Codziennik 94 – Atrakcyjność

DSC_4934.jpg

Pierwszy prawdziwie mglisty, chłodny dzień. Chodziliśmy po lesie. On jest zawsze piękny, za każdym razem inaczej. W jesieni też jest ruch, trwanie, życie. Jest feeria zapachów i kolorów. Gdy wróciłem do domu, miałem w głowie już tylko bolące nogi, zapach wilgotnej ściółki po pierwszych przymrozkach i mgły spowijające pola obsiane poplonem. Usiadłem konający do tłumaczenia kolejnego rozdziału codziennych medytacji TAO Deng Ming-Dao. Już wiele razy zaskakiwała mnie uniwersalność i adekwatność tych rozważań. Tłumaczenie dzisiejszego, sto siedemnastego rozdziału tej książeczki, sprawiło mi wyjątkowo wielką przyjemność i ulżyło w fizycznym bólu. Dlatego się dzielę.

Opalizowanie pawia w czystych cieniach
Fioletowe kształty rozprzestrzeniające się w popołudniowym słońcu
Piękno świata jest wirowaniem kolorów,
Ale w środku kwiatu jest jasny spokój.

Ten świat jest ruchem. Jego naturą jest ciągła zmiana, nieskończone kombinacje. Bez nich byłby zastój, a my dosięglibyśmy naszych krańcowych możliwości. Jednak każde ograniczenia są w rzeczywistości arbitralne. Życie to niekończące się równanie ciemności, blasku, koloru, zapachu i zmysłów.

Paw przyciąga partnera poprzez swoje upierzenie; kwiat przyciąga pszczołę swoją barwą i zapachem. Piękno dąży do szaleństwa, gubi się w zabawie uwodzenia, zatraca się w tańcu podlotów. Krążymy wokół płatków kwiatu, pijani feerią kolorów. Zafascynowani zapachem nacierających na nas perfum, jesteśmy zmuszeni, by działać, dotykać, wypełniać nasze płytkie naczynia pełnią obiecanej radości.

Jednak w samym środku kwiatu, wszystko tkwi w bezruchu. Kiedy taniec piękna się kończy, kumulacja jest już tuż tuż. Nie powinniśmy robić nic więcej poza tym, by doznać zadowolenia. Dalsze działanie byłoby głupotą. Musimy pamiętać, by się wycofać i zajrzeć do środka. Pozostając na zewnątrz naszych dusz znajdziemy piękno i fantastyczny ruch. Dopiero wtedy, gdy dotrzemy do środka naszych dusz, znajdziemy się w oku cyklonu, w martwym punkcie istnienia. Wszystko tam jest jasnością, skondensowaną energią, nieznośnie silną i potężną, a jednak pochłoniętą w w najwyższej ciszy.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 117 – Attraction”,
tłum. własne

 

Codziennik 93 – Piękna matematyka

improved_photo (5).jpg

Codziennie poświęcam co najmniej godzinę popularnonaukowej, angielskojęzycznej encyklopedii poświęconej historii matematyki. Choć nigdy nie miałem żadnych zdolności matematycznych, ta dziedzina zawsze mnie fascynowała i onieśmielała. Moi rodzice poznali się na studiach w Instytucie Matematyki. Mama poszła pracować do szkoły, co robi do dziś, a nieżyjący już ojciec pracował przez prawie całe życie jako naukowiec i wykładowca.

Ojciec, z relacji różnych ludzi po jego śmierci – dość zdolny matematyk, od zawsze próbował mnie zarazić miłością do tej dziedziny wiedzy. Prawdopodobnie z wrodzonej przekory wobec niego poszedłem na studia humanistyczne. A po ich zakończeniu ciągnęło mnie zawsze ku tej bardziej ścisłej stronie nauk społecznych – ku statystyce, ekonomii, logice, metodologii nauk.

Mój ojciec zajmował się naukowo głównie geometrią. Z uporem opowiadał mi o geometriach nieeuklidesowych i o tym, jak wszystko się zmienia, jeśli zrezygnujemy z nieoczywistego piątego aksjomatu Euklidesa. O pojęciu nieskończoności i o tym, że kalafior jest fraktalem. W liceum dyskutowaliśmy o tym, czy matematyka opisuje świat realny (jak mówił Arystoteles), czy opowiada o świecie idealnym (jak wcześniej mówił Platon).

Czytając teraz rozdziały „The Math Book” poświęcone geometrii rozumiem już, że jest to ta część matematyki, która wymaga niesamowitej wyobraźni. Tej wyobraźni, która rodzi się nie w lewej, analitycznej, ale prawej – kreatywnej, artystycznej półkuli mózgu.

Patrząc z perspektywy czasu i przypominając sobie o ojcu wiem, że był on zdecydowanie prawopółkulowcem. Żył wyobraźnią, emocjami i zdecydowanie zbyt intensywnie myślał.

Ludzie zajmujący się geometrią są artystami w świecie matematyki.

Dlatego często, po wielodniowym ślęczeniu w kuchni nad papierami zamalowanymi niezrozumiałymi dla mnie rysunkami i symbolami, ojciec wpadał do mojego pokoju rozradowany jak dziecko i śmiejąc się krzyczał:

– Radku, nawet nie wiesz, jaki PIĘKNY dowód przed chwilą zrobiłem!

 

Jorgos Lantimos – „Zabicie świętego jelenia”

killing

Jeszcze nigdy umieszczenie mitologicznej opowieści w realiach współczesnych nie było tak dosłowne, jak w „Zabiciu świętego jelenia”. Jorgos Lantimos, czołowy przedstawiciel nowej fali w greckim kinie, z typową dla siebie dosłownością opowiada historię czerpiącą wprost wręcz z opowieści o Ifigenii, córki  Agamemnona i Klitajmestry, a także ze starotestamentowej opowieści o Hiobie.

Stateczna, angielska rodzina państwa Murphych. Stephen (Colin Farrel) jest uznanym kardiologiem. Anna (Nicole Kidman) – okulistką. Wychowują z troską dwójkę dzieci – czternastoletnią Kim i dziecięcioletniego Boba.

Stephen spotyka się ukradkiem z szesnastoletnim Martinem (genialne objawienie aktorskie – Barry Keoghan). Daje mu pieniądze i drogie prezenty. Ta znajomość od początku budzi napięcie, ma podtekst ni to erotyczny, ni to ojcowski.

Martin wkracza w życie rodziny Murphych. Rozkochuje w sobie córkę Stephena i Anny. Próbuje zawłaszczyć życie Stephena. Z każdym kolejną sceną odkrywane są kolejne cząstki tajemnicy łączącej Stephena i Martina.

Lantimos buduje napięcie, łącząc monumentalizm klasycznej, symfonicznej muzyki, fundamentalne, odwieczne pytania o winę i karę, freudowskie relacje ojciec-syn-matka, szerokie, zimne kadry z dosłownością, a wręcz brutalizmem.

Klasyczna grecka tragedia jest odgrywana w zimnym stylu. Bohaterowie odgrywają dialogi w sposób graniczący z autyzmem. Najbardziej emocjonujące sceny epatują chłodem emocjonalnym bohaterów. To jeszcze bardziej potęguje efektowność całej tej filmowej konstrukcji.

Brodaty Stephen ukrywa emocje za czarnym zarostem. Emocje wyraża tylko oczami. Martin wygląda i zachowuje się jak chłopak spod łomżyńskiego bloku. Nicole Kidman, grająca Ann, w świetnym stylu łączy empatię z dystansem emocjonalnym.

Ten film jest udany, mimo, że zagadka relacji między szesnastolatkiem a czterdziestoletnim lekarzem jest jasna i oczywista zdecydowanie za wcześnie. Potem jest już tylko wszechobecne cierpienie w rytmach Stabat Mater Schuberta.

Codziennik 92 – Dominacja

SONY DSC

Słońce świeci na środku nieba.
Wszystko odwraca swe twarze ku światłu.

Wszystkie rzeczy w naszym życiu zależą od kierunku. W naszym świecie, wszystko jest zorientowane ku słońcu: planety krążą wokół niego, od niego zależą pory roku, a także nasz jakże ważny podział na dzień i noc związany jest ze wschodem i zachodem słońca. Słońce jest dominującym elementem naszego życia.

We wszystkich obszarach naszych działań, nie możemy uniknąć określania centrów lub kierunków. Nasze życie wymaga porządku, podobnie jak system słoneczny ma swoje relacje i struktury. Jednak każda strukturyzacja i orientacja jest w istocie arbitralna. Uważamy słońce za środek naszego świata ze względu na nasz punkt obserwacyjny. Dla kogoś znajdującego się w innej galaktyce, nasze słońce nie jest niczym więcej, jak tylko kolejnym punkcikiem w nieskończonym kosmosie. Nie ma absolutnych standardów określających to, co możemy prawdziwie nazwać centrum. Przez to, wszelkie aranżacje i kompozycje, wszystkie ustalenia, czym jest punkt dominujący, są relatywne, subiektywne i tymczasowe.

Nie ma żadnego centrum poza tym znajdującym się w naszej własnej świadomości. Kiedy patrzymy na słońce i ułożenie planet, musimy również wziąć pod uwagę siebie jako obserwatorów. Jak inaczej będziemy wiedzieli, co widzimy? Świadomość jest elementem każdego zjawiska. To my jesteśmy centrum i nie ma jednej, absolutnej, miary.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 115 – Domination”,
tłum. własne

Codziennik 91 – pomidory w śmietanie

20191027_134406.jpg

Połączenie dwóch pospolitych składników. Pomidory i śmietana. I nic więcej. Żadnych soli, żadnych pieprzów, żadnych cukrów. To połączenie daje smak, który nie jest ani smakiem pomidorów zmieszanych ze śmietaną, ani śmietany z pomidorami. To dla mnie jakby szósty, po umami smak rozpoznawany przez człowieka. Mam bardzo intensywne przeżycia wewnętrzne jedząc pomidory w śmietanie. Dzisiejszy obiad był czystą przyjemnością.