Łukasz Grass „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą”

najlepszy

Bohaterem tej książki jest Jerzy Górski – były narkoman, który będąc na granicy życia i śmierci podniósł się i stał jednym z największych triathlonistów w historii tej dyscypliny. Jego historię spisał Łukasz Grass – dziennikarz, ale także sportowiec. Dzięki tej książce i nakręconemu niedawno filmowi z Jakubem Gierszałem w roli głównej, o Górskim dowiedział się świat. Z osoby legendarnej w swoim środowisku, on i jego życie stały się inspiracją dla wielu narkomanów, alkoholików i wszystkich innych, którzy przestali panować nad swoim życiem. A Jerzy Górski organizuje zawody sportowe, jeździ po Polsce na spotkania motywacyjne i opowiada swoją historię.

To dobrze, bo osób o tak silnym charakterze, które potrafiły wydobyć się z kompletnego dna heroiny, wódy i więzienia, a w dodatku osiągnęły wielki sportowy sukces jest niewiele. Same nawet medale i pozycje na podiach prestiżowych zawodów nie robią takiego wrażenia, jak samo uświadomienie skali wysiłku, jaki podejmują osoby uprawiające tę dyscyplinę. Nie chodzi o przebiegnięcie czterdziestu dwóch kilometrów maratońskiego dystansu w cztery lub pięć godzin.

Triathlon nie ma ustalonych dokładnie zasad, ale z reguły jest to kilka kilometrów pływania, od trzystu do pięciuset kilometrów jazdy rowerem i kilkadziesiąt kilometrów biegu. W 1995 roku Górski wziął udział w zawodach Ultraman World Championship na Big Island, gdzie dystans 10 km pływania, 421 km jazdy na rowerze i 84 km biegu pokonał w 31 godzin, 43 minuty i 32 sekundy. Zrobił to w wieku 40 lat, a jeszcze dekadę wcześniej był zaszczanym, pokaleczonym ćpunem wypalającym sto papierosów dziennie, uzależnionym od alkoholu i heroiny.

Robi to wrażenie przede wszystkim z medycznego i psychologicznego punktu widzenia. Heroina potrafi zabić w ciągu roku, alkohol – w ciągu kilku lat, papierosy – kilkunastu. Górski doprowadził swoje ciało do stanu wybitnego sportowca-profesjonalisty. Sprawa absolutnie niebywała.

Książka opisuje ten proces, ale nie daje odpowiedzi na trzy bardzo ważne pytania. Po pierwsze, dlaczego człowiek o takim potencjale samozaparcia, samodyscypliny i upartości w dążeniu do celu, rozpoczął drogę w dokładnie odwrotnym kierunku. Nie dowiadujemy się też, co się stało, że rozpoczął walkę. Nie dostajemy też odpowiedzi na pytanie, dlaczego są ludzie z kompletnego dna od razu chcą wspinać się na same szczyty.

Przypuszczam, że Jerzy Górski jest rodzajem psychicznego i fizycznego ewenementu, który spotyka się raz na kilka milionów. Nie sądzę więc, aby jego życie mogło być inspiracją dla absolutnej większości ludzi, którzy z jakichś powodów nie radzą sobie z życiem. Niewiele jest osób, które – tak jak Górski – z maniakalnym uporem zabijają się nałogami i bardzo niewiele jest takich, które z tak maniakalnym uporem idą ku przeciwnemu ekstremum. Jest bardziej ciekawostką, niż inspiracją.

Dość powiedzieć, że z książki nie dowiadujemy się prawie nic ożyciu rodzinnym Górskiego, poza nielicznymi wzmiankami o matce. Nie ma nic o kobietach, a z ludzi, którzy pomogli Górskiemu nieco więcej wspomina o Marku Kotańskim, którego zresztą widział kilka razy w życiu. Z audycji radiowej, w której uczestniczył Górski, wyłania się człowiek skromny, zaś z książki – człowiek uzależniony od wrażeń i doświadczeń ekstremalnych. Uzależnienie to droga, którą wybiera  jakaś część z nas. Po to, aby zapewnić mózgowi napływ hormonów szczęścia, większość wybiera fajną pracę, rodzinę, dobry samochód, wczasy nad morzem. Dla innych, jak Górskiemu, taki poziom dopaminy i endorfiny, jaki satysfakcjonuje większość zwyczajnych ludzi, nie wystarcza. Ci wybierają szybkie, mocne strzały: wódę, inne narkotyki albo doprowadzenie ciała wielogodzinnym wysiłkiem do takiego cierpienia, że potem może być już tylko tak pięknie, jak w narkotykowej ekstazie.

Filmu nie oglądałem, więc nie wiem, jak spisał się Gierszał.

Michel Henry – Narkotyki. Dlaczego legalizacja jest nieuchronna?

Trudno zrozumieć, dlaczego praca zbierająca tak oczywiste, oparte na zdrowym rozsądku argumenty, stanowi jednocześnie zjawisko wyjątkowe wśród rzeczy o narkotykach wydanych w języku polskim.

To, że legalizacja substancji psychoaktywnych jest również z punktu widzenia wrogów narkotyków jedynym realistycznym i rozsądnym rozwiązaniem, jest sprawą oczywistą. Ci, którzy doszli do tego za pomocą zdrowego rozsądku, znajdą w książce Henry’ego jedynie potwierdzenie swoich wniosków. Ci natomiast, którzy z różnych powodów nie chcą zaakceptować faktu, iż z przesłanki negatywnego nastawienia do narkotyków nie musi wypływać wniosek o żądanie prohibicji, na podstawie szeregu argumentów zebranych przez autora, prawdopodobnie zmienią swoje zdanie.

Historyczny przykład prohibicji na alkohol w Stanach Zjednoczonych l. 20 ubiegłego wieku pokazuje, że zakaz spożywania substancji, na którą istnieje duże społeczne zapotrzebowanie nie tylko nie spowoduje spadku konsumpcji (niektórzy twierdzą, że w tym okresie spożywano więcej alkoholu, niż wcześniej), ale – pozbawiając państwo ważnego źródła dochodu – rozwinie ogromną przestrzeń szarej strefy, pełnej bandytów, mafiosów, przestępczości i szemranych interesów. Kontrola nad tym rynkiem staje się iluzją, a aparat policyjno-sądowy walczący ze zjawiskiem – nieudolny i generujący ogromne koszty.

Ważnym argumentem przywołanym w książce, który nie pojawia się zbyt często w debatach na temat legalizacji, jest kulturowy wymiar środków psychoaktywnych. Wszystkie znane nam społeczeństwa odurzają się w taki lub inny sposób i – jak się okazuje – różne sposoby regulowania tej przestrzeni życia okazują się mało skuteczne. Holandia, która stosuje liberalny sposób postępowania wobec tzw. “miękkich narkotyków”, notuje raczej niski odsetek użytkowników na przykład konopii, dostępnych tam – jak wiadomo – legalnie. W kraju, który jest największym producentem opium na świecie – Afganistanie – użytkownicy heroiny stanowią mało liczący się odsetek. Podobnie, jak kokainiści w Kolumbii. Z drugiej strony, w Stanach Zjednoczonych, stosujących bardzo opresywny system karania za posiadanie i korzystanie z narkotyków, odsetek narkomanów jest jednym z najwyższych na świecie.

Dominujący paradygmat, w oparciu o który nie możemy – jako społeczeństwo – zalegalizować narkotyków, gdyż pozostawałoby to w konflikcie z naszym systemem wartości, jest rażącym przykładem społecznej hipokryzji, będącej jednocześnie barbarzyńskim atakiem na zdrowy rozsądek i logikę. Nawet jeśli argumenty “z rozsądku” wskazują na to, że legalizacja jest najskuteczniejszym sposobem walki z narkomanią, to argumenty “z wartości” (religijne, etyczne, wywodzące się z trdycji), każą nam stać w okopach przyjętych rozwiązań i z czystym sumieniem patrzeć na dzieciaki wbijające sobie w żyły brudne strzykawki z brudną heroiną.

Christopher Andersen – Mick: Szalone życie i geniusz Jaggera

Przebrnąwszy przez te kilkaset stron opowieści o życiu Micka Jaggera nie otrzymujemy – wbrew obietnicom na okładce – odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę jest wokalista Rolling Stonesów. Christopher Andersen skreślił w gruncie rzeczy porządną faktograficznie biografię, ale – z drugiej strony – mam poczucie, że jednocześnie spieprzył potencjał jednego z najciekawszych, najbarwniejszych, najbardziej wybuchowych życiorysów ubiegłego stulecia.

Andersenowi nie udało się pozyskać samego Micka do pracy nad tą biografią, co może dziwić, bo może nie czytamy hagiografii, ale jeśli by odczytywać stusunek autora do Micka, to jest on raczej lekko złośliwie życzliwy. Podobno Mick wręcz blokował kontakt Andersenowi z osobami z otoczenia zespołu. Mimo tych trudności, autorowi biografii udało się dotrzeć do dziesiątek osób, które sprzedawały mu głównie plotki z intymnych sfer życia gwiazdy.

Niestety, ta książka składa się głównie raczej z banalnych, brukowych anegdotek o kolejnych oficjalnych i nielegalnych kochankach Jaggera. Drugim istotnym tematem jest budowany przez lata majątek wokalisty Stonesów. Czytamy więc kilkusetstronnicową wyliczankę z kim się to Mick nie przespał, gdzie i za ile kupił kolejną nieruchomość itd. Wszystko to jest bardzo nużące.

Muzyka jest w tej książce potraktowana po macoszemu. Nawet próby egzegezy tekstów Micka, przecież pełnych aluzji i odniesień do życia osobistego, są bardzo rzadkie. W ogóle zespół, poza Keithem Richardsem i Brianem Jonesem, jakby w tej książce nie istniał. Stanoi on tło dla glamour – life Micka Jaggera.

Książka Andersena jest solidnym rzemiosłem na obszernym obszarze biografii sławnych ludzi, które tak uwielbiają za oceanem. Nie ma w niej jednak żadnej prawdy o Jaggerze, a jeśli jest, to bardzo płytka i smutna dla samego Micka.

Marek Raczkowski – Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

raczkowskiMarek Raczkowski jest jak pasta Marmite – można go albo kochać, albo nienawidzić. Należę do tej pierwszej połowy ludzkości, dlatego bez większych wahań dołożyłem się do narkotyków i dziwek dla rysownika „Przekroju”. W przygotowaniu książki-cegiełki na tę zbiórkę pomagała Raczkowskiemu jego przyjaciółka Magda Żakowska. Formuła wywiadu-rzeki sprawdziła się znakomicie. Rysownik okazuje się świetnym, błyskotliwym i zaskakującym co chwila rozmówcą. A przede wszystkim – mistrzem autokreacji.

Nie pokocha i nie zrozumie Raczkowskiego ten, kto potraktuje go poważnie. Przypominasz sobie ten happening z przyozdabianiem psiego łajna flagą narodową, który rysownik odstawił w programie Kuby Wojewódzkiego? Jeśli byłeś oburzony i zdumiony, najprawdopodobniej padłeś ofiarą pułapki zastawionej przez tego sprytnego, hiperinteligentnego mistrza autokreacji. Jeśli byłeś tą akcją zachwycony, nie myśl, że Raczkowskiego to ucieszyło. Narodowa wściekłość była jego celem. Nie bez przyczyny bliskim przyjacielem Raczkowskiego jest Jerzy Urban – człowiek, który z nienawiści pod swoim adresem uczynił sposób na zarabianie pieniędzy. Bohater książki, którą niedawno skończyłem czytać, również jest wirtuozem kreowania miłości i nienawiści, a pomaga mu w tym genialna wrażliwość na Polskę i Polaków. Nie ma wielu, którzy rozumieliby ten kraj tak dobrze, jak on.

Opowieść Raczkowskiego o swoim życiu jest w zasadzie zapętloną narracją wokół trzech pojęć. Polska, seks i Kościół Katolicki to tematy, które powracają co chwila w różnych konfiguracjach. Zręczność manipulacji Czytelnikiem, jaką posiada Raczkowski, polega na bardzo wyrafinowanym, subtelnym wręcz wodzeniu za nos: pokazywaniu „ludzkiej” twarzy rysownika (kocham ten kraj, nie jestem wcale lubieżny, byłem bardzo religijny), by za chwilę przywalić w potylicę ostrą satyrą na Prawicę, wyznaniem o upodobaniu do uwodzenia chudych nastolatek albo żartem o proboszczu-pedofilu.

Nie będziesz się dobrze bawił, jeśli potraktujesz tę rozmowę na serio. Tutaj chodzi o to, byś się oburzał, a jednocześnie brnął dalej w mitomańskie zwierzenia Marka Raczkowskiego. Bo jest to książka lekka, ale wyrafinowana w swoich socjotechnicznych intencjach. W rzeczywistości Raczkowski nie jest tym, o którym tutaj opowiada. Jest znacznie lepszy, lub…. o wiele gorszy.

Pochwała pigułek

Zaprawdę, powiadam wam, żyjemy w pięknych czasach. Lekarze bezinteresownie wypisują ludziom recepty na narkotyki. Mówisz i masz. Pesel, adres zamieszkania i biegniesz do apteki. Pigułki każdego rodzaju, neuroleptyki, opioidy, enylopiperydyny, benzodiazepiny. Na sen imidazopirydyny, kwetiapina, jednak najlepsza dla bezsennych dusz znużonych halucynogennymi krótkotrwałymi tripami, tym, którym zależy na spokojnym, głębokim śnie, jest promazyna – euroleptyczny lek psychotropowy, bliska siostra fenotiazyny.

Strach przed tabletkami jest bezzasadny. Czasy są takie, że to farmaceutyka podąża za coraz bardziej wysublimowanymi potrzebami zmęczonych życiem, znerwicowanych, złych na świat trzydziestoletnich starców. Należy więc korzystać ile wlezie z dobrodziejstw medycyny, chyba że najlepszym lekarstwem na bóle i smutki ma być butelka wódki, ewentualnie mocny sznur powieszony w piwnicy peerelowskiego bloku.

Wybierzmy więc życie, wybierzmy więc pigułki. Rano jedna na depresję, jedna na lęki, wieczorem jedna na sen. Ta drobna inwestycja zwróci się kolejnymi trzydziestoma latami w umiarkowanym smutki i melancholii, które przecież są w sumie najbardziej twórczymi nastrojami, jakie może sobie wymarzyć każdy artysta.