Mędrzec

Shitao - Wikipedia

Dawni mędrcy żyli w lasach i
Wędrowali od wioski do wioski,
Dzieląc się wiedzą, nauczając ludzi
Bez potrzeby zysku lub własności.

W dawnych czasach było więcej mędrców, niż dzisiaj. Ci mężczyźni i te kobiety doskonalili się w górach lub wędrowali po lasach i potokach. Kiedy docierali do wioski i widzieli, że posiadają jakąś wiedzę, która może być przekazana ludziom, robili to z wielką chęcią. Kiedy już przekazali swoją wiedzę, znikali wiedząc, że ludzie pójdą za nimi. Nie tworzyli szkół religijnych, świątyń lub filozofii nazywanych ich imionami. Wiedzieli, że wiedza nie należy do nikogo. Nie może być zawłaszczona, dzielona dla zysku lub samolubnie zagrabiona.

Dzisiaj, wiele osób uznaje wiedzę za zwykły towar, który należy zapakować, wypromować i sprzedać. Zależy im nie na tym, aby pomagać innym, ale na tym, by czerpać zyski. Jeden ze współczesnych mędrców wymaga tysiąca uncji złota za nauczenie jednej prostej techniki. Żyjemy w świecie, gdzie bezinteresowne dzielenie się wiedzą nie jest już cnotą.

Im bardziej dzielisz się wiedzą, tym więcej wiedzy dostaniesz. Im więcej gromadzisz, tym mniej zyskujesz. Bądź bezinteresowny wobec innych. Dlaczego się boisz być otwartym?

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 171 – Sage”, tłum. własne

Medytacja

Usiądź wygodnie i zapomnij o codziennych czynnościach.
Czerp energię z ziemi,
Przyjmuj energię z niebios.
Zapładniaj nasiona od wewnątrz;
Niech wykiełkują w kwiat czystego światła.
I pozwól jasności, by otworzyła twoją głowę:
Nadejdzie boskie światło.
Twój umysł jest pusty,
Światło przenika do Twojego ciała.
Siedząc ze skrzyżowanymi nogami, z połączonymi dłońmi,
Jakby próbując objąć brylantową powódź,
Twoja skóra staje się przezroczysta.
Jak worek ze skóry może pomieścić boską wielkość?
Ślady po Tobie spłoną w potoku nieskończoności.
Wracasz po nieokreślonym czasie.
Ciało, krew, kości.
Odszedłeś? A może nigdy tu nie byłeś?
Gdzie jest ten potok?
Nie zniknął
Zamknąłeś się tylko na niego po raz kolejny.

Deng Ming-Dao „365 Tao: Daily Meditations. Chapter 170 – Meditation”, tłum. własne

Codziennik 90 – bieda

20191026_123510.jpg

Ola była tydzień temu z rodzicami na wycieczce do Ukrainy. Dzisiaj chodziliśmy po krynieckich lasach.

– Olu, co Ci się najbardziej podobało we Lwowie?
– Bieda.
Kurtyna.

Hala mięsna

bazar.jpg

Do odjazdu zostało mi wtedy kilka godzin. Dworzec we Lwowie był piękny i czysty. Żółty i niebieski. Przeszedłem na przeciwko. Po przejściu szerokiej ulicy, wszedłem na wielki bazar. Najbardziej interesowało mnie mięso. Słonina, kurczęta, gęsi, świńskie łby, ozory i ogony, sprzedawane wprost z ociekających krwią aluminiowych blatów albo po prostu z ziemii, z wczorajszej gazety. Ostry zapach surowego mięsa walczył z wonią środka przeciw molom, śmierdzących kożuchów i spirytusu, rozpijanego zupełnie nie po kryjomu na tych ladach. Cieszyłem się jak dziecko.

 

Kumys, czyli podpiwek z końskiego mleka

DSC04433.jpg

Kumys to musujący napój z końskiego mleka. Uzyskanie mleka klaczy nie jest łatwe. Najpierw trzeba przyprowadzić do matki jej dziecko, a potem chytrze przejąć dostęp do wymion i szybko ściągnąć płyn. Klacze reagują nerwowo na takie podchody i łatwo można od nich dostać kopytem w czoło.

Od dawna chciałem spróbować kumysu, ale zdobycie gotowego napoju jest – z racji krótkiego terminu przydatności do spożycia – w Polsce praktycznie niemożliwe. Mleko klaczy można zdobyć łatwiej, jednak jest ono skandalicznie drogie z wymienionych wyżej powodów. Dowiedziałem się jednak, że kumys można przygotować również z mleka wielbłądziego, oślego, owczego lub krowiego (!). Dlatego jak tylko zobaczyłem na parkingu przy białostockiego giełdzie kobietę z butelką kwaśnego krowiego mleka za dwa i pół złotego za litr, postanowiłem sam zrobić sobie jakąś namiastkę prawdziwego kumysu.

SONY DSC

Kumys to tradycyjny napój koczowniczych ludów kazachskich, mongolskich, kirgiskich, tatarskich i baszkirskich. Kiedyś kumys przechowywano w workach ze skóry końskiej lub wielbłądziej odwróconej włosiem do zewnątrz (tak zwane saby). Wlewano do nich mleko klaczy, czasami dodawano trochę starego kumysu, w którym było dużo bakterii i dzięki temu płyn fermentował szybciej. Worki z mlekiem wieszano w jutrach po lewej stronie od wejścia. Każdy, kto wychodził z domu, mieszał kijem (buluur) kisnący kumys, co zapobiegało wytrącaniu się masła i dostarczało tlenu do niższych warstw napoju. Czasami umieszczano te worki na grzbietach wielbłądów lub chorych koni. Mongołowie wyliczyli, że po około 600 wstrząśnięciach lub zamieszaniach, kumys jest gotowy. W zależności od oczekiwanego stężenia alkoholu, na kumys czeka się od 1 dnia (około 1%) do 4 dni (około 3%). Po przygotowaniu kumysu, worki z końskiej skóry się opróżniało i osuszało, ale nie myło dokładnie, by pozostałe na nich resztki sfermentowanego mleka ułatwiły przygotowanie kolejnych porcji.

Prawdopodobnie wynalezienie kumysu wynika – jak większość dań i napojów uważanych dzisiaj za smaczne – ze względów praktycznych. Fermentacja i niewielki poziom alkoholu wydłuża czas, w jakim można wypić mleko bez szkód dla układu pokarmowego. Podobnie jak wszelkie kiszonki, wędzonki, solanki, fermentacja płynów zawierających cukier była po prostu świetnym i tanim sposobem na przechowywanie pożywienia bez utraty jego walorów.

Końskie mleko ma jednak wiele innych właściwości, o których dowiedzieliśmy się później. Polscy żołnierze wzdrygali się  z obrzydzeniem na widok mongolskich barbarzyńców pijących sfermentowane mleko klaczy. Potem okazało się, że końskie mleko jest najbardziej spośród hodowlanych przez nas ssaków podobne do mleka ludzkiego, a napoje na jego bazie (czyli zdaje się tylko kumys) są najlepiej przyswajane przez człowieka i najbardziej wartościowe odżywczo. W mleku tym jest dużo laktozy, a mało tłuszczu. Kwas mlekowy, wytwarzany podczas fermentacji mleka, orzeźwia i pobudza trawienie. Od XIX wieku aż do wybuchu II wojny światowej, kumys wkracza na wschodnioeuropejskie salony, a w kulminacji swojego fejmu staje się cudownym remedium na wszelkie zdrowotne problemy i dolegliwości. Na przełomie wieków XIX i XX, na terenie dzisiejszej Rosji, Białorusi, Ukrainy i Polski powstały dziesiątki tzw. „zakładów kumysowych”, czyli sanatoriów wyspecjalizowanych w produkcji kumysu.

Nie wiem, czy kumys, który przygotowałem z kwaśnego mleka od krowy, ma wiele wspólnego z tradycyjnym kumysem pod względem wartości zdrowotnych. Wiem, że wśród wielu kobiet w ciąży i karmiących matek jest teraz moda na kumys, również ten z mleka od krowy. Wydaje mi się, że pod względem smaku i konsystencji ten kumys przypomina swój pierwowzór. Jest rzadki (jeśli się go miesza!), lekko gazowany, a na jego powierzchni wytwarza się piana (kwas węglowy). W smaku trochę czuć drożdże, lecz dominuje kwaskowatość, a przede wszystkim cukier. Zapach nie jest tak odstraszający, jak czytałem w relacjach – kumys z mleka od krowy pachnie jak lekko sfermentowane krowie mleko. Każdy, kto jadł prawdziwe zsiadłe mleko ze wsi, na pewno zna dobrze ten zapach.

Przepis na kumys z mleka krowiego

Jak zrobić taki europejski podpiwek z mleka? Jeśli nie ma się mleka od konia, to trzeba mieć mleko prosto od krowy. Najlepiej, aby postało w temperaturze pokojowej przez dzień lub dwa i lekko skwaśniało. Ja miałem jeden litr mleczka pachnącego pięknie krowimi wymionami i podlaską oborą. Mleko wlałem do garnka i podgrzałem do temperatury około 35 stopni (wymarzony klimat dla drożdży). W tym czasie wsypałem pół łyżeczki suchych drożdży piekarskich do posłodzonej łyżką stołową cukru szklanki letniej wody. Kiedy drożdże „ruszyły”, wlałem je do mleka o podobnej temperaturze. Do wszystkiego dodałem dwie łyżki cukru, zamieszałem do rozpuszczenia i przelałem z powrotem do plastikowej butelki, pozostawiając około 1/5 objętości pustą. Butelka postała przez około dobę w temperaturze pokojowej. To wystarczyło, aby drożdże się rozmnożyły, zaczęły jeść cukier, przy okazji wytwarzając dwutlenek węgla, a przede wszystkim kwas mleczny i węglowy. Wtedy wstawiłem butelkę do lodówki, co kilka godziny zaglądając do niej i mieszając kumys. Jest to ważne w przypadku mleka krowiego, które lubi wytwarzać masło. Dzięki mieszaniu otrzymałem po dwóch dniach pyszny, orzeźwiający, lekko gazowany, niepowtarzalny w smaku i zapachu kumys.

SONY DSC