Nagrobków sprzątanie

Jestem już jednym z tych smutnych starców, którzy jesienne przedpołudnia spędzają na szorowaniu nagrobków swoich nieżyjących bliskich. Odkryłem, że zielona ławeczka przy grobie mojej prababci Anny Oryszczyszyn (zmarła w wieku lat 30 w latach trzydziestych ubiegłego wieku) i jej córki, ciotki Irki, na cmentarzu Farnym jest genialnym miejscem na czytanie i medytację). Będę to miejsce odwiedzał zapewne częściej).

Jurek

Jak by powiedział leżący tam metr pod ziemią dziadek Jurek, „lśni się jak psu jajca”. Szorowałem wczoraj ten jego, jego żony i syna grób i wspominałem jego robotniczy, mieszczański sznyt, zaprawiony lwowskim akcentem jego ojca. Był hydraulikiem w białostockim szpitalu wojewódzkim. Cieszył się wielkim poważaniem. Zacząłem go poznawać, gdy był już po sześćdziesiątce i na emeryturze, ale nawet wtedy, gdy szybko umierał na raka wszystkiego, odkrywałem jego cwaniacką, zaczepną naturę białostockiego chłopaka z dzielnicy. Zawsze podobała mi się jego fryzura. Po bokach podgolone, góra do tyłu. Był przystojny. Mam zdjęcie z około 1960 roku, jak kuca z synem przy sztucznym niedźwiedziu, pewnie w którymś z białostockich parków. Nie wzdychał, kiedy umierał. Nie miał pretensji. Po prostu się udusił.

Codziennik 110 – Nazwisko

Dziadek Jurek Oryszczyszyn, na rok przed swoją śmierci,ą pokazał mi groby swoich rodziców, ale potem nie mogłem już ich znaleźć. Potem jego przyrodnia siostra i jej córka pokazały mi groby moich ancestorów Oryszczyszynów. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Pradziadek wyjechał ze Lwowa do Paryża gdzieś około 1914 roku, pewnie spieprzał przed bolszewikami. Zatrzymał się w Białymstoku. Miał w życiu trzy żony (pierwsza zmarła, jak miała 23, a druga – 27 lat), działkę i konia w Hryniewiczach, ale potem mieszkał do śmierci na ulicy Południowej na Nowym Mieście. Wtedy ludzie z Hryniewicz chodzili na nogach i bez butów na msze w Białymstoku, dowiedziałem się wczoraj od cioci. Buty zakładało się na rogatkach miasta. Pradziadek Michał zmarł rok po moim urodzeniu, więc go nie pamiętam, ale on się ze mną poznał. No i teraz jesteśmy z moim Małym jedynymi dwoma mężczyznami w Polsce z tym nazwiskiem.

Krótka opowieść wigilijna

image

Ten facet po lewej stronie to mój dziadek – Jerzy Oryszczyszyn. Rodowity białostoczanin, który dzieciństwo spędził w drewianym domu na Nowym Mieście. Potem przyszła wojna i głód, który pozostawił w Jerzym nawyk nie wyrzucania chleba, choćby był czerstwy i zjadania wszystkiego z talerza, choćby żołądek się buntował. Przez całe życie pracował jako hydraulik w szpitalu Śniadeckich. Znał tam każdy zakamarek. Lubili go tam do tego stopnia, że kiedy 20 lat po jego przejściu na emeryturze trafiłem tam na chwilę, to lekarze (!) pytali, czy jestem wnukiem Jurka Oryszczyszyna.

W 57 roku urodził się mu syn, a potem mój ojciec. Razem z babcią tworzyli normalną proletariacką rodzinę. Mieszkali w bloku przy ulicy Broniewskiego. Ona – kucharka w szkole, on – prosty robotnik, byli bardzo dumni z syna, który w końcu został szanowanym naukowcem. Zakochani w nim bezkrytycznie i ślepo.

Gdzie w tym wszystkim opowieść wigilijna? Urodziłem się w marcu, więc pierwsze święta spędzałem jako zasrany dziewięciomiesięczny szczyl, niewiele jeszcze ogarniający to, co się wokoło dzieje. Mieszkaliśmy w pracowniczym mieszkaniu na Bema, współdzieląc je z inną uniwersytecką rodziną. Kiedy dziadek dowiedzial się, że mały, osrywający się co dwie godziny Radek nie będzie miał w domu choinki, w obliczu braku takowych w sprzedaży, wziął siekierę, schował ją pod kożuch, poszedł do Parku Zwierzynieckiego, własnoręcznie wyrąbał odpowiednie drzewko i przytaszczył je do naszego mieszkania.

Taką historię opowiedziała mi dzisiaj matka.

Dwadzieścia parę lat później dziadek siedział – jak co roku – przy wigilijnym stole. Nagle osunął się z krzesła. Karetka, szpital i jeszcze tego samego dnia diagnoza: rak mózgu z przerzutami. Maksymalnie miesiąc, dwa życia. Lekarz miał rację. Na początku lutego dziadek zmarł. Przedtem zdążył schudnąć 20 kilogramów, bo guz na przełyku uniemożliwiał mu jedzenie.

Dziadek był jedynym mężczyzną z tym nazwiskiem w Polsce. Miał jednego syna, a ja jestem jego jedynym wnukiem.