Żabka do bielizny, czyli jak zrobić i podawać śmierdzący sok z cebuli

SONY DSC

Z dzieciństwa pamiętam, że w razie kataru, przeziębienia lub grypy kogoś z rodziny mama wyjmowała z kuchennej szafki słoik z żółtawą substancją i kazała nam pić łyżeczkami ten lepki, obrzydliwie śmierdzący płyn.

Sok z cebuli. Na czym polega prawdziwe działanie tego domowego leku na infekcje i przeziębienia?

Może i jest tam dużo witaminy C i innych substancji przeciwinfekcyjnych. Lecz tak naprawdę sok z cebuli działa trochę tak, jak odwrócone placebo.

Myśl o konieczności wypicia tego świństwa w razie choroby skutecznie zniechęca do zapadania na przeziębienia, katary i grypy.

Dlatego w tym roku przygotowuję to świństwo, aby każdy z bliskich to przed sezonem słót i pluch powąchał i już nigdy nie wpadł, obawiając się konieczności picia soku z cebuli, na pomysł zapadania na jakiekolwiek choroby.

SONY DSC

Jak zrobić sok z cebuli?

Co będzie potrzebne?

  • Cebula
  • Cukier
  • Duży słoik
  • Dwie żabki do suszenia bielizny

Do słoika wrzucamy pokrojoną jak leci cebulę i zasypujemy ją cukrem w umiarkowanej ilości. Słoik może sobie stać na parapecie, a cebulę można dorzucać, dosypując cukru. Słoik należy zamknąć, gdyż otwarty śmierdzi intensywnie. Po kilku tygodniach takiego stania, sok można przelać do butelki i postawić w lodówce. Butelkę również należy zakręcić, wiadomo dlaczego.

Choremu na katar, grypę lub przeziębienie podaje się sok w ilości kilku łyżeczek dziennie, zatykając zawczasu nosy zarówno chorego, jak i podającego syrop, żabką do wieszania bielizny.

DSC_6209

Reklamy

Prowincjonalny zen, czyli cebula marynowana w occie jabłkowym

SONY DSC

Zawsze czułem się człowiekiem z prowincji i zawsze ciągnęło mnie do miejsc na końcu świata. Chciałbym kiedyś pokazać dla mojego syna (tak, właśnie prowincjonalnie „dla” niego) te wszystkie bliższe i dalsze bezdroża, które odwiedzam wciąż na nowo, gdy czekam na to, by się z nim spotkać. I jeszcze bardziej tęsknię za prowincją, kiedy te spotkania nie są takie, jak bym chciał.

Prowincja to spokój. To pusty rynek w Krynkach albo szosa gdzieś między Kalwarią i Mariampolem, otoczona wzgórzami, maleńkimi cmentarzami i samotnymi domostwami z owocowym sadem i ogrodem pełnym malw. Albo Wielka Pętla Bieszczadzka, która jest wielka tylko z nazwy, bo stamtąd jest już dalej niż bliżej do wszystkiego.

Właśnie dzięki tym szwendactwom buduję powoli taki spokój w sobie, który bardzo się ostatnio przydaje. Spokój przynoszą też te tradycyjne, proste czynności domowe. Szczególnie te, które pozwalają patrzeć na przyszłość ze spokojem. Przez wieki ludzie zabezpieczali się na zimę susząc i soląc mięso, przygotowując przetwory z warzyw i owoców. Spokojnie gromadzili jedzenie na zimę, według sprawdzonych przepisów.

Staram się być prostym człowiekiem. Interesują mnie proste sytuacje, zwykłe historie i normalne, spontaniczne decyzje. Chciałbym móc ot tak, po prostu, sprawiać sobie i mojemu dziecku zwykłe i proste przyjemności.

Czekając na spotkanie z Małym, postanowiłem zrobić coś prostego z czerwoną cebulą, którą dostałem od mamy mojego szwagra, pani Gieni. Zrobiłem więc trzy słoiki cebuli marynowanej w occie jabłkowym.

Ciekawe, że to właśnie ocet z jabłek królował w średniowieczu i był tradycyjnym konserwatorem owoców i warzyw oraz dodatkiem do różnych potraw. Ale do rzeczy, czy też, jak mówiono w średniowieczu, ad rem.

Cebula marynowana w occie jabłkowym

Co będzie potrzebne:

  • ok. 1 kilograma czerwonej cebuli (ja dodałem jeszcze jedną białą, bo nie wiedziałem, co z nią zrobić)
  • liście laurowe
  • ziarna ziela angielskiego
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 małe kawałki korzenia chrzanu

Zalewa na 3 litrowe słoiki:

  • 1 litr wody
  • ok. pół litra octu jabłkowego (może być też ocet z wina, odradzam zwykły, spirytusowy)
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki soli

Cebulę obrałem i pokroiłem w talarki około 3-4 milimetrowe. Włożyłem do słoików razem z kilkoma ziarnami ziela angielskiego, liściem laurowym, ząbkiem czosnku i kawałkiem chrzanu na słoik. Wcześniej zagotowałem dokładnie wymieszaną zalewę i pozostawiłem do delikatnego ostudzenia.

Cebulę w słoikach zalałem zalewą tak, aby wszystkie składniki były pod powierzchnią wody. Słoiki pozakręcałem, wstawiłem do garnka z wodą i pasteryzowałem 15 minut. Potem trzy piękne słoiczki wylądowały w piwnicy i teraz czekają na dobre czasy.

Cebula ma pod wpływem moczenia w occie delikatny, subtelny smak i świetnie nadaje się jako dodatek do zwykłego obiadu z mielonymi i ziemniakami, gdzieś w środku stycznia, kiedy portfele cierpią świątecznymi i karnawałowymi wydatkami.