Codziennik 166 – Lewickie Stacja

FIMO_1589901180846

Te wszystkie martwe stacje kolejowe, na których nie zatrzymuje się żaden pociąg, wzbudzają we mnie uczucie głębokiego smutku i zachwytu. Odnawiane co dziesięć lat, przez dziesiątki lat pozostają puste i smutne. Zardzewiałe torowiska odbijają czerwienie i brązy. Zmurszałe rampy, podziurawione chodniki, hałdy piachu, pozostawione na zniszczenie pojazdy niewiadomego przeznaczenia, przypominają mi postsowiecki krajobraz sprzed czterdziestu lat, gdy brzydota, rozpad i degradacja określały całą przestrzeń, w której dorastałem. Tory kolejowe, pociągi towarowe, pośpieszne i osobowe, lokomotywy spalinowe, onieśmielały swoją monumentalnością, a ich szorstka, zardzewiała brutalności, wzbudzała zachwyt. Zachwycaliśmy się tym, co brzydkie, hałaśliwe i zardzewiałe. Teraz się nad tym smucimy i ten smutek, jak Harrego Hallera, jakoś nas zachwyca.

 

Tatuażysta z Auschwitz banalizuje cierpienie

Tatuażysta Auschwitz przez dziesięciolecia skrywał mroczną ...

Czy można napisać Harlequina którego akcja się w obozie koncentracyjnym? Wszystko można, ale to akurat wyjdzie zawsze bardzo słabo. Będzie to jak opowiadanie przedszkolakom o Józefie Fritzlu. Książka „Tatuażysta z Auschwitz” jest pierwszą od czasów liceum książką o holokauście, którą przeczytałem. Mierziło mnie bardzo to, że dzieciakom w szkole każe się czytać tyle lektur o wojnie, która już w moich czasach licealnych była czymś kompletnie abstrakcyjnym.

„Tatuażysta” jest tkliwą i naiwną opowieścią zmierzoną na współczesnego czytelnika. Takiego, co o wojnie wie niewiele i tak naprawdę niewiele chce wiedzieć. Od jakiejś tam choćby ułamkowej prawdy woli tkliwą opowiastkę o kochankach, którzy tylko dla celów politycznej poprawności prowadzą swój romans za w zasadzie tylko ilustracyjnymi płotami obozu koncentracyjnego.

Szkoda, że jest tak wiele osób gotowych na przykre poddawanie się masakrycznemu kiczowi tej książki. Od wielu miesięcy książka jest wśród najlepiej sprzedających się w Empiku. Strach pomyśleć, że część z jej czytelników uwierzy w to, że obóz koncentracyjny wygląda w tak hollywoodzkim stylu i że dzieją się tam rzeczy, których nie powstydziłaby się niejedna opera mydlana.

Skutki tego typu pisania, pisania – dodajmy – ułomnego również stylistycznie, mogą być opłakane. Hanna Arendt użyła kiedyś sformułowania „banalność zła” na określenie źródeł totalitaryzmów w braku myślenia, naiwności, czy zwykłej głupocie wykonawców zbrodniczych ideologii. W tej książce mamy piewców ideologii holokaustu, wykazujących te same cechy, co ludzie, którzy mordowali miliony ludzi. Dlatego jest ona nie tylko bezdennie głupia, ale i groźna.

Codziennik 165 – Droga na Michałowo

IMG_20200518_134325

Zbliżające się wielkimi krokami „sądne dni” czasami wprowadzają niepokój, którego najlepszym panaceum są samochodowe szwendactwa z dobrą muzyką w tle i pięknymi krajobrazami za oknem.

Dzisiaj padło na Michałowo. Nie byłem w tym mieście ani razu w tym roku.

Lubię tam jechać drogą na przejście graniczne z Białorusią. Z sentymentem mijam zamkniętą karczmę u Rumcajska i leśną drogę do Supraśla. Kilka minut późnej skręca się już na drogę do Michałowa. Po lewej stronie, tuż przy tym zjeździe, jest cudowne, bagienne rozlewisko ze straszącymi nagością konarami umierających brzóz.

Droga na Michałowo prowadzi przez las. W okolicy wsi Zajma przejeżdża się przez urokliwy mostek na rzece Płoska przecinający na pół piękną łąkę pełną żywokostów. Przejazd kolejowy w Żedni. Droga na Sokole. Za chwilę jest się w Michałowie.

Przy wjeździe do miasta straszy wielki napis #MICHAŁOWO. Przy rynku skręcam w prawo i lecę w kierunku Zabłudowa. Tam już mniej lasów, więcej pól. Dawny PGR gdzieś po drodze, i całkiem ładna, prawosławna wieś Topolany. Ulicówka z typowo postawioną przy niej cerkwi.

W Folwarkach Tylwickich zaczyna swój bieg rzeka Supraśl. Tam skręcam w prawo i jadę kolejnymi Folwarkami: Wielkimi, Małymi. W Dobrzyniówce karykaturalne ogródki działkowe mieszkańców popegeerowskich bloków.

Niedługo wrócę na 19-tkę. Do miasta. Na chwilę zapomnę o tęsknocie za Synem.

 

Codziennik 164 – Dostępność

IMG_20200508_124024

Tak długo, jak wstaje słońce
I bije Twoje serce
Tao jest pod ręką.

Ludzie myślą, że Tao może być poznane tylko poprzez opowieści o starcach mieszkających w górach lub mętną poezję o bogach jeżdżących na smokach. Inni deklarują, że niezbędne do zrozumienia Tao są skomplikowane rytuały, przerażające talizmany lub szyfry opętanych przez duchy. To jest zwykła nieprawda. Dlaczego przedkładamy czyjeś doświadczenia przed nasze? Tao jest w każdym z nas. Trzeba przyznać, że powszechna ignorancja jednostki zwykle przesłania świadomość Tao, ale nie znaczy to, że Tao nie istnieje lub że nie jest istotne. Tao jest tutaj dla nas, by doświadczać każdego momentu, w którym się na nie otwieramy.

Czy słońce świeci? Czy noc następuje po dniu? Czy niebo jest niebieskie? Czy masz uczucia? Jeśli tak, to poznanie Tao jest możliwe bezpośrednio i natychmiast. Nie zwlekaj, nie uważaj się za mało istotnego. Poczuj to. Teraz. Tak długo, jak żyjesz, Tao jest pod ręką.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 162 – Aceesibility”, tłum. własne

Codziennik 163 – Kimchi

98262584_10164510813180643_6617772831872647168_o

Od bardzo dawna chciałem zrobić w domu kimchi. Jedzenie, które w obu Koreach jest tak samo konstytucyjne, jak w Polsce konstytucyjny jest bigos. Kimchi to cudowna w smaku, sfermentowana kapusta z przeróżnymi dodatkami (marchewka, cebula), zanurzona w miksturze sosu sojowego, mąki ryżowej i zblendowanych jabłek, czosnku, chilli i czego tam się jeszcze zapragnie (u mnie szczypiorek).

Czuję to doskonale, że mój Syn też będzie kulinarnym odkrywcą, jak jego dziadek i ojciec.

Ochota na eksperymenty wróciła. Wczoraj kombucza, dzisiaj kimchi. Co będzie jutro?

Codziennik 162 – Balkon

96300325_10164481764545643_7780196797003071488_o

Balkon eksplodował.

Codziennik 161 – Opowiem Mu

11035705_10155735384450643_8968580337093979617_o

Opowiem mu o tym, że byłem nad morzem. Że zrobiłem rekonesans i następnym razem pojedziemy tam wspólnie. Że wezmę go na barana i zejdziemy na plażę. Pokażę mu, jak wieje wiatr, jak grzeje piasek, jak chłodzą morskie fale. Rozpalimy ognisko i będziemy patrzeć w ogień. Pokażę mu, jak się puszcza kamieniami kaczki na spokojnej tafli wody, a jak będzie sztorm, usiądziemy na wysokiej skarpie i przez lornetkę będziemy patrzeć na walczące z falami statki i kutry.