Sieci społeczne w islandzkich sagach o Wikingach

Okazuje się, że Wikingowie, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, posiadali bardzo złożony system społeczny. Przeczy to stereotypowym wizerunkiem Wikingów jako milczących, agresywnych dzikusów. Zajęli się tym problemem Pádraig Mac Carron and Ralph Kenna z University’s Applied Mathematics Research Centre. Przeprowadzili oni w tym celu szczegółową analizę relacji społeczych opisanych w znalezionych na Islandii manuskryptach.

Wyniki opisano w European Physical Journal. Podstawowym celem analizy było zweryfikowanie, na ile sagi opisujące życie Wikingów mają związek z rzeczywistością. W badaniu zastosowano statystyczną analizę zachowania sieci społecznych. Poszczególne węzły reprezentują w niej jednostki lub grupy, połączone różnego rodzaju powiązaniami (rodzinnymi, politycznymi, ekonomicznymi i innymi).

Autentyczność pochodzących z czasów osiedlania Islandii dokumentów, na których oparte jest badanie, bywa poddawana w wątpliwość. Krytycy twierdzą, że zawierają one zafałszowany obraz ówczesnego społeczeństwa, a badania Mac Carrona i Kenna potwierdzają te błędy.

Rozrysowali oni interakcje między ponad 1500 postaci pojawiających się w 18 sagach, w tym pięciu najbardziej znanych epickich opowieściach. Wynikło z nich, że ogólnie rzecz biorąc, sagi Wikingów odzwierciedlają dosyć dokładnie rzeczywistą strukturę i dynamikę sieci społecznych. O ile opowieści o banitach mają podobne właściwości do europejskich historii o bohaterach, to – na przykład “sagi rodzinne” różnią się od swoich późniejszch odpowiedników w Europie.

Wykazano również, że powieści Tolkiena, pozostającego pod silnym wpływem literatury nordyckiej, mają inną strukturę od sag kultury Wikingów.

Naukowcy podkreślają, że ich badanie różni się zasadniczo od tradycyjnego podejścia do badań porównawczych starożytnych tekstów. Tamte skupiają się na aspektach jakościowych, podczas gdy tu zastosowano metody statystyczne. Skoncentrowano się nie na poszczególnych postaciach i wydarzeniach, ale na relacjach. Dzięki temu udowodniono, że społeczeństwo opisane w sagach ma właściwości podobne do tych występujących w realnych sieciach społecznych. 

Za: http://www.alphagalileo.org/ViewItem.aspx?ItemId=134994&CultureCode=en

Reklamy

Cultureclash

Dla mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej każde przekroczenie granicy na Odrze i Nysie jest szokiem kulturowym i wkroczeniem do świata egzotycznego.

Określenie Europa Środkowo-Wschodnia uważam za trafione choćby dlatego, że propagują je jednocześnie i niezależnie od siebie Miłosz, Kundera i Stasiuk, a to samo w sobie jest wystarczającym argumentem za siłą takiej zbitki. Wszystkich trzech bardzo cenię za postawienie mi symbolicznych milestones. Miłosz zrobił to Doliną Issy, Kundera Żartem, a Stasiuk – Duklą. Zresztą, wszyscy trzej są związani z miejscami położonymi w obrębie mojego terytorium. Z miejscami i – oczywiście – plemionami wyznaczającymi najbardziej głęboki rys na kulturze środkowo-wschodniej Europy. Autor Widzeń nad Zatoką San Francisco (kolejna bardzo ważna lektura, wprowadzenie we wrażliwą percepcję pop-kultury) to dla mnie Jadźwing w czystej postaci: zrównoważony, spokojny, sumienny. Pogodzony z deterministyczną naturą przyrody. Niby wierzący, a tak naprawdę, w głębi serca, religijny poganin. Z kolei Stasiuka zawsze uważałem za zukrainizowanego Poleszuka. Jego przyjaźń z Andruchowyczem jest tylko tego potwierdzeniem. Wystarczy przeczytać Białego kruka, potem Duklę, a następnie znów Jadąc do Babadag aby zrozumieć tkwiącą w nim sprzeczność pomiędzy zasiedziałym poleszuckim Stasiukiem tkwiącym na beskidzkim zadupiu z dala od ludzi, ze Stasiukiem szwędackim, szukającym przygody, zapędzającym się z butelką wina aż po samą Albanię. Ostatni z trzech, Milan Kundera dodaje do tego pierwiastek normański, niesłusznie pomijany w historiografii polskiej. Normanowie, rządzący Europą pod koniec pierwszego tysiąclecia po Chrystusie, nie mogli nie wprowadzić swojej krwi również do żył mieszkańców tego rejonu. Wiedzą o tym już od dawna Rosjanie, przekonują o tym świat badacze skandynawscy, tylko Polacy nie chcą o tym w ogóle słyszeć. A Milan Kundera i Czesi zawsze przypominali mi Skandynawów: kiedy trzeba poważnych, powściągliwych i wyrachowanych, kiedy indziej wylewnych i cynicznych. Łączy ich też pracowitość, swoboda seksualna, jawny ateizm i niechęć do współplemieńców. Szwedzi nie znoszą Norwegów pewnie jeszcze bardziej, niż Czesi – Polaków.

No więc takim szokiem kulturowym był nawet tak krótki, ponad tygodniowy wyjazd. Wszystko to jeszcze sobie układam powoli, powyższa dygresja wyczerpała energię przeznaczoną pierwotnie na napisanie o tytułowym cultureclash’u. Miało być o niemieckiej i socjologicznej przewidywalności, o kierowcach międzynarodowych autobusów oferujących przejazd osób, nocnej melachnolii autostrad i dróg ekspresowych, o tym, że Warszawa nawet przejazdem ciąży jak ołów i każe uciekać, oraz o tym, jak dziwne i piękne to wrażenie słuchać Jasmine Girl Ścianki na czterysta którymśtam kilometrze jazdy samochodem, po trzydziestu iluśtam godzinach w podróży, gdzieś między Zambrowem a Białymstokiem na kilka godzin po zmierzchu. Zarejestrowany zaledwie ułamek tego zamieszczam poniżej. Jest tam obraz i muzyka pomieszana z szumem mijanych aut. Nie ma już takiego fajnego zmęczenia, świstu wiatru w uszach i zapachu nocy.