Wilno

Litwini pogańskie święta obchodzą z należnym tym świętom szacunkiem. Więc Noc Świętojańska w stolicy najbardziej pogańskiego kraju w Europie. Pierwszy dzień lata w mieście najdroższych butików, bezprzewodowego internetu, dobrze ubranej młodzieży i świetnych samochodów. Siedząc przy barze pizzerii Pica, gdzie menu ma się w trzech językach, a obsługa zna przynajmniej cztery, gdzie bezprzewodowy internet jest oczywistością, a do wileńskiego rynku jest dosłownie kilkanaście metrów, patrzę na ludzi zgromadzonych przed ciekłokrystalicznym ekranem telewizora, z napięciem obserwujących ćwierćfinałowy meczy mistrzostw Europy pomiędzy Rosją a Holandią. Zastanawiam się, kiedy szybciej biją im serca: czy wtedy, gdy van Nistelroy wpada na pole karne i Wielka Litwa przytula się do Zjednoczonej Europy, czy też wtedy, gdy przy piłce są Rosjanie, a wiodący rytmem staje się wschodnioeuropejska tożsamość. Owa kłopotliwość, wspólna całej środkowowschodniej Europie, w Wilnie jest aż nad wyraz dokuczliwa. Stojąc jedną nogą tu, a drugą tam, w rzeczywistości nie jesteśmy nigdzie, nie ma nas.

Reklamy

Zredefiniować sytuację

Postulat najważniejszy: użyć nowych pojęć do opisu tej samej, uciążliwej rzeczywistości. Zacząć nazywać również to, co – z racji tego, że dobre – nie potrzebowało nazywania. Euforię poranną dozować stopniowo, aby przed zaśnięciem coś na dnie zostało. Bo przecież duchy podlaskich miasteczek nie istnieją, a właściwym punktem odniesienia, jest romantyczny marazm polskiego zadupia, jak w filmach Piwowarskiego. To samo, a jednak inaczej. Język zniewala i pozwala na wyzwolenie, dusi i uwalnia. Być może lepiej się chwalić niż użalać, lepiej afirmować niż weryfikować, lepiej wyrażać niż tłamsić?

Zły czerwiec

Od popsutych czerwców wolę naprawiane z niepowodzeniem maje.  Nie jest dobrze, kiedy napisanie kilku stron poważnego tekstu musi być (bo nie powinno) traktowane jako sukces. Strach przed uczestniczeniem w życiu na normalnych, ani nie narzuconych przez siebie, ani nie narzuconych światu, zasadach. Nieumiejętność porozumienia z samym sobą, pójścia na kompromis z tym wszystkim, co we mnie leniwe, niekonsekwentne, uparte, przemądrzałe, złe. A pora już chyba zawrzeć z tym czymś pakt o nieagresji. I nie zmagać się z brakiem ochoty na cokolwiek, poprzez przedłużanie i tak już zmarnowanego dnia, by po położeniu się spać po drugiej i wstaniu znowu zmęczonym, zmarnować kolejny.