Żabi Holokaust

To właśnie ta piosenka sprawiła, że miałem kiedyś pomysł na pogrzeb z Muzyką Końca Lata w tle. Muzyka tego zespołu znakomicie pasuje do klimatu jesieni i wiosny, czyli pór przejścia, czasów niewyraźnych, niezdecydowanych, bardzo polskich.

Reklamy

Laurence Kirwan w książce „Bez skazy. Chirurgia plastyczna bez tajemnic” pisze o ideale kobiecego piękna tworząc swoisty „wzór” kobiety i mężczyzny. Co ciekawe, w rzeczywistości nie istnieje osoba, która spełniałaby wszystkie warunki idealności. Dlatego też fotograficy i specjaliści od reklam mówią o modelkach „szyjnych”, „twarzowych”, „piersiowych” itd. Fotografuje się tylko te fragmenty ich ciał, które są bliskie ideałowi. Oto prawdziwa i radykalna dekonstrukcja – dzięki Kartezjuszowi oddzieliliśmy duszę od ciała. Ta pierwsza została rozbita na czynniki pierwsze najpierw przez pozytywistów, którzy zredukowali ją do ruchów elektronów, zaś ciało zostało pozbawione integralności przez fotografików.

Wczorajszy dzień spędzony na odwiedzaniu białostockich liceów z okazji „akcji kursy„. Szczególnie miła wizyta w „moim” III LO, gdzie ucinam całkiem miłą pogawędkę z obecną dyrektor. Strasznie sentymentalnie się chodziło tymi korytarzami, schodami, gdzie tyle ważnych rzeczy się przeżyło kiedyś. Szczególnie zadziałał wielki parapet na śródpiętrze (kilka miłych wspomnień). Przy okazji obudziła się chęć popracowania kiedyś z ludźmi w wieku licealnym.
Dzisiaj praca w terenie – przejechane 200 km. Rozpoczynam kierując się na północ. Trasa na Ełk nie robi szczególnego wrażenia. Trochę krążę po Knyszynie, poszukując tamtejszego liceum. Znajduję przestarzało-nowoczesny kompleks ze swoistym urokiem. Stare, przesiąknięte dziwnym „zapachem szkoły” wnętrza, klimat prowincjonalnej szkoły. Ludzie niezwykle mili. W szkolnej salce gimnastycznej maturzystki ćwiczą poloneza przed studniówką. Za oknem zaczyna padać śnieg. Nastrój jak z filmów Piwowarskiego.
Z Knyszyna ruszam w stronę Tykocina, prosto przez Krypno, które jest zupełnie nijaką miejscowością. Przed Tykocinem zaczyna padać śnieg, przez co robi się zupełnie bajkowo. Tykocin wita mnie, jak zwykle, opustoszały, senny. Mam wrażenie przepływania przez to miasto. Szkoła na obrzeżach, bardzo nowoczesna i bogata. Z Tykocina jadę przez śnieg do Łap, następnie Bielsk Podlaski , już bez większych przygód. Ta ostatnia miejscowość robi wrażenie wielkomiejskości w zderzeniu z poprzednimi. Bardzo zasadnicza i jakby rozdrażniona pani dyrektor jednego z bielskich liceów.
Po powrocie kilka spraw na uczelni i pisanie tekstu na Otryt.

W nocy, nie mogąc zasnąć, czytam „Alfabet Rokity” – wywiad-rzekę z Janem Rokitą, przeprowadzony przez Zarembę i Karnowskiego. Książka skonstruowana oryginalnie – zaczyna się od sprawozdania z udziału Rokity w rozwiązaniu polskiej „Watergate” z Michnikiem i Rywinem w rolach głównych, następnie zaś mamy długą biografię Rokity opowiedzianą głównie jego ustami, zaś na zakończenie – dział ciekawostek z różnymi pozapublicznymi aspektami życia Jana Marii. Do zakupu i lektury skłonił mnie Ziemkiewicz, piszący w „Michnikowszczyźnie” o Rokicie jako o drugoplanowym bohaterze walki o odnowę III RP – bezkompromisowym, konsekwentnym i do bólu uczciwym. Interesuje mnie osobowość takich postaci, kształtowanie ich charakterów, bowiem są – z perspektywy Ziemkiewiczowej „Familii” – traktowani jak wariaci. W rzeczywistości okazuje się, że różnica pomiędzy intelektualistami z GW a „psycholami” z Gazety Polskiej polega na tym, że ci pierwsi wieszali na ścianach obrazki z Piłsudskim, natomiast ci drudzy – portrety Dmowskiego. Wrażliwość narodową i miłość do ojczyzny posiadają – tak czuję – podobną. Inna jest ogólna wrażliwość polityczna, lub też – żarliwość – obu stron konfliktu.

Od rana szpital, gdzie T. przechodził rano nieprzyjemny zabieg: „kolonoskopię”. Jutro wychodzi. Na uczelni burza mózgów z Virtu, całkiem efektywna. Przyjemny obiad w Ekspresie na Skłodowskiej z M, K. i J. Podczas rozmowy wspominam o planach wyjazdu do Turcji, na co J. opowiada o rozrywkowych skłonnościach tamtejszych socjologów („lubią white meat, żadnej wołowiny”). Na uczelni spotykam kilka studentek, które oburzają się odmową przepisania „piątki” przez jedną z wykładowczyń. Cierpliwie tłumaczę suwerenność wykładowcy w tym względzie. Potem odwiedzam Bojary, gdzie czeka na mnie „Alfabet Rokity” wygrany parę dni temu na Allegro. Druga wizyta w szpitalu, odbiór komputera D., sprzątanie domu.
Coraz więcej myślę o Otrycie i próbuję zasiąść do referatu.

Sztuka i czas

Sztuka jest sposobem, w jaki człowiek próbuje ujarzmić, przezwyciężyć mijający czas. Sentencja przypisywana Hipokratesowi mówi: vita brevis, ars longa – życie jest krótkie, sztuka- wieczna. Ta obserwacja przyświeca artystom od wieków.

Literatura jest tą dziedziną sztuki, która swój początek i – w moim przekonaniu – również swoją istotę ma w „opowiadaniu historii”, czyli umieszczaniem ludzi, miejsc i zdarzeń w jakimś porządku czasowym. Więc tak naprawdę cała literatura traktuje o czasie. Nowoczesna, mówi się czasami „postmodernistyczna” literatura próbuje ten klasyczny porządek opisywania historii (linearność, porządek chronologiczny opisywanych zdarzeń) rozbić („zdekonstruować”). Świetnym przykładem takiej dekonstrukcji są „Gry w klasyCortazara – powieść złożona z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów, które czytelnik może czytać w dowolnej kolejności, samodzielnie kształtując porządek czasowy opisywanych wydarzeń.

W języku angielskim mówi się o oddzielnym gatunku literackim „Time-travel books” – czyli książki o podróżowaniu w czasie. Są to nie tylko dzieła traktujące o przeszłości, odwołujące się do pamięci czy wspomnień, jak „W poszukiwaniu straconego czasuProusta, ale również podróżami w czasie jest cały wielki gmach literatury futurystycznej („Rok 1984Orwella, czy też cała twórczość Stanisława Lema, który już w latach 60-tych, w niezwykle barwny i artystyczny sposób opisał i przewidział wiele elementów rzeczywistości XXI wieku.

Z mojej osobistej perspektywy, gatunkiem literackim szczególnie mi bliskim, a jednocześnie związanym nieodłącznie z czasem, jest tzw. Bildungsroman” – powieści o dojrzewaniu (z niem. powieść o formowaniu). Jest to patrzenie na przeszłość z perspektywy bezpowrotnie utraconego dzieciństwa. Krzysztof Varga napisał książkę pod tytułem „Bildungsroman„, która jest jakby programowym „przedstawicielem” tego gatunku.

Inne Bildungsroman, wręcz po uszy zanurzone w czasie to na przykład „Dolina IssyMiłosza oraz oczywiście „Pan TadeuszA. Mickiewicza, którego konstrukcja zasadza się na dwóch perspektywach, płaszczyznach czasowych. Początek – Paryż – cała historia dziejąca się w Soplicowie – i na zakończenie „powrót do przyszłości”, do Paryża. No i „P. Tadeusz” to zdecydowanie powieść o utraconej, pięknej młodości.

I jeszcze przyszły mi do głowy, w związku z niedawną śmiercią Ryszarda Kapuścińskiego, Podróże z Herodotem” – świetna literatura, gdzie Kapuściński prowadzi taką literacką „rozmowę” z antycznym podróżnikiem, który żył 6 wieków przed Chrystusem. Podróże z Herodotem są tak naprawdę podróżami w czasie, rozmowami człowieka współczesnego z człowiekiem starożytnym.