Jedwab? Raczej terakota….

Mówi się, że w takich momentach wszechświat zwija się w mały rulonik, rozlega się donośne „plum” i następuje koniec świata. Takie właśnie miałem odczucie, kiedy przechodząc dzisiaj Rynkiem Kościuszki usłyszałem od strony miejskiej ślizgawki nową interpretację piosenki legendarnych Róż Europy:

Problem miejskiego lodowiska i – w szczególności – nadawanej na nim muzyki jest zagadnieniem domagającym się odrębnego potraktowania. Dzisiejszego wieczoru, wracając z całkiem przyjemnego seansu filmowego w sali kameralnej kina Pokój, i słuchając z konieczności w atmosferze dogorywającego weekendowego wieczoru ośmieszonego, odartego z bezpretensjonalności, subtelności i delikatności „Jedwabiu” miałem głębokie i fundamentalne poczucie nieadekwatności. Coś było nie tak i jednocześnie wszystko było nie tak.

Reklamy