Jedyne, czego mi żal po PRL-u, to kioski Ruchu

kiosk

Kioski Ruchu. Jeden z niewielu elementów tej szarej, biednej rzeczywistości schyłku PRL, którego mi naprawdę brakuje. Byłem dzisiaj na białostockich Bojarach i szukałem miejsca, gdzie mógłbym zapytać o nowy Przekrój. No i nigdzie nie było żadnego kiosku albo – jak to się teraz mówi – „saloniku prasowego”, choć Bojary to prawie centrum miasta.

Wtedy te kioski z antypatycznymi sprzedawcami były nieomal na każdym rogu. Nasz znajdował się jakieś 200 metrów od bloku na Palmowej, przy chodniku prowadzącym do SAM-u. W naszym domu było zawsze dużo gazet. Ludzie zakładali w tych kioskach tzw. „teczki”, do których sprzedawcy odkładali zamawiane tytuły i była pewność, że się dostanie. My mieliśmy zamawiane w tych teczkach kilkanaście różnych rzeczy dla dzieci i dla dorosłych. Na pewno była tam Polityka i na pewno był tam Świat Młodych.

Do dzisiaj pamiętam, jak w przeddzień świąt, pod tym osiedlowym kioskiem ustawiały się kilkudziesięcioosobowe kolejki ludzi, którzy chcieli dostać świąteczne wydania dzienników i tygodników. Stałem w tej kolejce, a jak przychodziłą moja kolej, mówiłem „teczka numer 566” i kładłem odliczoną kwotę.

Do dzisiaj pamiętam zapach farby drukarskiej nowego numeru Świata Młodych z kolejnym odcinkiem Tytusa, Romka i a’Tomka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s