Pojechać i wrócić

Nadmorski kurort w połowie lutego. Lubię przerażający smutek miejsc tego rodzaju. Wszystko pozamykane na cztery spusty. Okna smażalni „Rekin” zamknięte drewnianą okiennicą. Na sezonowym kinie „Hawaje” resztki śniegu.

Nie dostaniesz flądry ważonej po smażeniu, nie zjesz gofra z bitą śmietaną, nie posmakujesz tatara z łososia. Nikt cię nie oszuka na wadze, nie pomyli się w wydawaniu reszty. Na ulicach tylko pojedynczy nordic-walkerzy jakby uciekają do ciepłych domów. Z nielicznych kominów idzie dym. Nadmorski kurort wygląda, jakby nikt tam nie mieszkał.

Pomimo iż wyżowa pogoda daje soczyście ciepłe niebo nadające wodzie błękit a falom czystą biel, chłód idący od morza jest przenikający do kości. Piasek pod butami jest twardy jak skała a tam, gdzie załamuje się fala, przebiega linia zmrożonej wody. Mewy jakby z ciekawością przyglądają się nielicznym spacerowiczom i są mniej nieśmiałe niż latem. Mróz i wiatr zdają się nie robić na nich żadnego wrażenia. Przez te kilka miesięcy w roku bałtyckie plaże są tylko ich własnością.

 Warto przejechać te dziesięć godzin pośpiesznym z Białegostoku do Koszalina, aby doświadczyć tego fascynującego przeistaczania się jednej formy entropii w drugą. Chaos straganów z materacami, parawanami, wisiorkami i matkami boskimi z bursztynu zastępuje tu chaos miejsca, z którego wycofał się człowiek, w którym nie ma już niczego, z którego można już tylko uciekać. Coś jednak ciągnie nad morze, coś jednak sprawia, że chociaż jeden raz w roku chce się pojechać nad morze i wrócić.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s