Moc truchleje

Śnieg się topi, moc truchleje. Chodniki pokrywa biała warstwa soli. Spod zasp wyłaniają się puste butleki po ruskich szampanów i resztki sylwestrowych petard. Polscy londyńczycy, irlandczycy i warszawscy słoikowcy już pojechali do swoich zmywaków, korporacji i uniwersytetów. Miasto wraca do swojego zwykłego, nudnego, przewidywalnego rytmu. Dopiero teraz widać, jak jest tu nudno i brudno. Wszystkie samochody rozjeżdżające kałuże na Alei Piłsudskiego są utytłane brudnym brunatnym błotem.

Słoneczne poranki nie rekompensują dotkliwego już o tej porze roku braku światła. Obchodzimy martwy sezon między jednymi a drugimi świętami. Niczego nie opłaca się jeszcze rozpoczynać, niczego nie warto kończyć. Teraz się czeka, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, na co. Tutejsza smutna zgoda na rzeczywistość, nawet jeśli wszystko wskazuje na najgorsze, jest teraz widoczna i dotliwa bardziej, niż kiedykolwiek.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s