Pelargonie

Po powrocie z sądu, gdzie po raz kolejny zderzyłem się z paradoksami biurokracji i bezdusznego traktowania mojego syna i jego życia, wniosłem schorowanego psa sąsiadki na trzecie piętro, a potem wystawiłem na klatkowy parapet kolejną partię pelargonii. Przyglądałem się dzisiaj długo tym kwiatom, które spędzają już trzecią albo czwartą zimę na klatce, by wiosną wrócić na świeże powietrze. Jakże te niepozorne, często przeze mnie zaniedbywane, stworzenia, zmieniają atmosferę, ocieplają klatkowy chłód, stanowią przedsionek domu! Myślę często nieskromnie o tym, ilu sąsiedzkich kłótni, idiosynkrazji i sprzeczek zapobiegły te pelargonie. Pewnie żadnej, ale fajnie jest się w ten sposób mylić. W niedzielę jadę do syna, w sam środek paszczy lwa. Znowu uwierzyłem w dobre deklaracje i obietnice. Naiwność to moje drugie imię.