Codziennik 97 – Putin

Siostra przywiozła mi ze Lwowa prezent. Jeszcze nigdy ta czynność nie była tak przyjemna. Aż chce się chodzić do kibelka!

Rafał A. Ziemkiewicz – Jakie piękne samobójstwo

W swojej najnowszej książce Rafał Ziemkiewicz zastanawia się, dlaczego Polacy są największymi frajerami na świecie i co z tego wynika. Teza ta nie wydaje mi się szczególnie śmiała, jednak jej podniesienie i historyczne uzasadnienie, czego podejmuje się autor, uważam za słuszne i chwalebne.

Dwie cechy publicystyki Ziemkiewicza stanowią jednocześnie o jej słabości. Posiada on bowiem niespotykaną lekkość narracji, która pozwala mu pisać zdania płynnie opowiadające to, co autor ma do opowiedzenia.  Podejrzewam, że Ziemkiewicz pisze bez skreśleń. Ta lekkość sprawia jednak, że tekst może okazać się dla czytelnika przegadany, pełen powtórzeń, dygresji i nieuporządkowania. Ziemkiewicz po prostu pisze swoją opowieść tak, jak mu się ona układa w głowie. Dla wielu autorów byłby to szkic, dla Ziemkiewicza jest to efekt finalny.

Drugą zaletą i jednocześnie słabością publicystyki Rafała Ziemkiewicza jest odwaga w stawianiu niepopularnych poglądów. Choć myśl przwodnia książki “Jakie piękne samobójstwo” nie jest już zbyt odkrywcza, bo stawia ją ostatnio śmiało Piotr Zychowicz, a wcześniej przez lata próbował się z nią przebić prof. Paweł Wieczorkiewicz. Ci trzej, a za nimi szereg innych mówią, że polityka zagraniczna sanacji z Beckiem na czele była pozbawiona wszelkich racji i doprowadziła Polskę do katastrofy.

Klasę polityczną II RP uważa Ziemkiewicz za bandę nieudaczników, mitomanów i amatorów, kierujących się w sprawach strategicznych dla Polski interesem własnym lub – w najlepszym przypadku – swojej frakcji politycznej. Interes narodowy, w rzekome imię którego sanacja doprowadziła w Polsce do systemu autorytarnego, był w istocie pustym frazesem, który jeszcze bardziej opustoszał po śmierci Piłsudskiego. W ten sposób Polska – jak uzasadnia Ziemkiewicz – odrzuciła przyjazne gesty Niemiec dążące do konfrontacji z Sowietami, prowokując – na własne życzenie – pakt ponad naszymi głowami i rozbiór państwa we wrześniu 1939 roku. Równie fatalna i pełna błędów polityka Rydza-Śmigłego, Andersa, Chruściela i Sikorskiego doprowadziła do największych spośród państw Europy strat ludzkich, jakie poniosła Polska w trakcie II wojny światowej, a następnie do utraty niepodległości na kolejne 45 lat.

Trudno nie czytać książki Ziemkiewicza przez pryzmat współczesności, do czego autor mocno zachęca. Romantyzm w polityce, mierzenie siły wielkością poświęcenia i ofiar, bezkrytyczna i naiwna ufność w puste obietnice “sojuszników” – wszystko to jest spuścizną, która ciągnie się za Polakami od czasów rozbiorowych. Wtedy była to może jedyna polityka, dająca jakiekolwiek szanse na wolność. Przegonienie Sowietów w 1920 roku dało nam złudne wrażenie potęgi, które zostało rozwiane niecałe 20 lat później. Nasze elity nie wyciągnęły żadnych wniosków z klęski poniesionej w II wojnie światowej i w tkwią w tym amoku po dzisiaj.

W dyskusji na temat zasadności “kapitału krwi” i tego, czy w polityce liczy się siła, czy poświęcenie, opowiadam się po stronie Ziemkiewicza i Zychowicza. Dlatego uważam tę książkę za ważną i potrzebną, choć nie za bardzo wierzę, że nauczyciele w liceum będą o niej mówić uczniom. Mit szlachetnych, kierujących się sercem i wiarą w słuszność nawet przegranej sprawy Polaków jest wśród owych Polaków zakorzeniony na tyle mocno, że nie będę zdziwiony atakami na Ziemkiewicza ze strony tych, dla których jest to wyłącznie bicie piany, gdybologia, szukanie sensacji i podważanie mitów fundujących wspólnotę.

Reinhold Vetter – Jak Lech Wałęsa przechytrzył komunistów

Jak Lech Wałęsa przechytrzył komunistówŁadunek naiwności, jaką przesycona jest ta książka, odpowiada proporcjonalnie jej siedmiusetstronnicowej objętości. Natłok biografii Lecha Wałęsy udowadnia, że każda ideologia, każde państwo, każdy obserwator polityki, musi pochwalić się własną interpretacją życia i wyborów pierwszego przywódcy “Solidarności”. Książka, o której tu mowa, jest hagiograficzną opowieścią o Wałęsie z perspektywy niemieckiej.

Historia skromnego, polskiego robotnika z Gdańska, który “przechytrzył komunistów” jest – jak już wspomniałem – dla polskiego czytelnika tak naiwna, że aż irytująca. Co prawda Vettel, który ponoć zbierał materiały do swojego dzieła latami, nie unika wspominania o tych bardziej kontrowersyjnych fragmentach życia Wałęsy, to już ich obiektywną interpretację, czy choćby naświetlenie wyborów bohatera z wielu stron, skrzętnie pomija.

Polski czytelnik natychmiast wyczuje w tej opowieści fałsz, chyba że – podobnie jak autor biografii – jest bezkrytycznym wyznawcą Wałęsy – nieomylnego bohatera. Dla niemieckiego czytelnika będzie to lektura o romantycznym zrywie polskich robotników z przebiegłym, sprytnym wąsaczem na czele, który co rusz wodzi za nos naiwnych komunistów.

Z wymuszoną ironią pisze Vettel o słabościach Wałęsy, do których nie zalicza mataczenia we własnej sprawie, które mógł sobie darować w wolnej Polsce. Woli pisać o przekornej pyszałkowatości, czy przerośniętym nieco ego Lecha, wszystko to jednak w kontekście delikatnego żartu z bohatera – nawet tak wielcy ludzie, jak Wałęsa, miewają niekiedy drobne słabostki, zdaje się dawać nam do zrozumienia Vettel.

W historii Lecha Wałęsy nakreślonej piórem Reinholda Vettera, najnowsza historia Polski zdaje się być prosta, romantyczna, pozbawiona odcieni szarości. Z jednej strony – bohaterscy robotnicy z Wałęsą na czele walczący o wolność i lepsze warunki życia. Z drugiej strony – przebrzydli komuniści otoczeni armią brutalnych esbeków. W takim kontekście Wałęsa jest bohaterem, a czy jest nim rzeczywiście – to sprawa o wiele bardziej skomplikowana, o czym nie dowiedzą się Państwo z tej książki.

Piotr Zaremba – O jednym takim… biografia Jarosława Kaczyńskiego

Trudno o obiektywne spojrzenie na Jarosława Kaczyńskiego. Dla jednych za brak takiego spojrzenia jest winny sam Kaczyński, dla innych – winni są dziennikarze, publicyści, politologowie, nie potrafiący wznieść się ponad swoje uprzedzenia albo uwielbienia dla prezesa PiS. Piotr Zaremba – publicysta nie ukrywający swojej sympatii dla Kaczyńskiego – zdobył się prawdopodobnie na największą obiektywność, jaką w tych czasach można osiągnąć opowiadając o Kaczyńskim.

Książka nie jest pozbawiona wad. Najważniejszą jest pewna chaotyczność tej opowieści. Ta biografia była pisana na ewidentnym pośpiechu. Prawdopodobnie nie ma w Polsce nikogo, kto wie o Kaczyńskim tyle, co Zaremba. Ilość niekiedy bardzo drobiazgowych faktów i anegdot wręcz przytłacza, podana w sposób pozbawiony głębszego namysłu i ogólnego spojrzenia na życie bohatera. Wiadomo to  jednak, że chodziło o to, by książka ukazała się jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej.

Poza tą drobną wadą, pomijając – będę szczery – całkowicie niepotrzebny, zniechęcający do dalszej lektury wstęp o Jarosławie Kaczyńskim dokonującym porannej toalety po tym, jak minister Sikorski poinformował go o tragicznej śmierci brata w Smoleńsku, jest to biografia całkiem udana, przede wszystkim z powodu przedstawienia bohatera jako postaci niejednoznacznej, polityka o skomplikowanej drodze politycznej, lidera miotającego się między politycznym pragmatyzmem a ideowością.

Zarembie udało się ukazanie postaci Jarosława Kaczyńskiego w oderwaniu od funkcjonujących do teraz bliźniaczych konotacji. O Lechu Kaczyńskim jest w tej książce niewiele. Prawdopodobnie również dlatego, że wyjątkowo niewiele uwagi poświęca Zaremba młodości i dojrzewaniu swojego bohatera, rozpoczynając na poważnie i dogłębnie opisywanie jego historii od lat siedemdziesiątych.

Najciekawszym fragmentem książki jest jednak początek lat 90-tych, przerwana burzliwie przyjaźń i współpraca Kaczyńskiego z Wałęsą i – później ze środowiskiem Gazety Wyborczej i Unii Demokratycznej. Zaremba bardzo umiejętnie – odnosząc się nie wprost do współczesności – pokazuje trwałość i naturalność tych przyjaźni i dosyć klarownie opisuje okoliczności rozstania. Równie fascynujące są dzieje tworzenia przez Kaczyńskiego Porozumienia Centrum, jego początkowej wielkości i upadku. W swoich początkach PC była chyba najbardziej zróżnicowaną wewnętrznie „platformą” (tak, to dobre słowo tutaj) polityczną po 1989 roku, jednoczącą narodowych katolików i wolnorynkowców.

Zaremba wyraźnie próbuje znaleźć racjonalność w decyzjach współczesnego Kaczyńskiego – w czasach rządów egzotycznej koalicji PiS LPR Samoobrona, w czasach opozycji „przedsmoleńskiej” i w tym, kim jest Kaczyński teraz. Próbuje wytłumaczyć skłonność do poszukiwania przez niego „ukrytych” sił i układów rządzących polską rzeczywistością. Stara się wytłumaczyć archaiczność stylu polityki uprawianej przez Kaczyńskiego. Być może w wielu momentach Zaremba się myli, być może niekiedy jest dla swojego bohatera zbyt wyrozumiały (choć w wielu momentach bez skrupułów wytyka ewidentne błędy). Być może konstatacja, według której Kaczyński jest politykiem dziewiętnastowiecznym, ostatnią taką postacią na „postpolitycznej” scenie, budzi pewien niedosyt. Tak czy inaczej, ważna jest próba, którą podejmuje autor – próba przedstawienia jednej z najważniejszych postaci polskiej sceny politycznej w sposób pełny, obiektywny i nie poprzestający na powszechnych nawet w poważnej prasie konstatacjach, że Kaczyński to fanatyk, a w najlepszym razie świr, bądź też – geniusz, a w najlepszym razie polityczny wizjoner. Bo taki jest często poziom analizy, na którym poprzestają polscy publicyści. Zaremba wychodzi z dość oczywistego założenia, że  Kaczyński jest postacią skomplikowaną, wyjątkową, nie bez przyczyny budzącą różne emocje. I z tego buduje bardzo dobrą, emocjonującą i pouczającą opowieść.

Staniszkis – życie umysłowe i uczuciowe. Z Jadwigą Staniszkis rozmawia Cezary Michalski

W Polsce mało kto ceni Jarosława Kaczyńskiego. Jadwiga Staniszkis ceni Jarosława Kaczyńskiego. Z tego prostego sylogizmu wynika, że w tym kraju mało kto ceni Jadwigę Staniszkis. A szkoda, bo pod względem osobowościowym i intelektualnym jest to postać nie mająca sobie równych w polskiej socjologii. Niezwykle wyrazista, rozpoznawalna, wyposażona w niesamowity wręcz zmysł syntetyzowania, odważna w głoszeniu niepopularnych poglądów, bez ciśnienia na niepotrzebne skandalizowanie. Będąca jednocześnie w centrum i na peryferiach mass-mediów i środowiska.

Nie podzielam stosowanej przez Staniszkis metody uprawiania socjologi, próbującej łączyć jakąś formę analityczności z szeroką perspektywą teoretyczną, łączącą tradycje myślenia Wschodu i Zachodu. Jednak czytam jej teksty z uwagą, ponieważ pani profesor uprawia tę swoją socjologię w sposób mistrzowski.

Czymś równie wyjątkowym jest biografia autorki „Ontologii socjalizmu”. Temu głównie poświęcony jest wywiad-rzeka, jaki ze Staniszkis przeprowadził Cezary Michalski i wydrukował w nowym Wydawnictwie Czerwone i Czarne. Fascynująca jest szczególnie słowna i umysłowa walka między rozmówcami. Michalski za wszelką cenę próbuje trzymać się konwencji liniowej biografii – od początku do końca z możliwie największym przywiązaniem do szczegółu. Staniszkis nie potrafi utrzymać tej zasady i co chwila uniwersalizuje poszczególne wątki swojego życia, skacze z dekady do dekady, zamiast opowiadać o innych, opowiada o sobie. Równie zabawne są przekomarzania o rzekomym autyzmie, przypisywanym sobie przez Staniszkis. Michalski wyraźnie wykpiwa profesor, sugeruje, że jest to forma autokreacji a nawet megalomanii. Staniszkis reaguje na to z kompletnym stoicyzmem, podobnie jak wtedy, gdy mówi rzeczy niepopularne.

Książek Staniszkis i o Staniszkis najlepiej jest interpretować na takim właśnie poziomie – nieusuwalnego związku autora i bohatera ze swoim dziełem. W przypadku Jadwigi Staniszkis związek, a nawet rodzaj spójności pomiędzy życiem a poglądami, decyzjami uczuciowymi i politycznymi wydaje się być na tyle silny, że wręcz utrudnia realizację zwykłych życiowych celów. Związki miłosne Staniszkis z perspektywy jej opowieści wyglądają na kompletnie pozbawione uczuć i emocji. Wszystko tkwi w rozumie.

Wracając zaś do wątku rozpoczynającego ten tekst – Jadwiga Staniszkis naprawdę ma powody, by cenić Jarosława Kaczyńskiego i jest prawdopodobnie jedną z niewielu osób w tym kraju, które są w stanie uzasadnić tę sympatię nie tylko na poziomie emocji, ale odwołując się do zdrowego rozsądku i faktów. Choćby z tego powodu należy tę książkę mieć.