Codziennik czterdziesty ósmy – słoiki od sąsiadów

20190402_174439

Mógłbym tam sobie ponarzekać na pecha do różnych osób, które spotkałem w życiu, ale co do jednego nie mam żadnych wątpliwości. Mam wspaniałych sąsiadów, którzy rozumieją i wspierają mnie w moich pasjach. I nie ma to żadnego znaczenia, że moi sąsiedzi nie mają Facebooka.

Codziennik czterdziesty siódmy – znajdź jedną różnicę

znajdź jedną różnicę

Mały i Jego Wspaniała Prababcia.

Codziennik czterdziesty szósty – ptasi śpiew

IMG_8915

Ptasia pieśń leci nieskrępowana
Nad błękitne niebo i zielone pola
Kiedy poczujesz bieg Tao,
Ustąp, po prostu ustąp.

Jak to jest czuć Tao? To nieskrępowany przepływ, rozległy impet. To jak śpiew ptaków unoszący się nad rozległym krajobrazem. Możesz to poczuć w swoim życiu, gdy wydarzenia nabierają doskonałego rozmachu, chwalebnej obecności. Możesz to poczuć w swoim ciele, gdy energia wznosi się w Tobie w ekscytującym crescendo, rozjaśniając Twoje nerwy. Możesz poczuć to w swojej duszy, gdy wchodzisz w stan tak doskonałej łaski, że rozbrzmiewasz w krajobrazie rzeczywistości jak efemeryczna pieśń ptaków.

Kiedy Tao przychodzi do Ciebie we właśnie taki sposób, przeżyj to wszystko tak mocno, jak potrafisz. Nie przeszkadzaj. Nie zatrzymuj się – to przynosi porażkę, wyobcowanie i żal. Nie próbuj tym kierować. Pozwól Tao płynąć i podążaj za tym. Kiedy Tao jest z Tobą, odłóż na bok wszystko. Tak długo, jak trwa ptasia pieśń, podążaj za nią. Tylko podążaj.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 64 – Unbound”, tłum. własne

Kuba Wojewódzki „Nieautoryzowana autobiografia”

wojewódzki

Przy całym swoim narcyzmie, pajacowatości i egocentryzmie, Kuba Wojewódzki to jedna z najbardziej inteligentnych i samoświadomych postaci polskiego szołbiznesu. Postać, która z premedytacją, cierpliwością i uporem stworzyła samą siebie, i która, będąc dziennikarzem Kubą Wojewódzkim postanowiła zarabiać pieniądze i tworzyć fejm jako postać „Kuba Wojewódzki”.

Kuba to nie fejk gwiazda typu Sławomira ani nie uzewnętrzniający bebechy swojej prywatności Czesław Śpiewa. Wojewódzki znalazł w tym zdrowy kompromis i o tym jest ta książka. O tym, jak być gwiazdą nie przestając być sobą. Sam napisał w tej książce, że „chce być jednoosobową subkulturą”

Nie rozumiem ludzi, którzy nienawidzą Wojewódzkiego, a przecież w Polsce jest takich ludzi znakomita większość. Cenię w nim wielką erudycję muzyczną, książkową i filmową. To, że swoją pozycję i majątek zbudował bez dawania dupy, z szacunkiem traktując własną osobę. To, że mimo nikczemnej powierzchowności i sędziwego wieku jest w pierwszej dziesiątce najbardziej pożądanych mężczyzn w tym kraju. To, że ma jasno określony, wyrazisty światopogląd, który jest dość odległy od mojego, co nie przeszkadza mi w szacunku, jeśli wyrażany jest on przez Wojewódzkiego w tak odważny i dowcipny sposób. Cenię również dystans do samego siebie – coś, czego w Polsce już się nie spotyka. Cenię w końcu jego bystrość i wybitne poczucie humoru, którego poziom – mam wrażenie – jest celowo przez Kubę zaniżane w jego programach telewizyjnych do poziomu przeciętego polskiego widza.

W swojej autobiografii Wojewódzki jedzie po wszystkich równo, począwszy od swoich dziadków, rodziców i innych członków rodziny, przez współpracowników, byłe partnerki, gwiazdy i gwiazdki polskich scen, na własnej osobie kończąc. Nie jest to na pewno książka przemyślana, wycyzelowana ani dopieszczona. Jest to raczej dość chaotyczny zbiór wspomnień i anegdot z okresu dzieciństwa i dojrzewania, a potem wartkiej kariery. Jest to dość brutalny rejestr kolejnych partnerek seksualnych autora. Jest w tej biografii nieco uciążliwe przywoływanie co chwila wtrętów z wywiadów Wojewódzkiego prowadzonych w jego programie. Jest to lektura czasami dość ciężka z powodu samouwielbienia autora.

Mimo to, czyta się to świetnie, bo Wojewódzki – przy wielu swoich wadach – jest niesamowicie inteligentny, zaskakująco refleksyjny wobec siebie i swojego życia i sypie co drugi akapit nie tylko plotami i złośliwościami, ale często tylko na pozór prostackimi refleksjami, bon-motami i mądrościami życiowymi. 

Jest też u Wojewódzkiego zręczność literacka, o którą wcześniej go nie podejrzewałem. Szczególnie w pierwszej części tej opowieści o życiu, kiedy barwnie opowiada o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu. Jak choćby w tym, jednym z moich ulubionych fragmentów o koledze z sąsiedztwa. W każdym zdaniu złośliwy, celny, obrazowy, roastowy żart:

„Był też Wiesio. Chłopiec o twarzy nietypowej, bo oczy miał rozstawione tak daleko, że wyglądało to, jakby się ze sobą pokłóciły. Miał tak nieokreśloną stylistykę twarzy, że gdyby go położyć w oknie życia, to nikt by go stamtąd nie zabrał. Matka Wiesia zawodowo zajmowała się tym, że grała w totka, i zawsze wiedzieliśmy, kiedy trafiała trójkę. Wiesio miał wtedy na twarzy szarość typową dla człowieka śpiącego na klatce schodowej bez pidżamy”.

Mizoginia przelewająca się przez karty tej książki miesza się z uwielbieniem kobiet nie tylko jako obiektów seksualnej męskiej chuci, ale również źródeł inspiracji i chęci walki, wygrywania i zdobywania. Wojewódzki ma rzadką odwagę, by mówić z otwartą przyłbicą, że głównym motywem, dla którego działają mężczyźni i kobiety, jest seks. Mówi otwarcie, że zdobywanie kobiet jest sensem jego życia. To, co jego wrogowie używają jako pretekst do ataku, on używa jako powodu do dumy z własnych osiągnięć.

Cieszę się, że są jeszcze osoby, które potrafią opowiadać o sobie szczerze, złośliwie i z dystansem. Które mogą sobie pozwolić na szczerość w opowiadaniu o innych i dla których nie ma świętości, a we wszystkim można znaleźć powód do śmiechu. Bo, jak powiedział przywoływany w książce Randle Patrick McMurphy, „Człowiek traci grunt pod nogami, kiedy traci ochotę do śmiechu”.