Wszystko układało się dobrze do momentu gdy spytała

Odwiedził mnie dziś przyjaciel ze studiów, teraz znany dziennikarz radiowy. Przyszedł na kawę ze swoją półroczną córką Eugenią, przytroczoną do piersi taty specjalną chustą. Widok taki, że przestaje się mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy tatusie kochają swoje dzieci mniej czy bardziej od mam. Rozmawialiśmy głównie o muzyce, o projekcie Tribute to Janusz Laskowski, w który próbuję się powoli włączać, o pracy i o spokoju, do którego każdy próbuje jakoś tam dążyć. Ten mój przyjaciel (mam nadzieję, że się nie obrazi za takie słowo) darzył mnie zawsze taką bezinteresowną sympatią i zainteresowaniem. Nawet wtedy, gdy większość ludzi się ode mnie odwrcacała, gdy coś przeskrobałem, wtedy on i jego żona zawsze jako jedni z pierwszych podawali mi rękę,

Ach, i dzięki A. miałem zaszczyt gościć na kiedyś radiowej antenie. Mogłem przynieść swoje ulubione piosenki i je puścić z odpowiednim autorskim komentarzem. Pamiętam, że było buro i ponuro, a ja chciałem, żeby było jeszcze bardziej spleenowo, więc piłem whiskey przez trzy dni przed nagraniem. Oto zapis tej audycji.
https://radeko.wordpress.com/2007/12/22/audycja/.

A potem napisała młodsza koleżanka studiująca na co dzień w Krakowie, chyba trzy kierunki, wariatka. Ponadprzeciętnie inteligentna, z dobrym, sarkastycznym poczuciem humoru, nie pozbawiona jednak wielu dóz współczucia, troski, chęci pomocy. No i przystojna. To ona skorygowała kierunek, którym teraz zmierzam. To były drobne poprawki od kursu, ale zadanie jest karkołomne i mały błąd może wiele zepsuć. Każdy wie, jaki to jest cel. Najważniejszy w całym moim życiu.

najpiękniejsze wiersze o miłości
napisałem dla kobiet
które nawet ich nie chciały
przeczytać

podobno rosyjskie baśnie kończą się stwierdzeniem
pili i żyli długo i szczęśliwie
i chciałem żeby właśnie tak było między nami

gdy przestaliśmy się widywać zaraz zacząłem spotykać się
z panną o urodzie modelki
i wszystko układało się dobrze do momentu gdy spytała
a właściwie to co to jest ta liryka

Piotr Macieżyński [XXX]

Mózg ludzki jako produkt uboczny adaptacji do biegania

Spośród wielu teorii tłumaczących rozmiar i możliwości ludzkiego mózgu jedną z najciekawszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych, przedstawili Konrad Fiałkowski i Tadeusz Bielecki w serii artykułów zwieńczonych książką „Homo przypadkiem sapiens”. Jest to teoria w tym sensie kontrowersyjna, gdyż zdaniem tych dwóch polskich uczonych, mózg ludzki powstał…. przypadkowo, niejako przy okazji innych, ważniejszych procesów adaptacyjnych zachodzących kilkadziesiąt tysięcy lat temu na afrykańskich sawannach.
Pomysł Bieleckiego i Fiałkowskiego oparty jest na koncepcji Johna von Neumanna, twórcy teoretycznych podstaw komputera i prekursora teorii gier. W 1963 roku von Neumann opublikował pracę „Probabilistics logic and the synthesis of reliable organisms from unreliable components”, w której za system niezawodny uważa taki, w którym – w skrócie – dysfunkcja któregoś z jego elementów nie oznacza dysfunkcji całego systemu. Co musi się dziać z systemem, aby spełniał ten warunek? Po pierwsze musi od dążyć do zwiększenia liczby elementów tworzących system, a – po drugie – dążyć do zwiększenia liczby połączeń między elementami systemu.
Jeśli przyłożyć teoretyczne założenia von Neumanna do ludzkiego mózgu, to rozwijający się według tych warunków organ, musiałby być odporny na lokalne uszkodzenia lub czasowe zmiany środowiskowe (przegrzanie, wstrząsy itp.), a sposobem na postęp adaptacji niezawodnościowej mózgu byłby wzrost liczby jego neuronów i wzrost połączeń między nimi, czyli dokładnie to, co stało się z ludzkim mózgiem i co stanowi tu zagadkę.
Dosyć oczywiste jest, że czynnikiem wpływającym na fitness naszych przodków były w głównej mierze umiejętności łowieckie. To one decydowały o przetrwaniu (zresztą, łatwo zauważyć, że w społeczeństwach pierwotnych to siła, spryt i szybkość były prawdopodobnie bardziej adaptacyjne, niż inteligencja).
W wyniku następujących po sobie mniej więcej co 100 tysięcy lat cykli zlodowaceń obszary lasów tropikalnych ulegały redukcji, na rzecz porośniętych trawą i nielicznymi drzewami obszarami sawanny. To tam hominidy osiągnęły dwunożność, stając się gatunkami naziemnymi i tam ukształtował się kluczowy dla opisywanej tu teorii proces polowania na zwierzynę. Polegał on – w skrócie – na długotrwałym dobieganiu do uciekającej ofiary trwającym nawet kilkanaście godzin, w wyniku czego padała ona z wyczerpania. Przewaga łowiącego nad ofiarą nie polegała na jego wyższym intelekcie, ale na…. większej odporności na przegrzanie mózgu na zalanej słońcem sawannie.
Człowiek jest długodystansowcem. Przebiegnięcie wolnym truchtem nawet dystansu maratońskiego jest w zasięgu możliwości większości zdrowych osobników i jest bardziej uzaleznione od wysiłku woli niż treningu. Co ciekawe, badania przeprowadzone przez Robinsona w 1963 roku dowodzą, że czynnikiem decydującym o zwycięstwie w długodystansowych biegach jest…. odporność na pregrzanie organizmu. Im większa, tym większe szanse na zwycięstwo. Zwycięzcy maratonów osiągają na mecie temperatury bliskie letalnym (śmiertelnym), czyli około 41 stopni Celsjusza. Bielecki i Fiałkowski piszą: „Tak więc ograniczenie długotrwałości i szybkości biegu wynika z temperatury, którą może wytrzymać ludzki mózg”, zaś czynnikiem decydującym o sukcesie jest skuteczność mechanizmów chłodzenia organzimu ludzkiego, czyli: pocenia, sapania oraz taka konstrukcja mózgu, która wpływa na odporność na przegrzanie.
Duży mózg, składający się z wielu substytutywnych (zastępowalnych) względem siebie obszarów nie tylko chłodził krwią najważniejsze fragmenty tego organu (szczegónie korę przedczołową), ale również potrafił – i to stanowiło adaptację ewolucyjną – zaalarmować w odpowiednim momencie o niebezpieczeństwie przegrzania i zatrzymać biegnącego łowcę. Bielecki i Fiałkowski piszą o „żółtej kartce”, która pojawiała się, gdy temperatura osiągała niebezpieczne 40 stopni Celsjusza.
Teoria polskich badaczy jest intrygująca i warta bliższego poznania. Nie tylko znosi z piedestału ludzki intelekt jako zjawisko wynikłe z potrzeby mowy, języka, ogarniania złożonych stosunków społecznych czy makiawelicznego manipulowania. Intelekt ludzki jest jest w tej  teorii wyłącznie przypadkowym produktem ubocznym adaptacji do skutecznego uganiania się za antylopami na sawannie. Fenomenalne!

W błocie

Zły wieczór. Skórzany but od Hilfigera rozbryzguje szarą breję śniegu i błota. Nogawki dżinsów niedbale upchniętych za cholewki butów przesiąkają zimną, brudną wodą, a autobus jak zwykle się spóźnia. Powinienem był pojechać autem, myśli, ale jeżdżenie bez prawa jazdy, które stracił po zakończonej klęską nocnej potyczce z jakimiś śniadymi bandytami, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Już dawno nie wyglądał tak punkowo, przez tę fryzurę, przez tę czarną skórzaną kurtkę, czarne spodnie, wysokie buty, podkrążone oczy, przez ten stan ciągłego braku równowagi. Jeszcze nigdy nie był tak skupiony na swoim własnym życiu.

Nie, nie ma ochoty spotykać się z kobietami, nie ma ochoty spotykać się z kimkolwiek, i nie wynika to z nienawiści, ale ze zwykłego zwierzęcego strachu. Nie interesuje go ten masochizm, którym ludzie obdarzają się na każdym kroku, próbując realizować swoje bardziej lub mniej mądre plany i ambicje. Teraz potrzebuje spokoju, aby prześlizgnąć się przez tę jesień i zimę w jak najmniejszym kontakcie z rzeczywistością.

Książki naukowe, żadych powieści o miłości, jeśli piosenki, to tylko te w miarę wesołe, jeśli filmy to tylko te, w których występują brzydkie kobiety.

Kiedy przyjechał autobus, który miał go zawieźć na drugi koniec miasta, plastikowa wiata przystanku poruszyła się pod naporem zimnego wiatru. Było około zera. Na przystanku nie było nikogo poza nim, gdzieś przez chwilę dwupasmową ulicą śmignął mercedes z napisem „Taxi’ na dachu, a w autobusie siedziały może dwie lub trzy osoby z postawionymi kołnierzami płaszczy, ze smutnymi oczami wpatrzonymi w noc za szybą.

Zobaczył ją, kiedy autobus mijał jakiś bank lub aptekę. Coś z bardzo intensywnym niebieskim neonem, który przez ułamek sekundy oświetlił jej twarz. A może to nie była ona? To trwało chwilę. Wydawało mu się, że jest smutna, ale pewna siebie. Rozpoznał ją po sposobie, w jaki zawsze stawiała kroki. W jej sposobie chodzenia było coś dostojnego, zawsze uwielbiał patrzeć, jak idzie w jego kierunku i jak się do niego uśmiecha.

Poczuł się przez moment jak dziecko, które widzi po raz pierwszy śnieg i próbuje go łapać, klepiąc bezskutecznie dłońmi o szybę. Pomyślał, że teraz wysiądzie, pójdzie do domu, spróbuje zasnąć i następnego dnia będzie cierpliwie czekał, czytał, pisał i już na pewno nie wyjdzie lekkomyślnie na głupie spacery po mieście.

Czy duży mózg świadczy o inteligencji?

Ludzki mózg jest ogromny w proporcji do objętości ludzkiego ciała. Co prawda u niektórych małp proporcja ta wynosi około 20:1, a u człowieka około 50:1, to stopień złożoności połączeń neuronalnych i związane z tym wydatki energetyczne na poziomie 20% ogólnego zużycia energii stawiają człowieka w pozycji wyjątkowej.
Nierozwiązaną jak do tej pory zagadką pozostaje pytanie, po co człowiekowi tak duży i zużywający tak dużo energii mózg? Jaką potrzebę adaptacyjną zaspokajał? I czy rzeczywiście jego rozmiary są związane z myśleniem, inteligencją, funkcjami społecznymi, językiem?
Na przykład jakiś czas temu badacze z Uniwersytetu w Kostancji słusznie zauważyli, że korzystna proporcja masy mózgu do masy ciała, równie dobrze jak inteligencję, promować może lekkie ciało, które w wielu okolicznościach przydaje się bardziej niż bystrość umysłu. Ewolucyjny rozwój nietoperzy polegał, na przykład, na spadku masy ciała przy zachowaniu względnie stałej masy mózgu. W sensie adaptacyjnym było to dla nich bardziej korzystne.
Brakuje również wystarczających dowodów na to, że wielkość mózgu człowieka ma związek z rozwojem języka i mowy – cechy gatunkowej niewątpliwie rozwiniętej u człowieka bardziej niż u innych zwierząt. Kiedy język i mowa zostały już ukształtowane na poziomie zbliżonym do aktualnego, a miało to miejsce około 250 tysięcy lat temu, a więc warunki do selekcji ze względu na język zostały spełnione, mózg nie wykazywał ewolucyjnego wzrostu.
Zwolennicy teorii „inteligencji makiawelicznej” (w Polsce popularyzatorem tej koncepcji jest Tomasz Wikowski) proponują, aby gwałtowny wzrost objętości mózgu (biolog ewolucyjny John Burdon Haldane twierdził, że proces ten jest najszybszą znaną mu zmianą ewolucyjną) był związany z selekcją poprzez dobór naturalny osobników o wyższej niż przeciętna inteligencji społecznej. Zarówno jednak w przypadku szympansów, jak i homo erectus, selekcja przebiegała raczej ze względu na siłę, niż inteligencję. Nawet gdyby założyć, że inteligencja odgrywała jakąś rolę w procesach ewolucji mózgu, nic nie uzasadnia tak gwałtownego tempa jego wzrostu.
Być może powinniśmy więc porzucić przekonanie o wyjątkowości intelektu człowieka i o tym, że rozwój jego mózgu związany był z inteligencją. Może mózg ludzki ma taką a nie inną formę z zupełnie innych powodów? Być może powstał przypadkiem lub w związku z zupełnie innymi procesami adaptacyjnymi?

Jak będziemy wyglądać za tysiąc lat?

Jak będą wyglądali ludzie za tysiąc lat i czy zmiany w budowie fizycznej człowieka mają jakieś ograniczenia? Nad tym problemem zastanawia się Krzysztof Kowalski w Rzeczpospolitej (27-28.10.2012). W kulturze powstało wiele takich wizji, najczęściej niewiele mających wspólnego z odkryciami naukowymi. Dlatego aki dysonans wbudza wśród widzów „Prometeusza” fakt, że ludzie końca XXI wieku w niczym pod względem wyglądu i stroju nie odbiegają od tego, jacy jesteśmy dzisiaj.
Tego możemy być pewni – w perspektywie kilkunastu najbliższych pokoleń zmiany w budowie ciała człowieka nie będą w ogóle zauważalne. Nie zmienia to faktu, że one następują. Według obliczeń Garry Trainer Clinic w Londynie, od lat 60. XX wieku średni wzrost mieszkańców Europy i Ameryki Północnej zwiększył się o 2,5 cm. Naukowcy są też scepyczni co do tego, że będzie on nadal postępował, głównie dlatego, że wynika on – ich zdaniem czynników egzogennych – głównie poprawy higieny i sposobu odżywiania się. Nie ma natomiast powodów, aby sądzić, że przeciętny wzrost człowieka przekroczy 2 metry, wymagałoby to bowiem zmian genetycznych na tyle poważnych, że trudno przewidywać ich nastąpienie w przewidywalnej przyszłości. Nie wynika on bowiem z mechanizmów selekcji naturalnej ani reakcji na zmiany środowiskowe, ale właśnie egzogennych czynników cywilizacyjnych.
Musimy więc być ostrożni w przewidywaniach. Da się jednak, na podstawie naukowych przesłanek, stwierdzić, że niektóre elementy budowy anatomicznej człowieka ulegną zmianie. Jakie to elementy i na jakiej podstawie możemy tak przypuszczać?
  • Wzrost – ludzie będą coraz wyżsi, lecz proces ten będzie ulegał spowolnieniu, z powodów, o których wyżej.
  • Zaniknięcie zębów trzonowych – jako że już teraz nie pełnią one żadnej roli w procesie odżywiania, będą stopniowo zanikały. Już dzisiaj w niektórych populacjach nie spotyka się osobników z zębami trzonowymi (autochtoni w Meksyku).
  • Zanik nosa – kiedyś bardzo funkcjonalny dla przetrwania zmysł węchu, przestaje być potrzebny. Od czasów epoki lodowcowej (11 tys. lat temu) węch człowieka pogorszył się o 75%. Człowiek przyszłości nie będzie potrzebował nosa
  • Powiększenie i zmiana budowy oka – w związku z tym, że coraz więcej czasu spędzamy przy sztucznym świetle, zmianie ulegnie budowa zmysłu wzroku (przede wszystkim mechanizmu chroniące przez zbyt dużą dawką światła). Dr Gary Cooper (Uniwersytet w Lancaster) twierdzi, że w związku ze wzrostem znaczenia komunikacji niewerbalnej, w której oczy odgrywają ważną rolę, będą się one stopniowo powiększać.
  • Zanik owłosienia na całym ciele – tutaj naukowcy nie mają wątpliwości: wraz z upływem czasu owłosienie człowieka będzie zanikać, aż do całkowitego „wyłysienia”.
  • Zmiany w budowie dłoni, redukcja liczby palców – ta zmiana wydaje się być najciekawsza. Dłoń człowieka wyewoluowała w celach przede wszystkim chwytnych. Obecnie częściej dotykamy, niż chwytamy, w związku przede wszystkim ze zmianami technologicnymi (klawiatury, ekrany dotykowe itp.), dlatego można się spodziewać redukcji liczby palców do dwóch, maksymalnie trzech (twierdzi tak prof. Cavalli Sforza z Uniwersytetu Stanforda)

Po więcej informacji na ten temat odsyłam do artykułu Krzysztofa Kowalskiego „Dwa metry, dwa palce i łysina”.