Codziennik trzydziesty szósty – Tłusty Czwartek

urodzinytłusty.JPG

Dwa lata temu Tłusty Czwartek wypadał dokładnie w dzień drugich urodzin Małego. Wywieziono mi go wtedy do Olsztyna – odebrałem to – być może niesłusznie – jako kolejną próbę zniechęcenia mnie do spotykania się z Nim. Próbę oczywiście nieudaną.  Jeździłem tam jak szalony, przez trzy zimowe miesiące, co tydzień, trzysta czterdzieści kilometrów w jedną stronę, ma marne dwie godziny, po oblodzonych mazurskich ścieżynkach.

Nie było to łatwe, ale przetrwaliśmy i tę przeciwność. Teraz przed nami kolejne. Obaj walczymy jak na facetów przystało..

Dwa lata temu, w Tłusty Czwartek, zawiozłem Mu – oczywiście bezlaktozowe – urodzinowe pączki, które przez cały wieczór lepiła i smażyła mu wiecznie stęskniona i zakochana we wnuku, którego nie widzi, babcia Terka. Przez cały czas mam przed oczami tę scenę, jak siedzi z tortem i resorakiem na swoim ulubionym parapecie w bloku przy ulicy Wilczyńskiego, skąd zawsze patrzył i czekał, aż przyjadę, a potem machał mi na pożegnanie, kiedy po dwóch godzinach spotkania musiałem wracać drugie trzysta czterdzieści kilometrów po nocy. Wracałem w nocy z tonami szczęścia w sercu i energią na kolejny tydzień.

Reklamy