Codziennik 169 – Duchy pracowników fabryki tektury

Mamy tu z Nią teraz najlepsze zachody słońca w tej części alej Józefa Piłsudskiego. W zachodzącym słońcu tańczą w oknach zdewastowanej przez anarchistów fabryki, duchy zatrudnionych w żydowskiej fabryce pracowników produkujących tekturę.

Codziennik 168 – Polak Oasis

Jeśli chcą Państwo posłuchać piosenki Sidneya Polaka wykonaną w stylu piosenki o tytule „Wonderwall” zapomnianego już zespołu Oasis, to to jest właśnie taka piosenka. Żeby nie było, bardzo mi się to wykonanie podoba i słucham po wielokroć. Jest to świetna interpretacja, oddająca ducha oryginału, fajnie wykonana.

Codziennik 167 – Balkon pełen kwiatów

Znowu balkon zapełnił się kwiatami. Co roku jest ich więcej i co roku wkładam w ich przygotowanie więcej samodzielności. Wysiewam, podlewam, czekam, pikuję, przesadzam, pozbawiam zwiędłych liści.

Czekałem długo, bo pogoda nie sprzyjała wystawianiu roślin na balkon. W końcu jednak musiałem to zrobić, choćby dlatego, że czeka mnie pojutrze kolejna sądowa batalia o prawa mojego syna do kontaktów z jego najbliższymi.

Nie postrzegam przyszłości dobrze, bo zobaczyłem już zbyt wiele nienawiści, złych chęci, zazdrości i zwykłej podłości, by mieć nadzieję, że cokolwiek zmieni się na lepsze.

Postanowiłem jednak walczyć do końca, w takim zakresie, jaki przewiduje polskie prawo. Tak, abym mógł mu kiedyś spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć: „walczyłem o ciebie”.

Gdyby jednak druga strona wykazała choć minimalne przejawy dobrej woli, zapomniałbym o tych wszystkich rzeczach, które jego i nas spotkały w ciągu ostatnich lat. Zapomniałbym o nich w pół sekundy.

Codziennik 166 – Lewickie Stacja

FIMO_1589901180846

Te wszystkie martwe stacje kolejowe, na których nie zatrzymuje się żaden pociąg, wzbudzają we mnie uczucie głębokiego smutku i zachwytu. Odnawiane co dziesięć lat, przez dziesiątki lat pozostają puste i smutne. Zardzewiałe torowiska odbijają czerwienie i brązy. Zmurszałe rampy, podziurawione chodniki, hałdy piachu, pozostawione na zniszczenie pojazdy niewiadomego przeznaczenia, przypominają mi postsowiecki krajobraz sprzed czterdziestu lat, gdy brzydota, rozpad i degradacja określały całą przestrzeń, w której dorastałem. Tory kolejowe, pociągi towarowe, pośpieszne i osobowe, lokomotywy spalinowe, onieśmielały swoją monumentalnością, a ich szorstka, zardzewiała brutalności, wzbudzała zachwyt. Zachwycaliśmy się tym, co brzydkie, hałaśliwe i zardzewiałe. Teraz się nad tym smucimy i ten smutek, jak Harrego Hallera, jakoś nas zachwyca.

 

Tatuażysta z Auschwitz banalizuje cierpienie

Tatuażysta Auschwitz przez dziesięciolecia skrywał mroczną ...

Czy można napisać Harlequina którego akcja się w obozie koncentracyjnym? Wszystko można, ale to akurat wyjdzie zawsze bardzo słabo. Będzie to jak opowiadanie przedszkolakom o Józefie Fritzlu. Książka „Tatuażysta z Auschwitz” jest pierwszą od czasów liceum książką o holokauście, którą przeczytałem. Mierziło mnie bardzo to, że dzieciakom w szkole każe się czytać tyle lektur o wojnie, która już w moich czasach licealnych była czymś kompletnie abstrakcyjnym.

„Tatuażysta” jest tkliwą i naiwną opowieścią zmierzoną na współczesnego czytelnika. Takiego, co o wojnie wie niewiele i tak naprawdę niewiele chce wiedzieć. Od jakiejś tam choćby ułamkowej prawdy woli tkliwą opowiastkę o kochankach, którzy tylko dla celów politycznej poprawności prowadzą swój romans za w zasadzie tylko ilustracyjnymi płotami obozu koncentracyjnego.

Szkoda, że jest tak wiele osób gotowych na przykre poddawanie się masakrycznemu kiczowi tej książki. Od wielu miesięcy książka jest wśród najlepiej sprzedających się w Empiku. Strach pomyśleć, że część z jej czytelników uwierzy w to, że obóz koncentracyjny wygląda w tak hollywoodzkim stylu i że dzieją się tam rzeczy, których nie powstydziłaby się niejedna opera mydlana.

Skutki tego typu pisania, pisania – dodajmy – ułomnego również stylistycznie, mogą być opłakane. Hanna Arendt użyła kiedyś sformułowania „banalność zła” na określenie źródeł totalitaryzmów w braku myślenia, naiwności, czy zwykłej głupocie wykonawców zbrodniczych ideologii. W tej książce mamy piewców ideologii holokaustu, wykazujących te same cechy, co ludzie, którzy mordowali miliony ludzi. Dlatego jest ona nie tylko bezdennie głupia, ale i groźna.