Codziennik czterdziesty drugi – dzwoni Syn

 

SzósDSC05196.jpgta rano. Dzwoni telefon.

Syn.

– cześć stary gruby cepie, nie obudziłem?

– nie – odpowiadam zaspany

– przeproś babcię Terkę, że nie mogę jej złożyć życzeń osobiście, ale obaj wiemy, jak jest – mówi

– spoko – mówię półprzytomny.

– weź jedź do sklepu i jakieś kwiatki jej kup, takie które lubi, goździki albo inne róże daj – że niby ode mnie – czaisz?

– spoko, już jadę

– dzięki, to nara, muszę kończyć, bo mnie zaraz przyczają te wiedźmy tutaj.

– ok, już jadę.

Reklamy

Szósta rano. Budzi mnie telefon.

20180308_084737

Szósta rano. Budzi mnie telefon. Syn dzwoni. Odbieram

– No co tam synku? – pytam zaspany.

– Cze stary, nie przeszkadzam? Sprawa jest.

– No co tam trzeba?

– Bo dzisiaj jest chyba ten, jak to się nazywa, Dzień tych, no Kobiet.

– No jest, chcesz mi złożyć życzenia?

– Nie, he he. Bo ja uziemiony jestem, mam szlaban w domu, potem przedszkole muszę ogarnąć, ogólnie rozgardiasz. Możesz kupić babci Terce z Białegostoku jakieś kwiatki i życzenia jej byś złożył od wnuka, wiesz jak jest.

– Ok, nie ma sprawy, synu, a jakie kwiaty?

– No nie pamiętam nazwy, te co za twoich czasów, znaczy przed wojną, he he, dawali. I wszystkim babkom, które znasz złóż ode mnie życzenia. Tym, które znasz dobrze, tym, które słabo i tym, których w ogóle. Wszystkim, ogarniasz, cepie?

– No ok.

– Dzięki. Nara.

 

Jeszcze goździki poproszę

No więc jesień równa się goździki. Nie pamiętam, kto mi sprzedał ten patent z goździkami. Kiedy robi się zimno, kupujesz w spożywczym całe opakowanie. I wkładasz do bocznej kieszeni kurtki, torby, czegokolwiek. I jak wychodzisz z domu, a wiatr zaczyna przeszywać twoje ciało, wkładasz jedno takie maleństwo pod język. Po kilku chwilach staje się miękkie, a po buzi rozlewa się rozkoszny, słodko-gorzki smak. Smak, który działa antyseptycznie, przeciwbólowo, odświeżająco. Ale przede wszystkim sprawia, że zaczynasz ogarniać tę jesień wszystkimi zmysłami. I już rozumiesz, jak ponuro i jednocześnie uroczo polska jest to pora roku. „A u was nuda i bieda, myszy, deszcz i Polska”, czytasz u Gałczyńskiego. A potem przypominasz sobie te wszystkie gorzkie lektury, tego Hłaskę i Świetlickiego, te naiwne polskie zespoły rockowe, te teksty nasuwające się na usta przy każdej okazji, każdym nieodebranym telefonie, niejednoznacznym esemesie, nieobecności wśród aktywnych na Facebooku, przy każdej kawie pitej w knajpie. Czujesz zapach tych słów w grzanym winie w Lalkach, w woni orzechówki, kiedy niedługo przed północą zamawiasz pięćdziesiątkę tylko po to, aby ją powąchać, zarzucić płaszcz, wcisnąć w uszy słuchawki i wyjść w ogarnięte mgłą miasto. I wreszcie to coś pomiędzy infantylnością, szczerością i głębokim strachem przed rozczarowaniem przestaje ci przeszkadzać, bo wiesz, że rodząc się w tym kraju zostałeś skazany na te wielomiesięczne, smutne miesiące słoty i marazmu, kiedy jedyną pociechą są te drobne, krótkotrwałe przyjemności. Te kilkanaście minut spędzonych razem w samochodzie, ten zapach wódki orzechowej, to grzane wino w Lalkach, ten smak goździka pod językiem.

Allium i Dianthus

dscf09831W takiej porze, jak ta i w takim miejscu naprawdę ryzykowne jest zbyt długie przesiadywanie nocą przy książce, filmie czy komputerze. Dzień jest naprawdę bardzo krótki, a jeśli się budzisz po dwunastej, zostają ci tylko trzy godziny słońca. Na taką porę roku zaleca się dużo spacerów, mało ciężkiego jedzenia i picia i minimum stresów. Goździki pod język i dużo czosnku w każdej postaci. Ten pierwszy znakomicie odświeża oddech, a drugi najlepiej smakuje spożywany na dwa sposoby: albo na kanapce z chlebem i masłem, koniecznie posypanej solą, albo – a to już prawdziwa uczta – w liczbie trzech ząbków wciśniętych do greckiego, ciężkiego i gęstego jogurtu, rozrzedzonego dobrą oliwą z oliwek. W nocy przetrawiony czosnek ucieka wszystkimi porami w skórze, ale to pora dobra na przetaczanie czosnku przez pory. Podobne, antyseptyczne działanie mają żute bez pośpiechu suszone pączki goździkowca korzennego. Czosnek i goździk to bardzo jesienne smaki i zapachy.

dscf09981Jak pisze Poeta, „potwierdziły się plotki o nadejściu jesieni„, dlatego warto te trzy godziny promieni słonecznych dziennie kierować na ładne i ciekawe miejsca. Spacer nad rzekę jest świetnym pomysłem, jeśli niepokoi Was odchodzące w przeszłość lato. Wtedy najlepiej założyć na uszy słuchawki i zapętlić najważniejszą jesienną piosenkę, jaka powstała:

dscf0953A jeśli niepokoi Was trochę bardziej odległa przeszłość i jako starsi bracia w wierze macie się nieźle na białostockich uczelniach wyższych, prasie, telewizji i muzeach, konieczne odwieźcie jeszcze tej jesieni żydowski cmentarz na ulicy Wschodniej w Białymstoku. Cmentarze żydowskie na Podlasiu mają to do siebie, że nie są złowrogie i niepokojące. Tak jak nie sposób nie chodzić obojętnie po żydowskich kwartałach Tykocina czy Krynek, tak cmentarze w tych miastach, tak jak cmentarz w Białymstoku, pozostawiają gościa całkowicie obojętnym. Dlaczego? Być może dlatego, że ci na cmentarzach umarli w spokoju i spełnieniu, natomiast ostatni żydowscy mieszkańcy miasta nie mają swoich mogił przykrytych kamieniem. Dlatego może wydaje się, że krążą nad miastem i dlatego na cmentarzu jest dużo spokojniej niż w krynieckim Zaułku Szkolnym czy na tykocińskiej Koziej.