Codziennik siedemnasty – Miasto wspaniałe, tylko ludzie kurwy

miasto

Lubię to miasto. Ostatnio wyłączyłem się świadomie i rozmysłem z uczestniczenia w jego publicznym nurcie. W rynku byłem ostatnio chyba w lutym. Nie znam tych wszystkich nowych knajp i restauracji. Zaczęło mnie bardziej fascynować jego zaplecze – podwórka i klatki starych kamienic, w których śmierdzi kiszoną kapustą, małe ławki między blokami w centrum, na których latem przesiadują głuche staruszki, stare, drewniane domy na osiedlu Przydworcowe, ślady po dawnych sadach i ziemiankach na Dziesięcinach, zgliszcza po zlikwidowanych ogródkach działkowych przy Ciołkowskiego, piękne, dzikie ogrody na Bojarach, pełne malw obrastających płoty. Lubię klimat giełdy rolnej przy Andersa i podniecony tłum młodzieży z szalikami, maszerujący na stadion przy Słonecznej. Cokolwiek poddawane jest „modernizacji” lub „rewitalizacji” budzi mój wewnętrzny wstręt i obrzydzenie.

Przez wiele miesięcy wymyślałem i proponowałem przeróżne atrakcje dla mojego syna, które mogłyby urozmaicić jego monotonne, nudne życie gdzieś w lesie, bez przyjaciół, znajomych, towarzyszy zabaw, wśród czterech sfrustrowanych, przepełnionych nienawiścią do wszystkiego co związane ze mną i w ogóle z mężczyznami, kobiet.

Zwykła przejażdżka starym gruchotem ojca to była dla niego straszna radość. W niedzielę przyjeżdża do Białegostoku prawdziwy Mikołaj z Laponii. Jest nowy basen na Stromej. Jest Muzeum Motoryzacji, o którym marzył i które mu obiecałem. Co tydzień jest tak wiele rzeczy, które mógłby zobaczyć, które ja mógłbym mu pokazać. Są to starania bezskuteczne, przez co czuję, jak przecieka nam między palcami jego dzieciństwo, które wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. Ta bezsilność to bardzo trudne uczucie.

Reklamy

Proste czynności domowe

dscf2590

Kiedy świat za oknem przestaje być nieprzyjazny i nie trzeba nerwowo liczyć, jak niewiele godzin zostało do zapadnięcia zmroku, można, a czasami nawet należy, oddać się prostym domowym czynnościom. Należy potraktować je instrumentalnie, jako sposób na przywrócenie życiu odpowiedniego tempa. Do takich czynności należą: obieranie ziemniaków (ten cholerny import młodych kartofli z Południa zatarł metafizyczny coroczny kamień milowy: pierwsze gotowanie młodych ziemniaków w mundurkach), przekopywanie i odchwaszczanie ogródka, przycinanie gałęzi starej jabłoni. To ostatnie zajęcie wymaga powtórki z dzieciństwa: wspinania się po konarach drzewa, zadrapywania sobie kolan i dłoni, ubrudzenia żywicą. Poodcinane ręczną piłą albo siekierą konary już po zapadnięciu zmroku będą służyły jako opał na ognisko. Uparte liściaste drzewo nie chce się palić, trzeba iście harcerskich umiejętności, aby rozbłysło zjadane przez ogień. A rano obudzą cię ptaki za oknem, gdzieś w pobliżu bociania rodzina rozpocznie na łące codzienne poszukiwania gadów i płazów. Kiedy otworzysz okno, powita cię wiosenny festiwal zapachów i barw. Wszystko zacznie się od nowa, wrócisz do swoich prostych i ważnych czynności domowych. W przekopanym ogródku zasiejesz rzodkiewkę, szpinak, marchewkę i pietruszkę.