W Zakopanem

W Zakopanem euforia po sukcesach słowackich futbolistów w Południowej Afryce jest powszechna. Sprzedawczynie oscypków pod Gubałówką spod lady handlują zagraniczną śliwowicą. Miasto jest z roku na rok coraz bardziej jarmarczne. Mam wrażenie, że do sprzedania jest wszystko. Na Kasprowym Wierchu działa pizzeria ogólnopolskiej sieci. Za trzydzieści złotych można wjechać kolejką w to mleko i napić się piwa za dychę albo więcej.

Przypominam sobie dziennik Malinowskiego za każdym razem, kiedy tam jeżdżę. W osobowych z Krakowa myślę o przedwojennym Zakopanem i planuję spacery na Nosal, wędrówki śladami Witkacego, nieuchronnie jednak wolnorynkowa grawitacja wciąga mnie w ten przeklęty szlak między Gubałówką a Kuźnicami, pełen szybkiego jedzenia, nagabujących wściekle  sprzedawczyń śmierdzących serów i zapachu tłuszczu skapującego po rożnie.

Zatłoczoną Zakopianką jadę do Krakowa. Jeśli będę miał godzinę lub dwie do pociągu, na pewno odwiedzę znowu te same trzy miejsca, które uratowały niedawny stres okrągłej rocznicy urodzin.  Ksiądz na Stolarskiej, Dym albo Pies.

Reklamy