Remigiusz Mróz – Lot 202

Jak sam autor przyznał, tę liczącą ponad 400 stron książkę Remigiusz Mróz pisał przez dwa tygodnie listopada 1993 roku. Trafiła do szuflady na ponad 15 lat. Remigiusz Mróz nie jest grafomanem. Choć tempo, w jakim produkuje (bo chyba nie tworzy) nowe historie jest oszałamiające, to nie traci na tym jakość, mimo oczywistych, wynikających z tej szybkości, potknięć.

W „Locie 202” na tych 400 stronach mamy opowiadanie z jednego dnia, w którym grupa terrorystów porywa samolot z premierem Polski na pokładzie. Lubię tę wyobraźnie: premierem Polski jest facet na wózku inwalidzkim, który uwielbia latać samolotami rejsowymi w klasie ekonomicznej, a jego żona jest prezydentem RP. I jak zwykle, doceniam ten szczegół, bohaterowie jeżdżą po prawdziwych ulicach Opola i Warszawy, a szczegóły dotyczące samolotów wymagały solidnego riserczu. Mamy też dużo naturalizmu i brutalności, których brak w późniejszych wyrobach Remigiusza Mroza.

Polecam.

Kuchnia

Kuchnia. Wchodzi się w nią pod pawlaczem z boazerią z lat osiemdziesiątych. Egzotyczne kwiaty pnące się po ścianach. Na podłodze linoleum i gąsiory na wino. Ogromny, granitowy parapet. To na nim toczy się życie tego mieszkania. Termometr za oknem. Lodówka z przyczepionymi do niej fotografiami syna. Korkowa tablica, na którą przyczepia się głupie myśli. Na kaloryferze suszący się koper. Stół, przy którym je się codziennie jajecznicę. Miejsce, w którym codziennie myśli się o dziecku.

Dziwna geometria

Tyle miejsc w okolicach alej Piłsudskiego, gdzie stare spotyka się z jeszcze starszym. Dziwna geometria powstała, gdy przedwojenny układ tych żydowskich ulic przecięła brutalnie ówczesna, tzw. „Aleja 1 Maja”. Na wielu budynkach wciąż jeszcze można spotkać tabliczki z tą nazwą, gdzie dodatkowo umieszczono informację o przynależnym posterunku Milicji Obywatelskiej. Przedwojenne budynki są, niemalże dokładnie, ustawione w kierunku północno-zachodnim. Powojenne budynki są ustawione niemalże dokładnie w kierunku wschód-zachód. Dlatego rano, w mojej wschodniej sypialni, budzi mnie wściekłe słońce, powstające nad kamienicą Rejzli Weinrach, a wieczorem, to samo – jak podejrzewam – słońce, żegna mnie nad starą, opuszczoną fabryką produkującą kiedyś papier. Fascynuje mnie ta część mojego miasta, przesmyki między budynkami, ten chaos, te pozostałości starych sadów w samym jego centrum, te mirabelki, papierówki, antonówki, rosnące pod blokami. Każdego dnia wychodzę wieczorem na balkon. Podlewam roślinki i nie mogę się napatrzeć na tę dziwną geometrię mojej dzielnicy.

Ludzie, czy sprawy?

Mali ludzie poświęcają całe swoje życie rodzinne, towarzyskie i społeczne na rozmowach o innych ludziach. Mądrzy ludzie nie marnują swojego czasu na takie błahostki. Myślą o sprawach ważnych, ogólnych. Myślą i dyskutują o sprawach, a nie o innych ludziach.

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, na zewnątrz i przyroda

Brzoza mojego syna

Brzoza mojego syna. Gdy ją przesadzaliśmy z sąsiadami, sięgała mi najwyżej do szyi, a mały był jeszcze w brzuchu mamy. Przeniosłem ją z balkonu widocznej na zdjęciu, mojej kochanej żydowskiej kamienicy Rejzli Wajnrach. Typowa samosiejka. Teraz sięga już moich okien. Sąsiedzi uwielbiają to drzewko, a ja za każdym razem, gdy wchodzę lub wychodzę z klatki myślę o tym moim małym mądrym, przystojnym i cierpliwym gówniarzu, o którego prawa od ponad dwóch lat walczę.