Ojciec

Mój ojciec był niezwykłym człowiekiem. Skrajnie inteligentnym i błyskotliwym. Zagadki analityczne rozwiązywał bez mrugnięcia okiem, był pod tym względem geniuszem. Pozwalał mi na wszystko, miałem dzięki niemu wspaniałe dzieciństwo, mimo rozbitego związku z moją mamą. Pochodził z prostej, robotniczej rodziny, dlatego jego karierę naukową traktowano jako wielką dumę rodzinną. Jednocześnie był osobą skrajnie nieporadną w sprawach życiowych, społecznych i emocjonalnych. Nie poddawał się przy całkach, ale poddawał się łatwo jeśli chodziło o sprawy życiowe. Po rozstaniu z mamą popadł w wieloletnią depresję, tak samo, jak jego ojciec po śmierci mojej babci Ani ze Stolina, z domu Linkiewicz. Miłość do żon była całym ich życiem, więc po jej utracie, obaj z dziadkiem popadli w stagnację i smutek. Naiwność i prostota to określenia, które najlepiej opisują osobowość mojego dziadka i ojca. Każdego dnia przekonuję się, jak blisko jest mi do tych nieżyjących już facetów.

Jurek

Jak by powiedział leżący tam metr pod ziemią dziadek Jurek, „lśni się jak psu jajca”. Szorowałem wczoraj ten jego, jego żony i syna grób i wspominałem jego robotniczy, mieszczański sznyt, zaprawiony lwowskim akcentem jego ojca. Był hydraulikiem w białostockim szpitalu wojewódzkim. Cieszył się wielkim poważaniem. Zacząłem go poznawać, gdy był już po sześćdziesiątce i na emeryturze, ale nawet wtedy, gdy szybko umierał na raka wszystkiego, odkrywałem jego cwaniacką, zaczepną naturę białostockiego chłopaka z dzielnicy. Zawsze podobała mi się jego fryzura. Po bokach podgolone, góra do tyłu. Był przystojny. Mam zdjęcie z około 1960 roku, jak kuca z synem przy sztucznym niedźwiedziu, pewnie w którymś z białostockich parków. Nie wzdychał, kiedy umierał. Nie miał pretensji. Po prostu się udusił.

Dzień Chłopaka

Kalendarz ścienny poinformował mnie, że 30 września to Dzień Chłopaka. Ja też mam chłopaka. Składam więc Mu życzenia. Przede wszystkim życzenia cierpliwości wobec bliskich.

Codziennik 167 – Balkon pełen kwiatów

Znowu balkon zapełnił się kwiatami. Co roku jest ich więcej i co roku wkładam w ich przygotowanie więcej samodzielności. Wysiewam, podlewam, czekam, pikuję, przesadzam, pozbawiam zwiędłych liści.

Czekałem długo, bo pogoda nie sprzyjała wystawianiu roślin na balkon. W końcu jednak musiałem to zrobić, choćby dlatego, że czeka mnie pojutrze kolejna sądowa batalia o prawa mojego syna do kontaktów z jego najbliższymi.

Nie postrzegam przyszłości dobrze, bo zobaczyłem już zbyt wiele nienawiści, złych chęci, zazdrości i zwykłej podłości, by mieć nadzieję, że cokolwiek zmieni się na lepsze.

Postanowiłem jednak walczyć do końca, w takim zakresie, jaki przewiduje polskie prawo. Tak, abym mógł mu kiedyś spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć: „walczyłem o ciebie”.

Gdyby jednak druga strona wykazała choć minimalne przejawy dobrej woli, zapomniałbym o tych wszystkich rzeczach, które jego i nas spotkały w ciągu ostatnich lat. Zapomniałbym o nich w pół sekundy.