Codziennik 166 – Lewickie Stacja

FIMO_1589901180846

Te wszystkie martwe stacje kolejowe, na których nie zatrzymuje się żaden pociąg, wzbudzają we mnie uczucie głębokiego smutku i zachwytu. Odnawiane co dziesięć lat, przez dziesiątki lat pozostają puste i smutne. Zardzewiałe torowiska odbijają czerwienie i brązy. Zmurszałe rampy, podziurawione chodniki, hałdy piachu, pozostawione na zniszczenie pojazdy niewiadomego przeznaczenia, przypominają mi postsowiecki krajobraz sprzed czterdziestu lat, gdy brzydota, rozpad i degradacja określały całą przestrzeń, w której dorastałem. Tory kolejowe, pociągi towarowe, pośpieszne i osobowe, lokomotywy spalinowe, onieśmielały swoją monumentalnością, a ich szorstka, zardzewiała brutalności, wzbudzała zachwyt. Zachwycaliśmy się tym, co brzydkie, hałaśliwe i zardzewiałe. Teraz się nad tym smucimy i ten smutek, jak Harrego Hallera, jakoś nas zachwyca.

 

Codziennik 165 – Droga na Michałowo

IMG_20200518_134325

Zbliżające się wielkimi krokami „sądne dni” czasami wprowadzają niepokój, którego najlepszym panaceum są samochodowe szwendactwa z dobrą muzyką w tle i pięknymi krajobrazami za oknem.

Dzisiaj padło na Michałowo. Nie byłem w tym mieście ani razu w tym roku.

Lubię tam jechać drogą na przejście graniczne z Białorusią. Z sentymentem mijam zamkniętą karczmę u Rumcajska i leśną drogę do Supraśla. Kilka minut późnej skręca się już na drogę do Michałowa. Po lewej stronie, tuż przy tym zjeździe, jest cudowne, bagienne rozlewisko ze straszącymi nagością konarami umierających brzóz.

Droga na Michałowo prowadzi przez las. W okolicy wsi Zajma przejeżdża się przez urokliwy mostek na rzece Płoska przecinający na pół piękną łąkę pełną żywokostów. Przejazd kolejowy w Żedni. Droga na Sokole. Za chwilę jest się w Michałowie.

Przy wjeździe do miasta straszy wielki napis #MICHAŁOWO. Przy rynku skręcam w prawo i lecę w kierunku Zabłudowa. Tam już mniej lasów, więcej pól. Dawny PGR gdzieś po drodze, i całkiem ładna, prawosławna wieś Topolany. Ulicówka z typowo postawioną przy niej cerkwi.

W Folwarkach Tylwickich zaczyna swój bieg rzeka Supraśl. Tam skręcam w prawo i jadę kolejnymi Folwarkami: Wielkimi, Małymi. W Dobrzyniówce karykaturalne ogródki działkowe mieszkańców popegeerowskich bloków.

Niedługo wrócę na 19-tkę. Do miasta. Na chwilę zapomnę o tęsknocie za Synem.

 

Codziennik 164 – Dostępność

IMG_20200508_124024

Tak długo, jak wstaje słońce
I bije Twoje serce
Tao jest pod ręką.

Ludzie myślą, że Tao może być poznane tylko poprzez opowieści o starcach mieszkających w górach lub mętną poezję o bogach jeżdżących na smokach. Inni deklarują, że niezbędne do zrozumienia Tao są skomplikowane rytuały, przerażające talizmany lub szyfry opętanych przez duchy. To jest zwykła nieprawda. Dlaczego przedkładamy czyjeś doświadczenia przed nasze? Tao jest w każdym z nas. Trzeba przyznać, że powszechna ignorancja jednostki zwykle przesłania świadomość Tao, ale nie znaczy to, że Tao nie istnieje lub że nie jest istotne. Tao jest tutaj dla nas, by doświadczać każdego momentu, w którym się na nie otwieramy.

Czy słońce świeci? Czy noc następuje po dniu? Czy niebo jest niebieskie? Czy masz uczucia? Jeśli tak, to poznanie Tao jest możliwe bezpośrednio i natychmiast. Nie zwlekaj, nie uważaj się za mało istotnego. Poczuj to. Teraz. Tak długo, jak żyjesz, Tao jest pod ręką.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 162 – Aceesibility”, tłum. własne

Codziennik 162 – Balkon

96300325_10164481764545643_7780196797003071488_o

Balkon eksplodował.

Codziennik 161 – Opowiem Mu

11035705_10155735384450643_8968580337093979617_o

Opowiem mu o tym, że byłem nad morzem. Że zrobiłem rekonesans i następnym razem pojedziemy tam wspólnie. Że wezmę go na barana i zejdziemy na plażę. Pokażę mu, jak wieje wiatr, jak grzeje piasek, jak chłodzą morskie fale. Rozpalimy ognisko i będziemy patrzeć w ogień. Pokażę mu, jak się puszcza kamieniami kaczki na spokojnej tafli wody, a jak będzie sztorm, usiądziemy na wysokiej skarpie i przez lornetkę będziemy patrzeć na walczące z falami statki i kutry.

Codziennik 159 – Ptaki

gettyimages-960656060-1-jpg

Dostaję od czasu do czasu jakiegoś fioła. Moim stałym fiołem jest mój syn, alienowany od ojca, o którego ciągle walczę ze skutkami opłakanymi. Ostatnio dostałem fioła na punkcie ptaków. Nagrywam ich gadania, czytam o nich tak wiele, jak się da. Kolekcjonuję sobie ich trele i czytam o ich społecznych zachowaniach. Zaczynam odróżniać skowronka od bogatki, co sprawia bardzo dużo satysfakcji. Wychodzę w nocy na balkon, żeby słuchać ptaków i czekać na syna.

Codziennik 158 – Hugo Boss czy Lider?

97101892_10164469675080643_4903882358790291456_o

Wybór jest prosty.

Gdy wyjście do Biedronki albo do lasu – to Hugo Boss.

Gdy jakaś ważna okazja – tylko Lider.

(Nie wiedziałem, że przez cały czas produkuje się zapachy moich dziadków, wujków, ojca. Brutal, Wars, Lider – zapachy męskości, które pozostawały w łazience, gdy wychodzili z nich mężczyźni po goleniu. Sam czasami używam brzytwy naostrzonej mi przez nieodżałowanego kolegę Rafała z Sobolewa. Golenie za pomocą brzytwy to spora umiejętność. Traktuję to jak sentymentalną wycieczkę. Do czasów, gdy nasi wujkowie, dziadkowie i ojcowie pachnieli prawdziwą wodą kolońską)