Nagrobków sprzątanie

Jestem już jednym z tych smutnych starców, którzy jesienne przedpołudnia spędzają na szorowaniu nagrobków swoich nieżyjących bliskich. Odkryłem, że zielona ławeczka przy grobie mojej prababci Anny Oryszczyszyn (zmarła w wieku lat 30 w latach trzydziestych ubiegłego wieku) i jej córki, ciotki Irki, na cmentarzu Farnym jest genialnym miejscem na czytanie i medytację). Będę to miejsce odwiedzał zapewne częściej).

Poplon, czyli entuzjazm rzodkiewki

Pojechałem do Oliszek po liście do moich kolejnych kiszonkowych wynalazków. Zrywałem liście porzeczki, jabłoni, wiśni i dębu. Stojąc w mżawce, po łydki w błocie, zachwycałem się jesienną degradacją do zgniłości tego pięknego ogrodu.

Nie byłem pewny, czy teraz ten ogród nie jest najpiękniejszy.

Te kolory obumierania, łączenia się z ziemią, te kolory wilgoci, są jakże mniej oczywiste i przewidywalne, niż uporządkowany, lipcowy układ kwitnących kwiatów, jędrnej zieloności, wyrazistej czerwieni pomidorów i papryk.

Wczoraj były żółcie, brązy, ciemne zielenie. Były miejsca już uporządkowane i miejsca, gdzie rośliny walczyły – jak na ostatniej prostej maratonu – o zakwitnięcie i zaowocowanie w ostatniej chwili. Zerwane cukinie leżały w poprzek zagonu jak zamordowani w egzekucji jeńcy wojenni. Ozdobne dynie z desperackim błaganiem czekały, aż ktoś nimi coś udekoruje. Słoneczniki zczerniały i opuściły swoje zmęczone twarze ku ziemi.

Tylko moje rzodkiewki, które zasiałem jako poplon, za nic sobie mają jesień i z entuzjazmem cieszą się pokazując swoje zielone liście, z ciekawością dziecka wyglądając z gleby ku słońcu. Są ich miliony. Nie wiem, co z nimi zrobię, ale na pewno muszę wykorzystać entuzjazm rzodkiewek.

Jesień trwa

„Jesień trwa. Rdzawych liści czas… Kaloszy, peleryn i mgły. Jesień trwa. Szpetnej aury czas pod płaszcze się pcha. Wyziębia nam serca wiatr”.

Autumn Vibes

Jeszcze zielono, ale jest to już jesień kwaśna i przenoszona. Zielone się poddało, nie chce już walczyć o światło. Mchy są nasiąknięte wodą – chodzenie to prawie spacer po wodzie wespół z żabami i robakami. Mokre buty, mokra kurtka, mokre włosy, choć przecież nie pada i nie padało. Mniej jest świata, ale to, które jest, sprawia wszystko bardzo plastycznym. Odbija i zwielokrotnia tę zieloność, tę jesień, tę tęsknotę za nim.