Codziennik 117 – Jan Himilsbach

jan himilsbach.jpg

30 listopada 1931 roku urodził się w Mińsku Mazowieckim największy polski aktor-naturszczyk, Jan Himilsbach. Był człowiekiem prostym, ale o wielkiej mądrości i niepowtarzalnym stylu.

Jedna z wielu anegdoty o Himilsbachu głosi, że jego talentem aktorskim zachwycił się sam Steven Spielberg i zaprosił aktora do Hollywood. Jedynym warunkiem było opanowanie przez Himilsbacha języka angielskiego.

– I co, uczysz się? – pytali znajomi.

– Nie. Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten chuj – odpowiadał Himilsbach.

Kamienica Rejzli Wajnrach

img1575113168365 (1).jpg

Dzisiaj Aleje Józefa Piłsudskiego 20B, lecz dawniej – Częstochowska 11. Kamienica budowana w latach 1913-14, z typowej dla białostockiej architektury przedwojennej, żółto-czerwonej cegły, przez Rejzlę Wajnrach, córkę Szebszela Rabinerzona, właściciela fabryki tytoniu.

Patrzę na ten piękny, dwukondygnacyjny budynek każdego dnia, kiedy wstaję, parzę kawę i przygotowuję śniadanie. Od dwudziestu lat nikt tam już nie mieszka, poza kotami i szczurami. Jego spadzisty dach upodobały sobie gołębie.

Udało mi się raz tam zakraść, mimo, że wszystkie okna i drzwi są szczelnie zabite deskami. Nie pytajcie, jak to zrobiłem. Wchodziłem po wielkich, skrzypiących, drewnianych schodach, podziwiałem ogromne pokoje, w których stoją sypiące się kaflowe piece. Między walającymi się gazetkami porno z lat 90-tych, biegały rozentuzjazmowane obecnością człowieka koty i szczury.

Śmierdziało moczem i historią.

Po zakończeniu budowy w 1914 roku Rejzla Wajnrach wynajmowała pomieszczenia tej kamienicy różnym ludziom. Mieszkała tu między innymi właścicielka sklepu z papierem przy Lipowej 32 Zofia Hurwicz. Zamieszkiwał tu też posiadacz tartaku Izrael Kaczalski, a potem również nauczyciel talmudu Wolf Goldsztejn. Srul Rizer sprzedawał na parterze artykuły chirurgiczne. W latach 30. przyjmowała tu pacjentów słynąca z delikatności dentystka Małka Ginzburg.

Właściciele i mieszkańcy kamienicy przy Częstochowskiej nie przeżyli wojny. W tym miejscu było żydowskie getto, jedno z największych w Polsce.  Po wojnie budynek najpierw przejęło wojsko, a potem go skomunalizowano. Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się stąd pod koniec lat 90-tych.

Ilekroć patrzę na ten piękny budynek z okna, staram sobie wyobrazić życie dawnych mieszkańców tego miejsca. Tak niewiele o nich wiem! Jakimi byli ludźmi? Czy żyli ze sobą dobrze? Czy spotykali się na podwórku, na ławkach, i rozmawiali, tak jak robią teraz mieszkańcy mojego bloku? Nigdy znajdę odpowiedzi na te pytania.

Kamienica jest na sprzedaż, ale nikt nie chce jej kupić. Mam nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej.

Korzystałem z tekstu znakomitego znawcy historii białostockich ulic, Wiesława Wróbla.

Codziennik 116 – Sześć miesięcy szarości

20191024_101630

Za dwa tygodnie będzie bardzo ważny dzień dla Małego i oczywiście dla mnie. Okaże się, na ile system społeczny rugujący ojców z życia dzieci jest skuteczny w naszym przypadku. I czy te wszystkie przerażające relacje rodziców izolowanych od swoich pociech są prawdziwe. I czy odczujemy to na własnych skórach.

Miałem nadzieję, że ta ciepła jesień potrwa przynajmniej do połowy grudnia, ale prognozy zapowiadają srogą zimę. Chłód serca niektórych będzie najpewniej miał dobry akompaniament.

Próbuję wczuć się w tę jesienną melancholię, która przecież nie musi oznaczać marazmu i pesymizmu. A jeśli już będzie te sześć nadchodzących miesięcy przemijało w tej okropnej polskiej szarości, to przecież i szarość może być inspirująca.

Wystarczy włączyć mindfulnessowe „lettin go” i pozwolić, by rzeczy działy się tak, jak tego sobie życzą. Wystarczy? Nie, to bardzo trudne.

Codziennik 115 – Katana

„Uciekamy tłukąc szyby w całym mieście
Znowu dopaść chcą, dogonić bestię
Czasem myślę, żeby wrócić tu
Tysiąc zbędnych słów, milion zbędnych słów”

 

 

Codziennik 114 – Z zapisków cz. II

24059372_10160291595915643_5420942000240028030_o.jpg

26 listopada 2017 przed:

Dzisiaj mus czekoladowy z awokado i bananem, chałwa zwykła i czekoladowa w kształtach różnych z sezamu i miodu podlaskiego oraz tradycyjna kawka zbożowa Anatol. Samochodziki do Miasta GapKo od stęsknionej za wnukiem babci Terki z Białegostoku, a ode mnie kolekcja literatury dziecięcej zdobyta dzisiaj na giełdzie staroci przy Jardzie, encyklopedia dla dzieci i, co najważniejsze, odcinek Kajko i Kokosza, który to komiks uwielbiałem ponad życie. W planie jest jeszcze kilka innych rzeczy, które jest się w stanie zrobić na kilku metrach kwadratowych. Jak my sobie poradzimy w te marne dwie godziny na tak marnym obszarze, w takiej marnej atmosferze i tak wysokim ciśnieniu? Jakoś poradzimy.

24059401_10160293612600643_4835677241993978650_o.jpg

26 listopada 2017 po:

Mus czekoladowy z awokado i bananem smakował Mu jak cholera (na zdjęciu). Chałwa też. Tak mu smakowały, że aż dostałem zakaz przynoszenia jedzenia, heh, mam w dupie zakazy wynikające ze zwykłej złośliwości i zawiści, pominąłem to milczeniem. Rozbudowaliśmy Miasto GapKa o przedmieścia, gdzie mieszka gajowy Lulek, gdzie jest Fabryka Samochodów Nowych i sklep spożywczy „Owoce, Warzywa, Napoje, Ryż, Kasza, Makaron”.

Całą resztę pominę milczeniem. Z litości.