Codziennik czterdziesty ósmy – słoiki od sąsiadów

20190402_174439

Mógłbym tam sobie ponarzekać na pecha do różnych osób, które spotkałem w życiu, ale co do jednego nie mam żadnych wątpliwości. Mam wspaniałych sąsiadów, którzy rozumieją i wspierają mnie w moich pasjach. I nie ma to żadnego znaczenia, że moi sąsiedzi nie mają Facebooka.

Reklamy

Codziennik czterdziesty siódmy – znajdź jedną różnicę

znajdź jedną różnicę

Mały i Jego Wspaniała Prababcia.

Codziennik czterdziesty szósty – ptasi śpiew

IMG_8915

Ptasia pieśń leci nieskrępowana
Nad błękitne niebo i zielone pola
Kiedy poczujesz bieg Tao,
Ustąp, po prostu ustąp.

Jak to jest czuć Tao? To nieskrępowany przepływ, rozległy impet. To jak śpiew ptaków unoszący się nad rozległym krajobrazem. Możesz to poczuć w swoim życiu, gdy wydarzenia nabierają doskonałego rozmachu, chwalebnej obecności. Możesz to poczuć w swoim ciele, gdy energia wznosi się w Tobie w ekscytującym crescendo, rozjaśniając Twoje nerwy. Możesz poczuć to w swojej duszy, gdy wchodzisz w stan tak doskonałej łaski, że rozbrzmiewasz w krajobrazie rzeczywistości jak efemeryczna pieśń ptaków.

Kiedy Tao przychodzi do Ciebie we właśnie taki sposób, przeżyj to wszystko tak mocno, jak potrafisz. Nie przeszkadzaj. Nie zatrzymuj się – to przynosi porażkę, wyobcowanie i żal. Nie próbuj tym kierować. Pozwól Tao płynąć i podążaj za tym. Kiedy Tao jest z Tobą, odłóż na bok wszystko. Tak długo, jak trwa ptasia pieśń, podążaj za nią. Tylko podążaj.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 64 – Unbound”, tłum. własne

Codziennik czterdziesty trzeci – ciekawostki o fokach

foka

Siedzimy sobie z Olą (I klasa podstawówki) przy komputerze i przygotowujemy jej prezentację w Power Poincie o fokach.

– Ok, Olu, wpisz tu „ciekawostki o fokach”. Ok, mamy tutaj kilkadziesiąt ciekawostek. Przeczytasz mi to sama na głos?

– Ok. To czytam. Punkt pierwszy…

foki

Codziennik czterdziesty drugi – dzwoni Syn

 

SzósDSC05196.jpgta rano. Dzwoni telefon.

Syn.

– cześć stary gruby cepie, nie obudziłem?

– nie – odpowiadam zaspany

– przeproś babcię Terkę, że nie mogę jej złożyć życzeń osobiście, ale obaj wiemy, jak jest – mówi

– spoko – mówię półprzytomny.

– weź jedź do sklepu i jakieś kwiatki jej kup, takie które lubi, goździki albo inne róże daj – że niby ode mnie – czaisz?

– spoko, już jadę

– dzięki, to nara, muszę kończyć, bo mnie zaraz przyczają te wiedźmy tutaj.

– ok, już jadę.

Dr Richard Shepherd „Niewyjaśnione okoliczności”

shepherd

„Zachowałem się uczciwie. Na tym polega mój zawód: na uczciwości”

Przyznam, że miałem mieszane uczucia podczas czytania tej książki. Zachęciła mnie obietnica zapoznania się z detalami pracy doświadczonego patologa sądowego, który rozciął skalpelem setki, jeśli nie tysiące ludzkich ciał, a w każdym z tych ciał kryła się tajemnica. Każde ciało umarłe w niewyjaśnionych okolicznościach i poddane badaniu post mortem jest przecież żywym kryminałem, gdzie każdy jest podejrzany i którego rozwiązanie może okazać się najmniej oczywiste…

Dr Richards Shepherd w taki sposób opisuje swoją pracę, co potęguje apetyt na lekturę, ale prawdziwym celem tej książki nie jest przekonanie czytelnika, jak fascynującym zawodem jest praca patologa sądowego. Wręcz przeciwnie – książka ta jest bardziej przestrogą, jak fascynacja niepopularnym zajęciem, traktowania przez autora misja, sens życia, osobistą służbę dla społeczeństwa, może stać się traumą, przekleństwem, czynnikiem niszczącym człowieka i jego otoczenie.

Bo „Niewyjaśnione okoliczności” nie są zwykłym zbiorem historii, anegdotek, krwistych szczegółów, bezpośrednią transmisją z sekcji zwłok. Są zamiast tego jednym z elementów terapii Dr. Shepherda, próbą przezwyciężenia Zespołu Stresu Pourazowego, którego doktor doświadczył na pewnym etapie swojej kariery. A właściwie doświadczał go przez całe lata.

Spodziewając się, że rozpruwanie i grzebanie przez całe życie w tysiącach ludzkich zwłok, ofiar gwałtów, pożarów, katastrof, seryjnych mordów, a szczególnie ofiar dzieciobójstwa, musi sprawić, że psychika doświadczonego patologa będzie wydrenowana i wykończona. Shepherd jednak zdaje się przekonywać na każdej stronie tej autobiografii zawodowej, że to właśnie w kostnicy, przy stole sekcyjnym, czuje się najlepiej, najpewniej, że tylko tam jest najbardziej spełniony. Równie dużo uwagi poświęca sprawom swojej rodziny, relacjom ze współpracownikami, a także rozprawom sądowym, na których musi toczyć żenujące potyczki słowne, wysłuchiwać prawniczego slangu i zmagać się z kolejnymi podchodami stron sądowych konfliktów.

Nie pamiętam, w jakim kontekście, ale filozof Sartre napisać kiedyś, że „piekło to inni”. Jestem pewny, że właśnie o tym jest ta na pierwszy rzut oka lekka, łatwa i przyjemna książka. Dziesiątki lat obcowania z martwymi ofiarami największych bestialstw i okrucieństw, zamordowanymi dziećmi, ofiarami męczeńskich, długotrwałych śmierci nie są w stanie sprawić takiego spustoszenia w psychice, emocjach i wrażliwości, jak obcowanie z żywą, ludzką podłością, nieszczerością, brakiem przyzwoitości i szacunku dla innych.

Codziennik trzydziesty czwarty – Piękno

róża.jpg

Nawet na drodze ku piekłu, róże mogą sprawić, że się uśmiechniesz. Są delikatne, efemeryczne, bezkompromisowe. Nikt nie może zmienić ich natury. To prawda, możesz je zniszczyć, ale nic Ci to nie da; nie jesteś w stanie zmusić ich, by poddały się Twojej woli.

Kwiaty budzą w nas potrzebę, by je ochraniać, by je doceniać i by chronić ich piękno. Świat jest zbyt okropny, zbyt gwałtowny. Musi być w nim coś delikatnego, coś, czym można się opiekować. Coś, co można podnieść wyżej ponad brutalność świata. Kiedy składamy kwiaty na ołtarzu, znaczy to bardzo wiele. Pieniądze są zbyt wulgarne, jedzenie zbyt przyziemne. Tylko kwiaty są bez skazy. Ofiarując je, ofiarujemy czystość.

Serdeczność kwiatów wzbudza miłosierdzie, współczucie i zrozumienie. Jeśli to piękno jest delikatne, tym lepiej. Życie jest ulotne. Powinniśmy poświęcić nasz czas, aby przeżywać piękno w środku doczesności.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 51 – Beauty”, tłum. własne