Dżem z marchewki, czyli o tym, jak Portugalia z troski o dzieci wykiwała całą Europę

Czerwiec

Na białostockich bazarach w drewnianych skrzyniach wyleguje się młoda marchewka. Zwykliśmy z lekką  pogardą wrzucać ją do rosołowych wywarów, tak jak czynimy to z dużą częścią stworzeń, które większość swojego istnienia spędzają pod ziemią. Pietruszka, burak, brukiew, seler, marchew – te wszystkie bulwy i korzenie, z których korzystamy w kuchni na co dzień, są raczej niestety na zapleczu podstawowych, wiodących smaków znanych potraw.

mural-of-garden-vegetables-1421502160idi

A marchewka to ciekawe i inspirujące warzywo.

Warzywo? No właśnie…

Czy marchewka jest warzywem?

Przeczytałem dzisiaj, że marchewka jest.. owocem. To nic, że rośnie pod ziemią, to nic, że nie zawiera nasion, to nic, że od setek lat każde dziecko uczono, że marchew to warzywo. Kiedy ostatnio wręczyłem mojemu synowi w ramach rozrywki podczas jazdy autem piękne, młode marchewki do chrupania, mówię mu: proszę, to moje ulubione warzywo z czasów, jak byłem w Twoim wieku. Bo naprawdę lubiłem podkradać rodzicom z kuchennego blatu umyte, obrane marchewki. Nigdy nie protestowali. Nawet w kryzysowych latach 80. marchewek było w bród, choć ich zastosowanie w polskiej kuchni jest raczej skromne. A były i są nie dość, że smaczne, to dużo w nich rzeczy, od których jest lepsza odporność, a na buzi nie ma pryszczy. Podobno też karoten odpowiadający za niepowtarzalny kolor marchwi, pomaga osiągnąć niepowtarzalne kolory w opalaniu na plaży zamiast w solarium.

Kocham Portugalię i Portugalczyków. Za fado, nasmutniejszą muzykę na świecie. Za ich europejskie outsiderstwo. Za tę nostalgię i tęsknotę, pobrzmiewające w ich języku. Języku, który i rytmem i fonetyką tak bardzo przypomina mi język polski. Za to, że jest to bodaj ostatni kraj Zachodniej Europy, który nie jest taki sam, jak wszystkie pozostałe kraje. Za to, że wszystko kosztuje tam umiarkowanie i że zarabia się tam też umiarkowanie. I że za kilka euro można spędzić cały wieczór przy owocach morza z rusztu i przy butelce wina w uzasadnionych ilościach, siedząc na brzegu klifu i patrząc na ocean.

Niestety, to Portugalczycy są winni tej absurdalnej zmianie kwalifikacji marchewki z warzywa na owoc. Może powinniśmy być na nich źli za tę wyrwę w fundamentach naszego marchewkowego świata, ale jak przyjrzałem się sprawie głębiej,  uznałem, że Portugalczycy są całkowicie usprawiedliwieni i przez cały czas ich podziwiam. Teraz nawet bardziej.

Crianças, crianças, acima de tudo!

Portugalczycy od wieków produkują i zajadają się dżemem z marchewki. Szczególnie uwielbiają go dzieci, a dzieci w Portugalii są kochane ponad wszystko. Mogą wszystko i wszystko jest im wybaczane. Pszenna bułka posmarowana masłem i solidną porcją dżemu marchewkowego to popularna w Portugalii podstawa śniadania przed wyprawą do szkoły. Za odmowę uczynienia portugalskiemu dziecku takiej przyjemności grozi tam nawet dożywocie.

I tu pojawiają się problemy… Okazało się bowiem, że po uchwaleniu unijnej dyrektywy o tym, co jest dżemem, a co nie, Portugalczycy nie mogą już nazywać dżemu z marchewki dżemem z marchewki, bo dżem może być, według urzędnika, wytwarzany tylko z owoców. A marchewka owocem nie jest….

Portugalia nie mogła tego zrobić swoim dzieciom.

Dla mieszkańców ojczyzny Vasco da Gamy rezygnacja z nazywania dżemu z marchewki dżemem z marchewki byłaby czymś niedopuszczalnym. To tak, jakby Polakom kazać, by zamiast nazywania bigosu bigosem, podawać na niedzielny stół „duszoną kapustę z grzybami i pomidorami”. Bigos to jest bigos, a dżem marchewkowy jest dżemem marchewkowym! Więc, aby Portugalia ostała się Portugalią, a tamtejsze pacholęta nie chlipały z tęsknoty za śniadaniowym przysmakiem, tamtejsi dyplomaci i unijni urzędnicy przeforsowali, by zamiast rezygnować z „dżemu marchewkowego” uznać, że marchew jest jednak owocem i umożliwić produkowanie tradycyjnego przysmaku pod oryginalną nazwą.

JAK ZROBIŁEM DŻEM MARCHEWKOWY

SKŁADNIKI NA DWA ŚREDNIE SŁOIKI:

  • Niecały kilogram ładnej marchwi
  • Pół szklanki białego cukru
  • Sok z jednej cytryny
  • Sok z połowy pomarańczy
  • Skórka z połowy pomarańczy

Kiedy już zgłębiłem tajemnicę owocowości marchwi, postanowiłem sprawdzić, jak smakuje taki portugalski, marchwiowy dżemik. Pojechałem na osiedlowy bazarek (lubię pochodzące z tureckiego „pazar” słowo „bazar”, pasuje do białostockiego orientalizmu) i kupiłem kilka marchewek średniej wielkości (niecały kilogram). Z produkcji lemoniady dla syna z poprzedniego dnia została mi połówka pomarańczy i cała cytryna. A że przetwory są tematem numer jeden w mojej kuchni w tym sezonie, o brak zapasowego cukru nie musiałem się martwić.

SONY DSC

Marchewkę delikatnie oskrobałem, wypłukałem w wodzie, pokroiłem na takie kawałki, by zmieściły się w garnku. Gotowałem około pół godziny do miękkości. W tym czasie wycisnąłem sok z cytryny i pomarańczy, no i starłem skórkę z tej ostatniej. Marchewkę ostudziłem, zmiksowałem w blenderze i wrzuciłem do garnka. Dodałem do niej pół szklanki cukru, wszystko wymieszałem i odpaliłem ogień. Przez kilka (5-10) minut gotowałem, aż mus zaczął się redukować i lekko karmelizować. Przez cały czas trzeba mieszać, bo gorąca marchewka lubi przykleić się do dna garnka.

Poczekałem więc, by woda odparowała, dodałem wyciśnięty sok z pomarańczy i cytryny oraz startą skórkę pomarańczy. To wszystko trzeba znowu zagotować na kilka minut, tym razem tylko po to, aby marchewka i cytrusy połączyły się w jednolite, słodko-cytrusowe smak, zapach i konsystencję. Dodałem jeszcze odrobinę cukru, ale to już kwestia gustu. Ważne, aby w dżemie wyczuwalne były równocześnie, w zharmonizowanych proporcjach: słodycz marchwi, kwaśność cytrusów i orzeźwiająca gorycz pomarańczowej skórki.

Gdy już nareszcie wszystko połączyło się w piękną, pomarańczowo-żółtą miksturę, powkładałem dżem do wyparzonych słoików, dokładnie pozakręcałem i postawiłem do góry dnem do ostygnięcia. Z niecałego (na oko) kilograma marchwi wyszły mi dwa średniej wielkości (200 g) słoiki. Teraz, w szafce pod parapetem, czekają na chłodne dni.

SONY DSCW grudniu, na święta, przyjeżdża jak co roku do Polski zaprzyjaźnione z moją rodziną małżeństwo z Portugalii. Kasia (Polka, przyjaciółka mojej siostry), Luis (mąż Kasi) i Krystian (ich 10-letni syn, jedyny na świecie jednoczesny fan Cristiano Ronaldo i Jagiellonii Białystok). Sprawdzę wtedy, czy mój dżem z marchewki smakuje podobnie, jak ten, który je się w Portugalii na kanapkach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s