Codziennik siódmy – opowiadanie „Cysterna” Mariany Enriquez

 

20180926_201129.jpgWśród dzisiejszych lektur i studiów największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie „Cysterna” argentyńskiej autorki Mariany Enriquez. Jesienny „Przekrój” czytam od deski do deski – bez względu na momentalne spadki poziomu i humoru – a to opowiadanie, choć ezoteryki i tzw. „babskiego” pisania nie trawię, jest świetne i mądre.

Sześcioletnia dziewczynka Josefina odwiedza z rodzicami i starszą siostrą kuzynkę, zamieszkałą w miejscowości Corrientes. Kilka przecznic dalej znajduje się mieszkanie tajemniczej kobiety. Señora ma dom wypełniony krucyfiksami, świętymi obrazkami i gęstą roślinnością. Na środku posesji stoi duża cysterna z wodą. Podczas spotkania małą Josefinę dopada senność. Od tego momentu, przez wiele lat, aż do kolejnego spotkania z Señorą, życie Josefiny zamienia się w koszmar, którego źródło i przyczyna tkwi bardzo blisko niej.

Tylko na pozór jest to opowieść o wiedźmie rzucającej czar na małe dziecko. Nie chcę nikomu zabierać przyjemności i narastającej ciekawości puenty, których doświadczyłem podczas lektury. Zgodnie z ciągnącym się za mną ostatnio tropem odkrywania naturalizmu i racjonalizmu w pozornie metafizycznych praktykach, historia o małoletniej, a podczas drugiego spotkania z Señorą już dorosłej dziewczynce, jest w istocie historią o wyniszczającym, toksycznym, egoistycznym i bezwzględnie okrutnym wpływie innych. „Cysterna” to taka krótka opowieść o tym, jak ludzie, dla których ofiarowana miłość, zaangażowanie i oddanie są tylko pustą cysterną, do której można bez krzty wahania wrzucić własne lęki, frustracje, zazdrości i zawiści. Często, tak jak Josefina, żyjemy bez świadomości, że staliśmy się taką cysterną pełną brudów wrzuconych nam przez najbliższych.

„Cysterna” Mariany Enriquez to piękny i mądry tekst. Polecam serdecznie.

Reklamy