Ślůnsko saga Anny Dziewit

Na początku wydawało mi się, że Anna Dziewit-Meller porwała się z motyką na słońce. Miałem ku temu powody – opowieść o czterech pokoleniach śląskiej rodziny, kreślona językiem literackim, gęstym jak powietrze nad Gliwicami – wydawała mi się na początku przerastać autorkę, która do tej pory parała się świetnymi skądinąd podróżniczymi reportażami.

Z każdą kolejną stroną „Od jednego Lucypera” było coraz lepiej, jak gdyby pani Dziewit postanowiła rozgrzewać się w swojej pisarskiej robocie razem z czytelnikiem. Aż w końcu w którymś trudno do precyzyjnego określenia momencie, autorka i czytelnik płyną wspólnie przez dzieje jednej z wielu śląskich rodzin.

I w pewnym momencie ślůnsko godka bohaterów zaczyna brzmieć w uszach i trudno się z nią rozstawać. Przez cały czas sądzę, że język śląski brzmi jak język niepełnosprawnych umysłowo, ale tutaj to w żadnym stopniu mi nie przeszkadzało.

Jest to książka o śląskich kobietach. Mężczyźni odgrywają w niej role marginalne. Są pijakami, pantoflarzami, jeleniami albo zwykłymi, aparatczykowskimi chamami. Historie swoich prababek, babek, ciotki i matki opowiada Kasia, pracująca w Holandii jako wykładowczyni. Perspektywa jest świetnie wymyślona – z jednej strony brudny, biedny i ponury Śląsk zamieszkany przez rodziny górników, z drugiej – nowoczesne europejskie miasto XXI wieku i wszystko, co się z nim wiąże – emancypacja, wielokulturowość, feminizm o bogactwo.

Kasia opowiada o kobietach swojego życia w formie rozliczenia, jak gdyby próbowała się uwolnić od śląskiego brzemienia, jednak z czasem jej opowieść przybiera formę afirmacji i tęsknoty za ludźmi, których już nie ma. O swojej ciotce, niesłusznie pomówionej zamkniętej i powieszonej przez Służbę Bezpieczeństwa, o swojej matce, o Babci Miejscowej. Każda z tych historii jest ujmująca i choć nie mam szczęścia do kobiecej literatury, tutaj dałem się ponieść i zachwycić.

Potrzeba sceptycyzmu

Szkice sceptyczne - Bertrand Russell | Książka w Lubimyczytac.pl - Opinie,  oceny, ceny

Russell to ikona XX-wiecznej logiki, matematyki i filozofii. Odkrywca, intelektualny ojciec Wittgensteina – jedynego chyba XX-wiecznego filozofa, którego można nazwać geniuszem. Odwrotnie niż Wittgenstein, Russel bardzo żywo angażował się w sprawy społeczne i polityczne.

Okładka „Szkiców sceptycznych” opatrzona jest pieczęcią „Jerzy Urban poleca”, co jest być może skutecznym (a może wręcz przeciwnie?) chwytem sprzedażowym, jednak mnie ta rekomendacja razi, bo styl Russela jest angielski: chłodny, racjonalistyczny i zdystansowany.

Na studiach byłem karmiony przede wszystkim lekturami kontynentalnej szkoły XX-wiecznej filozofii. Szkoły posługującej się niejasnym, barokowym stylem pisania, opartej na relatywizmie poznawczym i niewiele mającej sobie z logiki i racjonalności.

Przyznam, że bliższa mi jest brytyjska filozofia analityczna, której ojcem jest właśnie Russell. W „Szkicach sceptycznych”, będących zbiorem esejów i wykładów, Russel wykłada swoje poglądy na sprawy społeczne, kwestie edukacji i wychowania, a także na przyszłość cywilizacji Zachodu, szczególnie w zderzeniu z żywiołem chińskim, który już w połowie XX wieku, kiedy powstawały te teksty, przejawiał potencjalne ciągotki do ekspansji na świat.

Russell jest ewidentnie zafascynowany chińską mentalnością i pokazuje jej przewagi nad pogrążonym w kryzysie Zachodzie. Jako zadeklarowany ateista (co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było aktem niemałej odwagi i nonkonformizmu, o czym też jest dużo w tych esejach), pokazuje przewagi cywilizacji Wschodu ufundowanych na „religiach bez Boga” nad cywilizacją opartą na chrześcijaństwie.

Przekonuje też Russell o przewadze liberalnego modelu wychowania i edukacji. Poddaje bezwzględnej krytyce klasyczny model wychowywania i uczenia dzieci, w którym są one traktowane przedmiotowo, wyłącznie jako narzędzia realizacji egoistycznych ambicji rodziców i państwa. Współczesna szkoła jest – według niego – instytucją torturującą i niszczącą umysły młodych pokoleń.

Russell jest gorącym orędownikiem wolności, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i zbiorowym. Religia nie jest dla niego czymś groźnym, o ile poddaje się racjonalnej krytyce i jest otwarta na kwestionowanie, tak samo, jak – zgodnie z Popperowskim duchem – powinny być poddawane krytyce teorie naukowe.

I właśnie ta próba godzenia filozofii i religii Wschodu z będącą obecnie w odwrocie racjonalistyczną, sceptyczną, opartą na logice i szacunku dla innych kulturą klasycznej europejskiej filozofii, urzeka mnie najbardziej.

Przejrzystość

Clarity Painting - Emergence of Clarity - Contemporary Abstract - Abstract Expressionist painting - Brown, Red, White by Studio Grafiikka

Czy widzisz dźwięk?
Czy słyszysz światło?
Czy potrafisz zjednoczyć zmysły?
Czy potrafisz zwrócić się do wewnątrz?

Przejrzystość jest czymś, czego wszyscy szukamy. Zapomnij o religijnych racjonalizacjach. Zapomnij o skomplikowanych wyjaśnieniach. Tego, czego wszyscy chcemy, to przejrzystość. To, czego nie znosimy, to ignorancja. Ignorancja wprawia nas w zakłopotanie, przynosi nam nieszczęście i smutek, czyni nas przybitymi. Kiedy osiągamy przejrzystość, możemy żyć w spokoju.

Nieporozumieniem jest myślenie, ze duchowość przynosi wieczne szczęście. To tak nie działa. Smutek przychodzi również do mędrca, ale – inaczej niż w przypadku innych ludzi – jego przejrzystość pozwala mu patrzeć poza tymczasową emocjonalność danej chwili. Jest dalekowzroczny, więc szczęście i smutek stają się dla niego tym samym.

Prawdziwa przejrzystość jest czymś więcej, niż tylko inteligencją, czymś więcej, niż tylko mądrością. Przejrzystość manifestuje się w medytacji. Przychodzi, kiedy jesteś zdolny do zjednoczenia wszystkich zdolności umysłu i połączenia ich we wspaniałe światło percepcji. Trudno jest mówić o tym inaczej, niż za pomocą mistycznych pojęć. Nasz język nie zna granic ducha, ponieważ niewielu zobaczyło te ograniczenia, nie mówiąc już o ich opisaniu. Mimo to, spróbujmy.

Jeśli połączysz dźwięk z obrazem, wtedy stworzysz światło.
To światło jest skoncentrowaną siłą umysłu.
To przez tę jasność objawia się prawda.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 205 – Clarity”, tłum. własne

Osiągnięcie

Caspar David Friedrich - Der Wanderer über dem Nebelmeer -  Renovatio-Institut
Caspar David Friedrich „Der Wanderer über dem Nebelmeer (1881)

Im więcej kultywujesz,
Tym więcej osiągasz.
Dlaczego wątpisz?
Gdy dystans oddziela Cię od innych,
Nie mogą Cię wyprzedzić.

Rozpoczynając pracę nad sobą, może Ci się wydawać, że robisz bardzo mało. Porównujesz się do nauczycieli i bardziej utalentowanych ludzi; możesz rozpaczać, że nigdy nie osiągniesz ich poziomu. Lecz jeśli będziesz pilny, nieuchronne jest, że uda Ci się czegoś dokonać. Kiedy osiągniesz taki płaskowyż, będziesz mógł przez chwilę odpocząć i kontemplować miejsce, w którym się znalazłeś w swojej podróży.

Jedną z najbardziej olśniewających rzeczy będzie to, że zdasz sobie sprawę, iż masz teraz coś, czego nikt nie może Ci odebrać. Duchowość należy do Ciebie, możesz ją w sobie zachować, możesz jej dotknąć. Nikt inny nie ma do niej dostępu. To cenne osiągnięcie może podtrzymywać Cię na duchu i prowadzić Cię dalej. Dodaje Ci siły i wiedzy, których nie posiądziesz w inny sposób. Gdy sięgniesz do tego źródła, zyskasz kolejny przyczółek w swej duchowej wędrówce.

Niepewność nie będzie Cię już prześladować. Kto mógłby się z Tobą kłócić? Przecież sam to widziałeś! Więc kiedy już osiągniesz ten kamień milowy swojej podróży, warto, byś się radował i pozwolił sobie na odrobinę samozadowolenia. Następnie wstań i wyrusz w dalszą podróż.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 204 –Accomplishment”, tłum. własne

Pożywienie

Mój Syn jest zadbanym sześciolatkiem. Materialnie nie brakuje Mu niczego. Jest schludnie ubrany, dobrze się odżywia, ma swój własny pokój z mnóstwem rozrywek sięgających aż po sam sufit. Ma ogromne podwórko z sadem, łąką i pięknymi lasami dookoła.

Za każdym razem, kiedy Go odwiedzam, przywożę Mu jakieś smakołyki. Nie dlatego, żebym sądził, by Mu czegoś brakowało. Przywożę Mu je z zaspokojenia swojej własnej, pierwotnej potrzeby. Jest to podświadoma, trudna do powstrzymania, potrzeba samca, aby zdobywać potomstwu pożywienie.

Rzadko mam okazję, aby komuś coś ugotować, nad czym bardzo ubolewam. Choć moja znajomość kulinariów i gotowania jest bardziej teoretyczna, niż praktyczna, to za każdym razem, gdy mogę Mu coś przygotować i zawieźć, cieszę się jak dziecko. Robiłem Mu już różne musy owocowe, chałwy, ciasteczka, czekolady bez laktozy. Robiłem Mu rzeczy, których nie ma w naszych sklepach, słodycze z Bliskiego Wschodu, włoskie paluszki, słodkie chlebki z bakaliami, świąteczne torty ze Skandynawii. Raz mu smakowało, raz nie. Dla mnie nie miało to większego znaczenia. Liczyło się to, że ojciec przyniósł dziecku pożywienie. Raz zrobione samodzielnie, innym razem kupione, po wcześniejszych, długich zastanowieniach, gdzie dają najlepsze przysmaki.

Kiedy miał dwa-trzy lata, był większym kulinarnym odkrywcą, niż teraz. Lubił smaki, których ludzie w jego wieku raczej nie lubią. Teraz stał się nieco bardziej konserwatywny. Nie lubi cebuli, czosnku i napojów gazowanych. Lubi frytki. Powiedział mi, że najlepsze są te z McDonaldsa, ale przekornie przywiozłem mu ostatnio grube, chrupiące z wierzchu i soczyste wewnątrz frytki belgijskie z ziemniaków odmiany Augusta, smażone dwa razy na gęsim smalcu. Kolejnej niedzieli zaryzykowałem i zaserwowałem Mu słodkie frytki z batatów, które pokochał pierwszą i wielką miłością. Moje serce się śmiało ze szczęścia.