Cechowa

IMG_20161013_104033.jpgKiedy byłem tam ostatni raz, była jesień 1997 roku.

Do osiemnastki brakowało mi jeszcze kilka miesięcy. Uczęszczałem wtedy do III Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku, mieszczącego się w dawnej centrali Gestapo, a potem NKWD, na rogu Pałacowej i Ogrodowej, w miejscu, gdzie Bojary łączą się ze Śródmieściem. Szkoła ta słynęła z mnogości samobójstw popełnianych przez uczniów, jednak ja w tym wieku nie przejmowałem się nauką ani samobójstwami. Miałem za to już za sobą pierwsze pocałunki na spróchniałej ławce w Parku Zwierzynieckim z taką jedną Dominiką.

Poza tymi pocałunkami i wstydliwym wkładaniem łap pod nastoletni stanik Dominiki, całe życie było jeszcze przede mną i o niczym jeszcze nie wiedziałem.

Do szkoły dojeżdżałem autobusem numer pięć, linią łączącą dwa największe białostockie blokowiska – moje rodzinne Dziesięciny i słynące również z bandyterki osiedle Piasta. O siódmej rano w poniedziałek był to najbardziej przepełniony autobus w tej części Europy. Zimą, w nieogrzewane wnętrza tych ikarusów zachodził szron i trzeba było liczyć postoje, żeby wysiąść na swoim przystanku.

Ale wtedy była jeszcze jesień, a właściwie ten jej moment, w którym fajna polska jesień barwiąca w słońcu kolorami czerwieni, pomarańczy, zgniłej zieleni, fioletu i żółci, przechodzi w trwającą pięć miesięcy jesienio-zimo-wiosnę: porę pluchy, ciemności, słoty, wiecznej mżawki i niepogody.

Za kilka lat nazwiemy to depresją. Na razie wychodzimy we trójkę ze szkoły na ulicy Ogrodowej, choć w planie lekcji jest jeszcze biologia i wuef. Iwona, Paweł i ja. Iwona ma krótkie blond włosy, harcerski plecak z naszywkami Green Day, Nirvany, martensy, podwinięte nogawki i kocha się w Pawle. Paweł też ma martensy, podwinięte nogawki, parkę z pomarańczową podszewką i nie kocha się w Iwonie. Ja jestem anorektykiem w wyciągniętym swetrze, który w nikim się nie kocha, z wzajemnością.

Idziemy w dół ulicy Ogrodowej, obok szpitala onkologicznego, wokół którego krążą łyse kobiety palące nerwowo papieros za papierosem.

Schodzimy na piwo do kawiarni Cechowa, gdzie idzie się po schodkach do podpiwniczenia pełnego dymu. Na drewnianych ławach siedzą tam mężczyźni i piją piwo po nocnej zmianie. Nie mamy prawie w ogóle pieniędzy, ale jacyś mężczyźni po pracy stawiają piwo przystojnej Iwonie, która się nim z nami solidarnie dzieli.

W 1997 roku był to oldskul, więc jakim musiał być oldskulem dwadzieścia lat później, kiedy Cechowa kończyła swoją działalność? Mam dużo dobrych wspomnień związanych z tym miejscem. Iwona nie związała się z Pawłem. Po tych znajomościach pozostały tylko wspomnienia. Ilekroć jednak idę lub jadę Ogrodową, przypomina mi się ta ponura jesień 1997 roku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s