Najlepsza soljanka na zachód od Grodna

Kilkanaście kilometrów przed białoruską granicą. Cepeen Pronaru i knajpa dla tirowców. Miejsce na wskroś wyjątkowe. Ogromny parking, po którym włóczą się kierowcy w dresach i klapkach Kubota, ze szczoteczkami do zębów i ręcznikami przewieszonymi przez ramię. W knajpie największa kolekcja sztucznych kwiatów, jaką kiedykolwiek widziałem. Wszystko jest tu dwujęzyczne, a na sali dominuje rosyjski. Wystrój też jest ruski. Dużo luster i błyszczydełek, trochę jak w toalecie. A wszystko wieńczy najlepsza soljanka na zachód od Grodna. Soljanka doskonała, z kaparami, czarnymi oliwkami i świńskim mięsem pokrojonym w paski, zaprawiona sokiem z cytryny i kwaśną śmietaną. Warto tam pojechać tylko dla tego płynu.

Omacnice spichrzanki

Moją kuchnię zamieszkały mole spożywcze, czyli tak zwane omacnice spichrzanki. Motyle zjadły już zapasy suszonych grzybów z ubiegłego roku. Zastanawiałem się, jak – w zgodzie z naturą – wyprosić je z mieszkania. Co do zasady jestem zwolennikiem metod tradycyjnych. Na przykład zapach liści laurowych skutecznie zniechęca je do zakładania domostw w ich pobliżu. Nie chcę jednak, aby opuszczały moje gościnne mieszkanie z opinią, że „strasznie tu śmierdzi”. Dlatego zdecydowałem się na rozwiązanie komercyjne – pułapki nasączone feromonami. Moje omacnice będą umierały w erotycznym uniesieniu, a nie odchodziły stąd z poczuciem absmaku.

Umrzeć z przeprzetworowania

Poniedziałek bez auta, więc poświęciłem ten dzień pracom domowym. Nastawiona nalewka aroniowa, wino z aronii, kiszona mieszanka: papryka słodka, papryka chilli, kalafior, następnie sam kalafior kiszony z burakiem oraz kiszona samodzielnie papryka. Zaraz zabieram się za marynowaną paprykę w ilościach hurtowych, nalewkę cytrynową oraz kapustę kiszoną po gruzińsku (czyli tak jak nasza, tyle, że z burakiem). Jak zostaną buraki, to nastawię znowu zakwas, bo to jest jeden z najlepszych płynów, jaki piłem. Jeśli nic tu już nie napiszę, to znaczy że umarłem z przeprzetworowania.

Codziennik 171 – Tao kiszenia

Zamiast kisić w sobie złość na kłamców, alienatorkę, bezduszny system sądownictwa, kalumnie i oszczerstwa, zakisiłem młodą rzodkiewkę, razem z jej przepysznymi liśćmi. Kiszone rzodkiewki są niedocenianym przez większość rarytasem. Jej zdrowsze od bulwy liście są popularnym posiłkiem w wielu krajach Wschodu. Kiedy patrzę, jak to wszystko buzuje, i fermentuje, jak pracowite bakterie pożerają węglowodany, pracując na moją przyszłą przyjemność, wtedy się uspokajam. W kiszeniu dostrzegam wielkie pokłady Tao.

Codziennik 163 – Kimchi

98262584_10164510813180643_6617772831872647168_o

Od bardzo dawna chciałem zrobić w domu kimchi. Jedzenie, które w obu Koreach jest tak samo konstytucyjne, jak w Polsce konstytucyjny jest bigos. Kimchi to cudowna w smaku, sfermentowana kapusta z przeróżnymi dodatkami (marchewka, cebula), zanurzona w miksturze sosu sojowego, mąki ryżowej i zblendowanych jabłek, czosnku, chilli i czego tam się jeszcze zapragnie (u mnie szczypiorek).

Czuję to doskonale, że mój Syn też będzie kulinarnym odkrywcą, jak jego dziadek i ojciec.

Ochota na eksperymenty wróciła. Wczoraj kombucza, dzisiaj kimchi. Co będzie jutro?