To, co najważniejsze

W drodze ze wsi do miasta (oczywiście koleją) czytanie zaległej prasy. Zebrało się tego sporo, bo najpierw święta katolickie, a potem Nowy Rok, to wysyp magazynów, wydań specjalnych, podwójnych numerów. A w nich pora podsumowań i prognoz. Te pierwsze są raczej zgodne – skończył się ciekawy rok , pełen zaskakujących wydarzeń – i tych smutnych, i szczęśliwych. Przykrył je w Polsce pył smoleńskiej katastrofy – cokolwiek by się nie wydarzyło po 10 kwietnia, było albo rezultatem, albo chociażby naznaczone “Smoleńskiem” (jak widać, również ten tekst pokrywa się, wbrew intencjom autora owym pyłkiem). Katastrofa wywołała  dużo współczucia, solidarności (tak, tej pisanej małą literą, bo ta zaczynająca się wielką, kompletnie się zdewaluowała), ale ogólny bilans był negatywny. Smoleńsk stał się zabawką wykorzystywaną instrumentalnie przez wszystkich, od polityków, przez media, po zwykłych obywateli, od prawicy po lewicę, od rząd po opozycję. Przez jednych, aby przykryć lęk przed reformami, przez drugich, aby przykryć wstyd przed brakiem pomysłu na Polskę.

Pod powierzchnią tragicznego kwietnia i jego konsekwencji działo się  w mijającym roku sporo. Platforma Obywatelska wprowadza nowy styl uprawiania polityki łącząc skuteczność i poparcie społeczne z unikaniem radykalizmu i uważnym przyglądaniem się sondażom. W ten sposób bierze wszystko wygrywając wybory prezydenckie i samorządowe. Prawo i Sprawiedliwość nie potrafi wydobyć się z żałobnej atmosfery i ostatecznie stacza się na pozycje silnej ale pozbawionej szans na rządzenie opozycji. Janusz Palikot ucieka z Platformy, która okazuje się dla jego happenerskiego stylu zbyt duszna i konserwatywna. Kluzik-Rostkowska i Poncyliusz uciekają z PiS, które okazuje się dla nich zbyt radykalne i wodzowskie. Polska cudem lub przezornością ministra finansów unika globalnego kryzysu. Złoty się umacnia, podobnie frank szwajcarski (pozdrawiam spłacających kredyty), euro i dolar pikują (pozdrawiam przedsiębiorców).

A co w Białymstoku? Miasto się zmienia na  lepsze, co widzą i doceniają mieszkańcy. Choć frekwencja w wyborach samorządowych była raczej marna, to dokonany wybór -jednomyślny. Coraz więcej jest w mieście tych “z ambicjami” niż “tradycyjnych”, co widać i w galeriach (niestety tylko tych handlowych) i na ulicach. Coraz lepiej ubrani, w coraz lepszych autach, coraz częściej na obiadach poza domem. Cóż z tego, że ‘swetr’ w kratę leży na koszuli w paski, włączający się do ruchu rzadko bywa wpuszczany, a spożywanie obiadu samym widelcem nie należy do rzadkości. Na te zmiany potrzeba jeszcze dziesięcioleci i nawet prezydent Truskolaski nam tego nie zmieni.   

Doskonale mijający rok i to, czego oczekiwać w przyszłości, podsumowuje naczelny Wprost Tomasz Lis. “Koniec historii? A skąd! Jazda! Zapinajmy pasy!” Tym bardziej, że skorych do prognoz, przepowiedni i spekulacji jest wielu. Najdalej chyba idzie Daily Telegraph, ostudzając nadzieję tych, którzy sądzą, że prawdopodobny koniec świata rozwiąże ich problemy. Prawdopodobieństwo inwazji kosmitów, uderzenia w Ziemię dziesiątej, nieznanej dotąd planety naszego Układu Słonecznego lub katastrofy słonecznej angielscy dziennikarze oceniają na najwyżej 3%. Dużo bardziej prawdopodobne jest unicestwienie życia na Ziemi przez światową wojnę atomową (15%), masowy atak terrorystyczny (20%), wyczerpanie zasobów ropy naftowej (40%) lub katastrofę ekologiczną (70%). Nie wiem, na czym brytyjscy dziennikarze opierają tak dokładne wyliczenia, ale jedno jest pewne: jeśli koniec świata nastąpi, to prędzej będzie to nasza zasługa, niż kosmitów lub asteroidów. Jest taki satyryczny rysunek statku kosmicznego przelatującego obok naszej stacji benzynowej, gdzie na słupie wywieszono ceny benzyny (w Polsce już przekraczające magiczną granicę 5 złotych). Ze statku wychodzi dymek: “No sign of intelligent life”….

Tutaj z “dobrym proroctwem” przychodzi krakowski filozof Jan Hartman, kończąc swój – mam nadzieję – proroczy felieton w Przekroju słowami: “Rok 2011 – rok zadowolenia i dumy narodowej bez mitomanii, kompleksów i ksenofobii. Pierwszy rok dorosłości nowej, liberalnej Polski: jeszcze protekcjonalne uśmiechy, ale już i męskie rozmowy. Fajnie być Polakiem”.

Piękne są te słowa Hartmana. Podpisuję się pod nimi rękami i nogami. Są jednak rzeczy ważniejsze niż ceny ropy, kryzys, katastrofa smoleńska. Są nawet rzeczy ważniejsze niż Polska (tym narażę się pewnie 4% obywateli skłonnych przedkładać w sondażach Polskę ponad wszystko). To, co najważniejsze, trudno dostrzec w telewizji i internecie. Nie przeczytasz też o tym w prasie. To, co najważniejsze, widać z perspektywy małej wsi gdzieś na południowych krańcach województwa. Myśli się o tych rzeczach siedząc w drewnianym domu, z plecami przyklejonymi do rozgrzanego, kaflowego pieca, obserwując, jak mróz w koalicji z wiatrem rysują na szybie fantazyjne wzory. Wtedy podsumowania i prognozy przestają mieć znaczenie. Liczy się kolejny dzień, z jego praktyczną dosłownością: czy będzie chleb na śniadanie, czy też trzeba będzie po niego pojechać; czy w sieni jest drewno na opał i czy mięso się już uwędziło. I czy najbliżsi dobrze się czują, czy im niczego nie brak. I że to nie Polska, ale Babcia jest najważniejsza.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s