Uczelnia cały dzień. Od ósmej zajęcia, potem spacer po centrum, dom, znowu zajęcia. Popper referowany dość zręcznie, choć nie budzący kontrowersji – być może zbyt zręcznie referowany. Wieczorem mecz reprezentacji, praca.

Na uczelni cały dzień. Razem z R. przysłuchiwaliśmy się spotkaniu z Ziemkiewiczem. Audytorium to w 2/3 młodzież licealna, głównie spędzona przez nauczycielki języka polskiego, które nie wyłączają telefonów komórkowych w takich okazjach. Być może rzadko bywają na takich spotkaniach. Rozmowa o literaturze, mało polityki. Ziemkiewicz: dojrzały, opanowany, ciekawie mówiący. Obiad w barze, księgarnia (Lem i Lewandowski), rozmowa z J. o muzyce i studiach. Zaliczenie nieobecności studentki M. – rozmowa o zdrowym rozsądku, przechodzi w rozmowę o osobistych tragediach. Poważna rozmowa z P. o wychodzeniu z kryzysów emocjonalnych. Robi się późno, wychodzę z pracy przed 22.

Jacek Dehnel, laureat zeszłorocznych Paszportów Polityki, udzielił wywiadu Kurierowi Porannemu (dzisiejsze wydanie). Ciekawe, czy wyrażenie „nieżonaty” w notce informacyjnej o pisarzu zostało użyte przypadkowo… Bo to chyba niestosowne pisać „nieżonaty” o kimś, kto „nie kryje się z miłością” do mężczyzn, nie kobiet…. Odwagę Dehnela w przyznawaniu się tych niepopularnych w IV RP praktyk uważam swoją drogą za godną podziwu.

W przerwach między kolejnymi grupami prawników (tłumaczyłem im dzisiaj rodzaje nazw i stosunki zakresowe) zacząłem czytać książkę o Fregem. Prawnicy bardzo sympatyczni, praca z nimi to prawdziwa przyjemność. Po czterech grupach wracam Plantami na Wydział, wypatrując czyhającej gdzieś w ukryciu, pod każdym krzakiem, drzewem i ławką wiosny. Krótka przejażdżka do Jasionówki, trasą augustowską. Przygotowywanie się do zajęć z metodologii ze sporą ochotą, ale raczej wynikającą z przewrotności i przekory.
Kryzys socjologii opisywany przez Sztompkę, wyrażający się relatywizmem postmodernistycznym, wpływa na powrót tej nauki na „łono” wiedzy potocznej i świata mądrości ludowych. Sztompka tego wprost nie mówi, ale z konstrukcji tekstu w „Słowniku społecznym” widać to wyraźnie. Dylemat, czy mówić o tym jutro studentom.
I jeszcze krótka wizyta w sklepie nocnym po jogurt i coś do jedzenia. Niesamowita mgła, na Lipowej pustki, poniedziałek przecież.

Na zewnątrz jest już coraz cieplej. Wczoraj wychodząc z Marzyciela, około pół godziny po północy, zobaczyłem rozgwieżdżone niebo i poczułem, że to pierwsza wiosenna noc tego roku. Chłodna, ale bardziej wilgotna niż sucha mrozem. Na Marzycielu rozmowa między innymi o Ziemkiewiczu. Zarzut pod moim adresem, że mnie Ziemkiewicz ukąsił. Odpowiadam, że jako jednostka poznająca nie ma we mnie całkowitej zgody na to, co pisze o Michniku, ale jako obywatel odczuwam satysfakcję, że to jest, o tym się pisze i rozmawia. Wspólnie zgadzamy się, że takie książki ożywiają dyskurs polityczny w Polsce. Wracając odwożę Doktora do akademika. Po drodze rozmowa o Malinowskim. Kontynuowana dzisiaj – pożyczam Doktorowi dzienniki Malinowskiego, sam kseruję tekst Jedlickiego o puławianach i natolińczykach.

Przez około godzinę czułem się jak w „Bazie Sokołowskiej” Hłaski, czekając na wymianę przegubu w moim aucie. Warsztat jest położony na obrzeżach miasta, obok drogi wylotowej na Ełk. Biznesem zarządza trzydziestoparoletni, lekko otyły mechanik Maciek. Maciek zatrudnia dwóch młodych chłopaków, którzy bardzo się starają wykonywać powierzone sobie zadania dobrze, jednak na jakiekolwiek słowa krytyki szefa reagują bardzo agresywnie.
Wokół tej trójki krąży kilku mężczyzn, których rola trudna jest do jednoznacznego określenia. Wygląda na to, że spędzają cały dzień na asystowaniu pracownikom warsztatu. Jednym z nich jest chory na serce i przez to bardzo głośno posapujący emerytowany wulkanizator. Choć nic nie robi, a w warsztacie jest kilka stopni, po czole spływa mu pot, który co kilka sekund ociera brudnym rękawem flanelowej koszuli. Dwaj inni mężczyźni poruszają się po warsztacie i okolicach zawsze we dwójkę, prowokując Maćka niewybrednymi żartami.
Kiedy praktykanci zmagali się z przegubem mojego samochodu, całe to towarzystwo skupiło się wokół nich, nie szczędząc porad, uwag, pouczeń. Maciek biega dokoła raz to rozmawiając przez komórkę, raz pouczając praktykantów. Warsztat jest brudny, na ścianach plakaty z dziewczynami w bikini, w rogu na stoliku do połowy pełna flaszka Starogardzkiej.

Przyswajanie wiedzy normatywnej okazuje się łatwiejsze niż wielodyskursywnych, relatywistycznych nauk społecznych. Ta pierwsza lepiej sprawdza się w pracy warsztatowej – studenci wolą porównywać rzeczywistość z modelowym punktem odniesienia niż wikłać się w dywagacje z góry skazane na rezultat w postaci pozostania sam na sam z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Nie posiadając jakichkolwiek punktów zaczepienia również komunikacja okazuje się być problemem – problemem wieży Babel.