Prowincjonalny zen, czyli cebula marynowana w occie jabłkowym

SONY DSC

Zawsze czułem się człowiekiem z prowincji i zawsze ciągnęło mnie do miejsc na końcu świata. Chciałbym kiedyś pokazać dla mojego syna (tak, właśnie prowincjonalnie „dla” niego) te wszystkie bliższe i dalsze bezdroża, które odwiedzam wciąż na nowo, gdy czekam na to, by się z nim spotkać. I jeszcze bardziej tęsknię za prowincją, kiedy te spotkania nie są takie, jak bym chciał.

Prowincja to spokój. To pusty rynek w Krynkach albo szosa gdzieś między Kalwarią i Mariampolem, otoczona wzgórzami, maleńkimi cmentarzami i samotnymi domostwami z owocowym sadem i ogrodem pełnym malw. Albo Wielka Pętla Bieszczadzka, która jest wielka tylko z nazwy, bo stamtąd jest już dalej niż bliżej do wszystkiego.

Właśnie dzięki tym szwendactwom buduję powoli taki spokój w sobie, który bardzo się ostatnio przydaje. Spokój przynoszą też te tradycyjne, proste czynności domowe. Szczególnie te, które pozwalają patrzeć na przyszłość ze spokojem. Przez wieki ludzie zabezpieczali się na zimę susząc i soląc mięso, przygotowując przetwory z warzyw i owoców. Spokojnie gromadzili jedzenie na zimę, według sprawdzonych przepisów.

Staram się być prostym człowiekiem. Interesują mnie proste sytuacje, zwykłe historie i normalne, spontaniczne decyzje. Chciałbym móc ot tak, po prostu, sprawiać sobie i mojemu dziecku zwykłe i proste przyjemności.

Czekając na spotkanie z Małym, postanowiłem zrobić coś prostego z czerwoną cebulą, którą dostałem od mamy mojego szwagra, pani Gieni. Zrobiłem więc trzy słoiki cebuli marynowanej w occie jabłkowym.

Ciekawe, że to właśnie ocet z jabłek królował w średniowieczu i był tradycyjnym konserwatorem owoców i warzyw oraz dodatkiem do różnych potraw. Ale do rzeczy, czy też, jak mówiono w średniowieczu, ad rem.

Cebula marynowana w occie jabłkowym

Co będzie potrzebne:

  • ok. 1 kilograma czerwonej cebuli (ja dodałem jeszcze jedną białą, bo nie wiedziałem, co z nią zrobić)
  • liście laurowe
  • ziarna ziela angielskiego
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 małe kawałki korzenia chrzanu

Zalewa na 3 litrowe słoiki:

  • 1 litr wody
  • ok. pół litra octu jabłkowego (może być też ocet z wina, odradzam zwykły, spirytusowy)
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki soli

Cebulę obrałem i pokroiłem w talarki około 3-4 milimetrowe. Włożyłem do słoików razem z kilkoma ziarnami ziela angielskiego, liściem laurowym, ząbkiem czosnku i kawałkiem chrzanu na słoik. Wcześniej zagotowałem dokładnie wymieszaną zalewę i pozostawiłem do delikatnego ostudzenia.

Cebulę w słoikach zalałem zalewą tak, aby wszystkie składniki były pod powierzchnią wody. Słoiki pozakręcałem, wstawiłem do garnka z wodą i pasteryzowałem 15 minut. Potem trzy piękne słoiczki wylądowały w piwnicy i teraz czekają na dobre czasy.

Cebula ma pod wpływem moczenia w occie delikatny, subtelny smak i świetnie nadaje się jako dodatek do zwykłego obiadu z mielonymi i ziemniakami, gdzieś w środku stycznia, kiedy portfele cierpią świątecznymi i karnawałowymi wydatkami.

Szpital

IMG_20130809_153809Szpital jest miejscem, w którym funkcjonują zasady. Zasady dzielą się na te formalne, wynikające ze stosu papierzysk do wglądu, ale obok nich zasady gry ustalają prawa i procedury dekretowane przez poszczególnych uczestników tej gry. Gry, której tylko jednym z celów jest naprawienie zepsutego pacjenta.

Oddział szpitalny to gra wielu interesów, oplatająca hierarchiczną strukturę wielu dążeń, ambicji, resentymentów, marzeń i zgorzknień. Zorganizowany zazwyczaj patriarchalnie, balansuje między formalną władzą faceta Alfa, a całą chmarą kobiecych robotnic, bez których nic by tu nie wyszło. Mężczyźni rządzą, ale to kobiety wiedzą wszystko. Doskonały constans.

Pacjent jest niewątpliwie najistotniejszym elementem tego łańcucha, ale cały personel, od ordynatora po salową, nie może za nic zdradzić pacjentowi tej tajemnicy. Blizny lepiej się leczą, kiedy nie wydaje się im, że są najważniejsze na świecie.

O sprawy fomalne, wymagające podpisu, pytaj lekarza. O wszystko inne – pielęgniarkę lub salową. One wiedzą wszystko. Są dla nas macochami w te sieroce szpitalne dni. Podłączają kroplówki, podają śniadania, a jak się ładnie uśmiechniesz, to czasem dostaniesz coś na ból.

W szpitalu jest dużo czasu, a czas ten jest dobrze zorganizowany. O 7 badania i kroplówki, o 8 obchód, o 12 obiad dwudaniowy, w międzyczasie rehab, o 5 kolacja, o 8 obchód, o 22 nieprzestrzegana cisza nocna.

Czytanie książek, pisanie dziennika, wyciszanie serca i umysłu. Smyrganie sinusoidów nastroju

„Moje serce płonie jak ogień, ale moje oczy są chłodne jak prochy zmarłych”

Soyen Shaku był pierwszym mistrzem buddyzmu Zen nauczającym w Stanach Zjednoczonych i stał się wiodącym nauczycielem Zen na Zachodzie. Już w 1893 roku nauczał o powstrzymywaniu się od przemocy, pacyfizmie i tolerancji religijnej. Prowadził swoje życie w zgodzie z dziesięcioma prostymi zasadami.

1. Po przebudzeniu, opuść zdecydowanie swoje łoże, tak jakbyś wyrzucał bezużyteczną parę butów.

2. Rankiem, przed założeniem ubrań, zapal kadzidło i medytuj

3. Posiłki spożywaj w regularnych odstępach i tylko do momentu, aż zaspokoisz głód

4. Udawaj się na odpoczynek o regularnych porach

5. Przyjmuj gości tak, jakbyś przebywał sam. Bądź sam tak, jakbyś przyjmował gości.

6. Uważaj na to, co mówisz. Mówi tylko to, co chcesz powiedzieć.

7. Nie odmawiaj sobie okazji, jednakże zawsze pomyśl dwa razy.

8. Nie żałuj przeszłości, zamiast tego patrz w przyszłość.

9. Miej niezłomne serce wojownika i miłujące serce dziecka

10. Kiedy udajesz się na odpoczynek rób to tak, jakby to była twoja ostatnia noc.