. Wyszliśmy, gdy towarzystwo zmagało się z łamigłówką: jak w max 3 ważeniach z 12 kulek odnaleźć tą, która waży inaczej niż pozostałe. Odpowiedzi w internecie pokazują, że na proste rozwiązania czasami wpaść jest najtrudniej. Zabawna postawa B., który po zadaniu łamigłówki odmawiał każdemu śmiałkowi szansy na rozwiązanie.

Dzisiaj czytałem w wannie książkę Alana ChalmersaCzym jest to, co zwiemy nauką„. Całkiem fajnie opisuje falsyfikacjonizm, który należy poznawać wielopłaszczyznowo i z wielu źródeł. Tylko wówczas mamy przekonanie, że poznajemy bardziej sposób życia niż technikę tworzenia teorii naukowych.
Po południu z D. na spacer po białostockim lotnisku, gdzie pokazuję jej popapieski ołtarz, dzisiaj miejsce letnich libacji („największa knajpa w mieście”). Niemiło, bo co chwila przejeżdżają samochody na mniej lub bardziej kontrolowanych poślizgach. Potem idziemy jeszcze na czekoladę do Wedla przy oczekiwanym Rynku i spacerujemy po Plantach. Przechodząc w okolicach Wydziału Prawa myślę o czekających mnie zajęciach w najbliższym semestrze.
O szesnastej jesteśmy w Filharmonii, gdzie w małej salce wyświetlają spektakl telewizyjny Tadeusza SłobodziankaProrok Ilja„. Pomimo, że projekcja się zatrzymuje, jakość słaba (szczególnie dźwięk), sam spektakl świetny. Kontekst opowiedziany zgodnie z wykładnią Pawluczuka – mamy do czynienia z czasem kryzysu i rozpadu tradycyjnego świata i społeczeństwa. Ludzie chwytają się, czego mogą (Piłsudski, car, Lenin, Stalin) i wszystko odrzucają. Pojawienie się w okolicy (Grzybowszczyzna koło Krynek) proroka Iljii (właść. Eljasz Klimowicz), powoduje zamieszanie. Szybko obwołują prostego człowieka prorokiem, następnie nowym Mesjaszem i – aby „umożliwić” mu zbawienie świata – postanawiają ukrzyżować. Ten absurdalny pomysł kontrastuje z postawą samego Ilji, którego przedstawiono jako ostatni bastion zdrowego rozsądku w świecie, który przerażony kryzysem wszystkiego ucieka się do naiwnej i groźnej metafizyki. Ostatnia scena jest znacząca, bowiem pokazuje, że ciemnymi, prostymi ludźmi rządzą niezwykle banalne mechanizmy, łatwo jest ich skłonić do tego, aby tańczyli w rytm dowolnej melodii.
Na dyskusji nie zostaliśmy, zamiast tego poszliśmy z M. na sushi do Orient Expressu na Bojarach, gdzie po raz pierwszy w życiu jadłem surową rybę. Smakowała świetnie.
Wieczorem urywki filmów w telewizji i na DVD. Potem trochę czytania semiotyki do zajęć na prawie.

Endo w Lampie

W najnowszej Lampie zaskakująco ciekawy wywiad z Endo, popularną rysowniczką. Pomimo że, o czym mówili mi już różni ludzie, jakiegoś ogólnego światopoglądu Pani Endo jeszcze sobie nie wykształciła, zaskakuje błyskotliwymi spostrzeżeniami, refleksjami, myślami. Na przykład, pisząc o swoim dziecku, że „nie obchodzi go, w jakim kolorze są jego ubranka”. Pisze też o stanie bycia w ciąży, jako o przejściu w sferę publiczną, czy tego kobieta chce, czy nie („każdy ma prawo do komentowania twojego życia”). Fajna jest też złość, że ta wyśmiewana przez mężczyzn „solidarność jajników”, tak naprawdę nie istnieje, i szkoda. Źródła „chorych sytuacji” w firmach zarządzanych przez kobiety szuka Endo właśnie w pewnej niemożliwej do przekroczenia społecznej granicy oddzielającej możliwości i potencjał żywiołu męskiego od możliwości i potencjału żywiołu kobiecego.

Wielgus

Dzisiejszego ranka pojawiły się pogłoski, że arcybiskup Wielgus zrezygnuje z objętego przedwczoraj stanowiska. Ciekawe, czy to prawda, ale jeszcze bardziej ciekawe, czy – jeśli to prawda – zrobi to bardziej z polecenia papieża, czy też pod wpływem niewątpliwie zmasowanej krytyki z każdej strony. Wielgus okazał się kłamczuchem, to prawda, jego postawa nie była dobra – też prawda. Jednak nie spodziewałem się, że z tak zdecydowanym potępieniem spotka się arcybiskup również ze strony środowisk wykazujących do tej pory sporą wstrzemięźliwość i umiarkowanie w tych sprawach. Mam tu na myśli na przykład środowiska Gazety Wyborczej i Tygodnika Powszechnego. Rzeczy stanęły na głowie: „zrelatywizowani katoliberałowie” żądają dymisji, zaś „antykomunistyczni narodowcy” bronią konfidenta (wpis na blogu Wojciecha Wierzejskiego).