Nagrobków sprzątanie

Jestem już jednym z tych smutnych starców, którzy jesienne przedpołudnia spędzają na szorowaniu nagrobków swoich nieżyjących bliskich. Odkryłem, że zielona ławeczka przy grobie mojej prababci Anny Oryszczyszyn (zmarła w wieku lat 30 w latach trzydziestych ubiegłego wieku) i jej córki, ciotki Irki, na cmentarzu Farnym jest genialnym miejscem na czytanie i medytację). Będę to miejsce odwiedzał zapewne częściej).

Codziennik siedemdziesiąty czwarty – krzątanie się

DSC_6564

Słownikowa definicja „krzątać się” mówi, że znaczy to „poruszać się energicznie, zajmując się jakąś pracą”. W moim domu krzątanie oznaczało raczej niespieszne wykonywanie typowych spraw domowych: robienie prania, odkurzanie, gotowanie itp.

W zasadzie od zawsze gardziłem takimi czynnościami. Uważałem je za stratę czasu. Stosowałem zasadę gruntownego, forsownego sprzątania, mycia, prania i odkurzania co dwa tygodnie. Dokładnie jak mój ojciec.

Ostatnio jednak polubiłem to krzątanie w tym „slołlajfowym” sensie. Traktuję je jako formę medytacji i wyciszenia. Zmywanie naczyń, jeśli poświęci się mu więcej uważności, staje się piękną, nie wymagającą myślenia, lecz aktywującą wszystkie zmysły czynnością.

Piszę to dlatego, że prawie całą środę, która niedługo się skończy, poświęciłem temu tej medytacji, którą nazywam sprzątaniem. Zrobiłem pranie, kwiaty podlałem i pozbyłem zwiędniętych liści. Przesadziłem i powiesiłem przy oknie melisę oraz miętę. Skończyłem pasteryzację ostatnich słoików z papryką. Posprzątałem kuchnię. Odkurzyłem mieszkanie i przeniosłem na te zimne dni doniczki ze szklarni na balkonie do domu.

Czekam tu na mojego Syna.

IKEA radzi – posprzątaj

Ok, nigdy nie ufałem euro-socjalistom z IKEI, ale tą reklamą mnie przekonali. Warto od czasu do czasu posprzątać, jeśli nie dla siebie samego, to na pewno dla innych….