Pelargonie

Po powrocie z sądu, gdzie po raz kolejny zderzyłem się z paradoksami biurokracji i bezdusznego traktowania mojego syna i jego życia, wniosłem schorowanego psa sąsiadki na trzecie piętro, a potem wystawiłem na klatkowy parapet kolejną partię pelargonii. Przyglądałem się dzisiaj długo tym kwiatom, które spędzają już trzecią albo czwartą zimę na klatce, by wiosną wrócić na świeże powietrze. Jakże te niepozorne, często przeze mnie zaniedbywane, stworzenia, zmieniają atmosferę, ocieplają klatkowy chłód, stanowią przedsionek domu! Myślę często nieskromnie o tym, ilu sąsiedzkich kłótni, idiosynkrazji i sprzeczek zapobiegły te pelargonie. Pewnie żadnej, ale fajnie jest się w ten sposób mylić. W niedzielę jadę do syna, w sam środek paszczy lwa. Znowu uwierzyłem w dobre deklaracje i obietnice. Naiwność to moje drugie imię.

Codziennik 167 – Balkon pełen kwiatów

Znowu balkon zapełnił się kwiatami. Co roku jest ich więcej i co roku wkładam w ich przygotowanie więcej samodzielności. Wysiewam, podlewam, czekam, pikuję, przesadzam, pozbawiam zwiędłych liści.

Czekałem długo, bo pogoda nie sprzyjała wystawianiu roślin na balkon. W końcu jednak musiałem to zrobić, choćby dlatego, że czeka mnie pojutrze kolejna sądowa batalia o prawa mojego syna do kontaktów z jego najbliższymi.

Nie postrzegam przyszłości dobrze, bo zobaczyłem już zbyt wiele nienawiści, złych chęci, zazdrości i zwykłej podłości, by mieć nadzieję, że cokolwiek zmieni się na lepsze.

Postanowiłem jednak walczyć do końca, w takim zakresie, jaki przewiduje polskie prawo. Tak, abym mógł mu kiedyś spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć: „walczyłem o ciebie”.

Gdyby jednak druga strona wykazała choć minimalne przejawy dobrej woli, zapomniałbym o tych wszystkich rzeczach, które jego i nas spotkały w ciągu ostatnich lat. Zapomniałbym o nich w pół sekundy.

Codziennik 162 – Balkon

96300325_10164481764545643_7780196797003071488_o

Balkon eksplodował.

Codziennik 126 – Kwiaty w sypialni

79541093_10163661785880643_3601516161449066496_o.jpg

Codziennik osiemdziesiąty drugi – syngonium

20191019_105041.jpg

Rosnące na wewnętrznym oknie między kuchnią a łazienką syngonium używam jako narzędzie codziennej, spontanicznej medytacji przy gotowaniu lub zmywaniu naczyń. Rośliny, a jest ich tutaj kilkadziesiąt, są bardzo wdzięcznymi istotami przy treningu uważności.

Polska nazwa syngonium to „zroślicha”. Zrastać. Jednocześnie wrastać w to miejsce, ukorzeniać się w tym miejscu, zrastać się, ale też wyrastać ku światłu, ku temu, co lepsze.

Przypatrywanie się im w skupieniu, obserwowanie ich nieruchomego rozwoju. Jesiennego przygotowywania do hibernacji, wiosennego, gwałtownego rozwoju.

Sąsiedzi, którzy z różnych powodów czasami do mnie zaglądają, prawdopodobnie patrzą na te kwiaty i myślą: „na pewno pedał”. Nie pedał.