Pelargonie

Po powrocie z sądu, gdzie po raz kolejny zderzyłem się z paradoksami biurokracji i bezdusznego traktowania mojego syna i jego życia, wniosłem schorowanego psa sąsiadki na trzecie piętro, a potem wystawiłem na klatkowy parapet kolejną partię pelargonii. Przyglądałem się dzisiaj długo tym kwiatom, które spędzają już trzecią albo czwartą zimę na klatce, by wiosną wrócić na świeże powietrze. Jakże te niepozorne, często przeze mnie zaniedbywane, stworzenia, zmieniają atmosferę, ocieplają klatkowy chłód, stanowią przedsionek domu! Myślę często nieskromnie o tym, ilu sąsiedzkich kłótni, idiosynkrazji i sprzeczek zapobiegły te pelargonie. Pewnie żadnej, ale fajnie jest się w ten sposób mylić. W niedzielę jadę do syna, w sam środek paszczy lwa. Znowu uwierzyłem w dobre deklaracje i obietnice. Naiwność to moje drugie imię.

Kuchnia

Kuchnia. Wchodzi się w nią pod pawlaczem z boazerią z lat osiemdziesiątych. Egzotyczne kwiaty pnące się po ścianach. Na podłodze linoleum i gąsiory na wino. Ogromny, granitowy parapet. To na nim toczy się życie tego mieszkania. Termometr za oknem. Lodówka z przyczepionymi do niej fotografiami syna. Korkowa tablica, na którą przyczepia się głupie myśli. Na kaloryferze suszący się koper. Stół, przy którym je się codziennie jajecznicę. Miejsce, w którym codziennie myśli się o dziecku.

Codziennik 169 – Duchy pracowników fabryki tektury

Mamy tu z Nią teraz najlepsze zachody słońca w tej części alej Józefa Piłsudskiego. W zachodzącym słońcu tańczą w oknach zdewastowanej przez anarchistów fabryki, duchy zatrudnionych w żydowskiej fabryce pracowników produkujących tekturę.

Codziennik 151 – Dom

IMG_20200423_052108-01

Okna sypialni i kuchni są skierowane na wschód. Wychodzące zza kamienicy Rejzli Wajnrach słońce przebija się przez stojące na parapecie kwiaty i budzi mnie brutalnie parę chwil po piątej. Wstaję i przez chwilę patrzę na ten mój ukochany budynek. Patrzę na przekwitającą już mirabelkę po nieistniejącej posiadłości pani Skowrońskiej. Na panią Irenę zamiatającą chodnik. Na niedobitki po weekendowych imprezach dopijających na ławce ostatnie piwo. Słońce jest czerwone jak krew. To będzie piękny dzień.

Po drugiej – zachodniej – stronie, okno i balkon pokoju dziennego wychodzą na ruchliwe skrzyżowanie. Na balkonie projektuję ogród na powierzchni 3 metrów kwadratowych. Są już dwie szklarnie, rozkwitają trzy rodzaje winorośli, a już niebawem – kiedy miną przymrozki, będzie tam prawdziwa oranżeria. Za balkonem panuje wielkomiejski ruch, którego nie zahamowała nawet epidemia. Słyszę rozmowy przechodniów, dźwięki klaksonów, pisk hamujących opon i huk stłuczek.

Spokojny wschód i hałaśliwy zachód. Doskonałość.

Codziennik 149 – Ziół zasiewanie

PSX_20200421_124152

Każdej zimy czekam z niecierpliwością na ten moment, kiedy już można wrzucać do wilgotnej ziemi nasiona ziół i kwiatów. Ten moment właśnie nadszedł. Na balkonie winorośli zaczęła puszczać pierwsze pąki, a kuchenny parapet opanowały doniczki i donice ze świeżo zasianymi roślinami. Najszybciej pędzą ku światłu pomidory koktajlowe i rzeżucha. Daje już o sobie znać stewia i mięta pieprzowa. Dzisiaj w dwóch donicach zasiałem kolejnych dziesięć ziół, a na balkonie spróbuję wyhodować szczaw w towarzystwie winorośli. To smutna wiosna, bo bez Syna, ale te roślinki trochę mi ją uprzyjemniają.