Cultureclash

Dla mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej każde przekroczenie granicy na Odrze i Nysie jest szokiem kulturowym i wkroczeniem do świata egzotycznego.

Określenie Europa Środkowo-Wschodnia uważam za trafione choćby dlatego, że propagują je jednocześnie i niezależnie od siebie Miłosz, Kundera i Stasiuk, a to samo w sobie jest wystarczającym argumentem za siłą takiej zbitki. Wszystkich trzech bardzo cenię za postawienie mi symbolicznych milestones. Miłosz zrobił to Doliną Issy, Kundera Żartem, a Stasiuk – Duklą. Zresztą, wszyscy trzej są związani z miejscami położonymi w obrębie mojego terytorium. Z miejscami i – oczywiście – plemionami wyznaczającymi najbardziej głęboki rys na kulturze środkowo-wschodniej Europy. Autor Widzeń nad Zatoką San Francisco (kolejna bardzo ważna lektura, wprowadzenie we wrażliwą percepcję pop-kultury) to dla mnie Jadźwing w czystej postaci: zrównoważony, spokojny, sumienny. Pogodzony z deterministyczną naturą przyrody. Niby wierzący, a tak naprawdę, w głębi serca, religijny poganin. Z kolei Stasiuka zawsze uważałem za zukrainizowanego Poleszuka. Jego przyjaźń z Andruchowyczem jest tylko tego potwierdzeniem. Wystarczy przeczytać Białego kruka, potem Duklę, a następnie znów Jadąc do Babadag aby zrozumieć tkwiącą w nim sprzeczność pomiędzy zasiedziałym poleszuckim Stasiukiem tkwiącym na beskidzkim zadupiu z dala od ludzi, ze Stasiukiem szwędackim, szukającym przygody, zapędzającym się z butelką wina aż po samą Albanię. Ostatni z trzech, Milan Kundera dodaje do tego pierwiastek normański, niesłusznie pomijany w historiografii polskiej. Normanowie, rządzący Europą pod koniec pierwszego tysiąclecia po Chrystusie, nie mogli nie wprowadzić swojej krwi również do żył mieszkańców tego rejonu. Wiedzą o tym już od dawna Rosjanie, przekonują o tym świat badacze skandynawscy, tylko Polacy nie chcą o tym w ogóle słyszeć. A Milan Kundera i Czesi zawsze przypominali mi Skandynawów: kiedy trzeba poważnych, powściągliwych i wyrachowanych, kiedy indziej wylewnych i cynicznych. Łączy ich też pracowitość, swoboda seksualna, jawny ateizm i niechęć do współplemieńców. Szwedzi nie znoszą Norwegów pewnie jeszcze bardziej, niż Czesi – Polaków.

No więc takim szokiem kulturowym był nawet tak krótki, ponad tygodniowy wyjazd. Wszystko to jeszcze sobie układam powoli, powyższa dygresja wyczerpała energię przeznaczoną pierwotnie na napisanie o tytułowym cultureclash’u. Miało być o niemieckiej i socjologicznej przewidywalności, o kierowcach międzynarodowych autobusów oferujących przejazd osób, nocnej melachnolii autostrad i dróg ekspresowych, o tym, że Warszawa nawet przejazdem ciąży jak ołów i każe uciekać, oraz o tym, jak dziwne i piękne to wrażenie słuchać Jasmine Girl Ścianki na czterysta którymśtam kilometrze jazdy samochodem, po trzydziestu iluśtam godzinach w podróży, gdzieś między Zambrowem a Białymstokiem na kilka godzin po zmierzchu. Zarejestrowany zaledwie ułamek tego zamieszczam poniżej. Jest tam obraz i muzyka pomieszana z szumem mijanych aut. Nie ma już takiego fajnego zmęczenia, świstu wiatru w uszach i zapachu nocy.