Codziennik pierwszy – dobry sen

DSC_1961Kolejne tygodnie w oczekiwaniu na spotkanie z Małym spędzam na ćwiczeniach spokoju, cierpliwości i skupienia na rutynowych, codziennych czynnościach. Skoro nie mogę z nim w spokoju spędzać czasu tak, jak tego pragnie, przygotowuję się do lepszych dla nas czasów. Narzucam na siebie dużo pracy, lektur, studiowania nowych rzeczy, bo stan bezczynności sprzyja czarnym myślom, złości i złym prognozom.

Poza pisaniem dla Niego listów z Miasta Gapko i innych mniejszych spraw i zleceń, odkrywam fascynujący świat świadomego śnienia. Opowiedziała mi o tych kiedyś taka njuejdżowa koleżanka i teraz wróciłem do tych technik, które w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z metafizyką. Opierają się one na naukowej wiedzy o fazach snu i polegają na delikatnym wybudzaniu się podczas snu głębokiego. Używam do tego specjalnej aplikacji w telefonie, która w czasie, gdy mój sen wchodzi w fazę NREM, lekko mnie wybudza. To w podczas NREM śnimy. I właśnie wtedy możliwe jest świadome śnienie – przebywanie w marzeniach sennych tym się różniących od zwykłego snu, że możliwe jest dokonywanie decyzji, świadome znikanie, latanie, świadome rozmowy z bohaterami snów.

Fascynujące to i leczące rany tęsknoty za moim dzieckiem. Bo to z nim spotykam się podczas tych snów najczęściej. To zrozumiałe, gdy większość czasu w ciągu dnia poświęcam rozmyślaniom o nim. O tym, co robi, jak teraz wygląda, czy mnie pamięta po tych kilku miesiącach rozłąki. Mam nadzieję, że dzisiejszej nocy też go spotkam w moim śnie i sobie spokojnie pogadamy jak ojciec z synem.

Ćwiczę spokój i cierpliwość prostymi, codziennymi czynnościami. Jest wrzesień, więc produkuję masowo słoiki z przetworami. Właśnie skończyłem pasteryzowanie jedenastu słoików z papryką w zalewie octowej. Rozdam potem te słoiki rodzinie i znajomym.

Dzisiaj pojawiły się grzyby w ilościach konkretnych. W lesie widziałem potężną tamę zbudowaną przez bobry. I oczywiście – jak zwykle w takich momentach – pojawia się złość i zdumienie, dlaczego nie mogę wziąć go do tego lasu i pokazać mu ten imponujący dowód wytrwałości i pracowitości tych zwierząt. Tak jak nie mogę mu pokazać miliona innych ludzi, rzeczy, smaków i miejsc.

Jak tylko jutro rano odwiozę mamę do pracy, lecę do lasu. Las uczy uważności i przynosi spokój.

Reklamy

Do łóżka!

Nieregularne pory snu, deregulując naturalny rytm organizmu, nie tylko wpływają na niską jakość snu wśród dzieci, ale mogą leżeć u podstaw zaburzeń w rozwoju mózgu oraz umiejętności regulacji niektórych zachowań. Autorka badań opublikowanych w periodyku “Pediatrics”, profesor Yvonne Kelly, stwierdza:

Nieustalone pory snu, ciągłe zmiany pory kładzenia się i wstawania z łóżka, powodują stan umysłu i ciała, przypominający ‘jet lag’ i wpływają nehatywnie na zdrowy rozwój dziecka i normalne funkcjonowanie w ciągu dnia. Wiemy, że wczesny rozwój dziecka ma przemożny wpływ na jego zdrowie i dobrostan w ciągu całego życia. W naszym badaniu staraliśmy się wykazać, jak istotne są w tym kontekście zaburzenia rytmu snu, szczególnie w wieku niemowlęcym.

W badaniu przeanalizowano dane od ponad 10000 dzieci, pochodzące z UK Millennium Cohort Study. Wzięto pod uwagę pory snu osób w wieku trzech, pięciu i siedmiu lat, a także dołączone do tego raporty rodziców i nauczycieli o problemach wychowawczych z tymi dziećmi.

Udało się ustalić istotną statystycznie zależność między regularnością pór snu a ich problemami behawioralnymi. Przyczyna tkwi najprawdopodobniej w zaburzeniach rytmu okołodobowego, prowadzącego do deprywacji snu i w rezultacie zaburzeń w rozwoju mózgu.

Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie nie chodzą regularnie spać, osiągają niższe niż przeciętne wyniki w testach behawioralnych: są nadpobudliwe, sprawiają problemy wychowawcze, nie dogadują się z rówieśnikami i mają kłopoty emocjonalne. Wprowadzenie regularnych pór chodzenia spać może w pewnym stopniu odwrócić te niepożądane procesy.

Nieregularne pory chodzenia spać są najbardziej powszechne w wieku trzech lat, kiedy to około 25% maluchów zasypia o różnych porach. Natomiast już wśród siedmiolatków około połowa chodzi spać regularnie między 19.30 a 20.30. Dzieci, które chodzą spać o nieregularnych porach albo kładą się po 21, pochodzą często ze środowisk dysfunkcyjnych społecznie, co zostało wzięte pod uwagę w analizie.

Na szczęście, jak wspomniałem, wyniki badania pokazują, że negatywne skutki nieregularnego snu są do pewnego stopnia odwracalne. Który to wniosek obecnym i przyszłym mam i tatom dedykuję.

Źródło: http://www.ucl.ac.uk/news/news-articles/1310/141013-bedtimes-linked-to-behavioral-problems-in-children

To chyba wreszcie dojrzałość

To pierwsza duszna noc po pierwszym gorącym dniu. Pod oknem żywiołowe rozmowy o życiu, dziewczętach i o muzyce. Wysiadasz z taksówki. Stoję w drzwiach. Pięć długich dni spędzonych w oczekiwaniu. Ja – uciekam w pracę, aby niecierpliwość nie mierziła. Ty – siedem godzin w pociągu – z podkurczonymi nogami, tymi najśliczniejszymi nogami na świecie. Ja – łykam tabletki na sen, aby przespać to czekanie, jednak sen nie przychodzi, więc znęcam się nad jakimś strategicznym dokumentem samorządowym. Ku chwale małej ojczyzny.

Tobie, gdzieś między Tłuszczem a Małkinią, znowu śni się praca.

Budzi Cię dźwięk dzwonka. W słuchawce słyszysz mój głos. Wszystko jest uporządkowane, proste i porządne. Wymieniamy się nazwami zespołów, których słuchaliśmy poprzedniej nocy na Spontify. W Tychach i w Białymstoku.

Zostawiamy nasze dziwne przeszłości za sobą. Wiemy, że to, co się wydarza, jest wyjątkowe w swojej normalności, w dojrzałości, w zaufaniu i przywiązaniu. Oboje zmarnowaliśmy kawałek naszych żyć przez coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Wyszliśmy z tego poharatani, ale wolni. Wykorzystajmy tę wolność jak najlepiej, dzielmy się nią. Smakujmy każdy kęs, celebrujmy każdą chwilę spędzoną razem. Przytulajmy się, całujmy, kochajmy do omdlenia. Wykorzystajmy tę wolność seksualnie.

A teraz śpisz na łóżku obok, pod wykrochmaloną kołdrą słyszę Twój miarowy, spokojny oddech. Wiem, że jesteś bezpieczna, więc i ja odpoczywam.

Doczekałem się. Jesteś. Nie chcę niczego więcej

Insomnia

DSCF0484Z tego wszystkiego najbardziej dokuczliwa jest bezsenność. Zgaszone światło, sciszona muzyka – brak bodźców powoduje, że mózg próbuje zastąpić tę próżnię milionem myśli, lęków, wspomnień i planów. Wszystko to się intensyfikuje, bulgocze i nie daje spokoju.

Sny na opioidach nie są snami w zwykłym rozumieniu tego słowa. Leki te nie działają wprost przeciwbólowo, ale sprawiają, że ból staje się obojętny, tak jak obojętna staje się większość spraw, które nie pozwalają zasnąć.

Opioidy wprawiają organizm w stan, w którym senność rzeczywiście przychodzi, ale w momencie zapadania w sen, kiedy wiodczeją mięśnie i pozycja minimalizująca dokuczliwe doznania przechodzi na inną, ból znowu wraca i następuje przykre przebudzenie. Taki proces trwa dziesiątki razy w ciągu jednej nocy. Zasypiasz i po kilkudziesięciu sekundach się budzisz, zasypiasz i się budzisz, zasypiasz i budzisz.

Bezsenność w nocy, w ciągu dnia skutkuje obniżonym nastrojem, lenistwem, brakiem motywacji do działania, jak również ogólnie pesymistycznym stosunkiem do otaczającej rzeczywistości.

Po dwóch tygodniach niespania, w końcu przykrywam się kocem i zasypiam na 20 godzin. Budzę się zmęczony nienaturalnie długim snem, a nierozgrzane stawy wymagają długotrwałego treningu przed spacerem dłuższym niż te do i z łazienki.

Runnin’ up

Szósta rano. Wysypiam się tu nadzwyczaj dobrze, bo przed ciszą nocną do sali numer jeden mojego oddziału na czwartym piętrze z widokiem na lądowisko helikopterów i pięknym skajlajnem puszczy wkracza siostra z naręczem przeciwbólowych i nasennych narkotyków. I zachęca, by wybierać.

Oto czas na bezbolesny sen, na głębokie, realistyczne marzenia senne, na poranki z dobrym nastrojem.

I nie przeszkadzają już obce zapachy starszych współtowarzyszy, jęki pooperacyjne, parsknięcia salowej z białoruską chustką na głowie. Po obudzeniu bez lęków i z wypoczętą głową czytam z uważnością, pozwalam, aby Kurt Vile – choć słucham tej płyty już po raz tysięczny – mościł się i sadowił swoim spokojem i przestrzenią i tą fruwającą gitarą i tym wyluzowanym głosem w całej mojej głowie.

Nieustająca wojna dywizji neuronów

O co w gruncie rzeczy chodzi w opublikowanym miesiąc temu (23 października 2012) artykule Brenta Doirona i Ashok Litwin-Kumar, który już doczekał się wielu mniej lub bardziej fantazyjnych interpretacji? Tekst pod tytułem „Slow dynamics and high variability in balanced cortical networks with clustered connections” ukazał się w prestiżowym „Nature Neuroscience”, co już samo w sobie świadczy o doniosłości odkrycia.

Najważniejsze w odkryciu Doirona i Litwina-Kumara są: nowatorskie opisanie dynamiki pobudzeń neuronów w korze mózgowej oraz szczególnej architektury sieci neuronowych w mózgu. Stworzony przez badaczy model dobrze opisuje wyniki eksperymentów. Połączenia międzyneuronalne okazały się nie być równomiernie rozłożone w sieci, są one raczej zorganizowane w skupiska (klastry) o różnej wielkości i sile. Nie udało się – jak do tej pory – wyjaśnić do końca tej „społecznej” natury neuronów do grupowania się w klastry.

Jedną z prawdopodobnych odpowiedzi (o której nie piszą autorzy artykułu) może być rywalizacja poszczególnych neuronalnych klastrów o wpływ na poszczególne funkcje organizmu. Uzasadniałoby to fakt zastępowalności niektórych obszarów mózgu innymi w razie na przykład urazu mechanicznego albo udaru.

Ciekawe również w świetle hipotezy o rywalizacji (zgodnie z teorią Hamiltona jeszcze z lat 60. XX wieku, altruizm, czyli wspomaganie się nawet niespokrewnionych organizmów jest tak naprawdę współpracą w celu zwiększenia szansy na wspólny sukces) jest to, że nawet niewielkie klastry, co wynika z artykułu, miały duży wpływ na dynamikę sieci, co znaczy, że system wykazuje małą stabilność i dużą wrażliwość na warunki początkowe.

No i sprawa zdecydowanie najciekawsza w artykule, o którym mowa, to obserwacja badaczy, że nawet gdy mózg otrzymuje bardzo mało bodźców zewnętrznych (np. podczas snu), rywalizacja między klastrami jest przez cały czas nasilona, jakby walka o dominację trwała przez cały czas. Nawet w czasie, gdy nasz organizm odpoczywa, dywizje neuronów prowadzą nieustanną wojnę.

Ashok Litwin-Kumar & Brent Doiron, Slow dynamics and high variability in balanced cortical networks with clustered connections, Nature Neuroscience 15, 1498–1505 (2012)

Siódma piosenka o jesieni jest o potencjalności

W jednym z pierwszych wierszy Czesława Miłosza jest zachwycający fragment poświęcony porankom.

Niebo pękało o świcie, ukazując bezwstydne mięso słońca. / Ziemia, poryta tunelami, wstrząsana dreszczem pierwszych pociągów, syczała.

Kłopoty ze snem mają jedną wielką zaletę. Zasypianie i wybudzanie się co kilkadziesiąt minut oznacza bardzo intensywne przechodzenie z jawy, wprost w fazę REM. Wtedy marzenia senne są najbardziej intensywne i dojmujące, a granica między świadomością a jej brakiem właściwie umowna.

Wtedy wszystkie „gdyby” są blisko i o świcie wszystko dokładnie pamiętam. Wtedy sny są bardzo blisko aktualnych przeżyć i myśli. Bezsenność ma swoje dobre strony.

Kiedy budzisz się co kilkanaście minut, kilkadziesiąt razy w ciągu 4 godzin snu, wejście w lucid dreaming jest właściwie tylko kwestią chęci. To żadna magia ani ezoteryka, świadome śnienie to czysta fizjologia i bardzo pouczające doświadczanie swojego ciała. Leśmian nazwał Dusiołkiem tego pana, który przychodzi w momencie, kiedy się zasypia, a świadomość zapomina się wyłączyć. Mięśnie klatki piersiowej i przełyku wiodczeją, wchodząc w stan odpoczynku, a zasypiający czuje, jakby był przyduszany. Należy zaprzyjaźnić się z Dusiołkiem.

Od „gdyby” do tej bardzo namacalnej cielesności jest bardzo blisko. Pamiętam, jak którejś zimy, kilka lat temu, jeździłem mroźnymi świtami do pracy, dwieście kilometrów krajową „ósemką”. To była naprawdę mroźna zima, a ta droga, pełna tirów, ma może dwa prawdziwe zakręty. Dwieście kilometrów prostej asfaltowej nitki. Uwielbiałem wstawać o czwartej, mijać tiry na tej oblodzonej, pełnej kolein drodze, by na ósmą być w biurze na Fredry, a potem wracać w nocy tą samą trasą, kłaść się o dwudziestej trzeciej na swoim materacu, by następnego dnia powtórzyć ten sam rytuał. To było fizycznie ciężkie, ale nadawało życiu sens i cel. Nie było nad czym się zastanawiać, a zasypiało się w ciągu kilkunastu sekund. I o niczym się nie śniło.