Zróbmy tego lata cokolwiek

O tych kilku wakacyjnych zajęciach, które sprawiają bezinteresowną, niczym racjonalnym nie uzasadnioną przyjemność. Po pierwsze, kiedy na pytanie, „co robimy?”, odpowiadasz „cokolwiek” i ten brak planów, zamierzeń, ewentualnych długo- lub krótkoterminowych skutków działa jak miękki narkotyk. Po drugie, jazda samochodem na południe Europy, przez Słowację, Węgry, Rumunię, z „New Slang” The Shins w głośnikach na prawie pełną głośność, na piątym biegu, z dłonią głaszczącą kolana współpasażerki, z otwartymi na oścież oknami. I zatrzymywanie się na stacjach benzynowych i kupowanie na nich wszystkiego, co niezdrowe i z konserwantami. Po trzecie, głaskanie dłonią zimnego górskiego potoku, kucając na kamieniach, z trudem utrzymując równowagę. Po piąte, kąpiel bez ubrań nocą w ciepłym, parującym jeziorze po szybkiej, spontanicznej decyzji, że jest to najlepsza rzecz, którą można zrobić tej nocy.

Reklamy