Za miastem

Do takich miejscowości docierają tylko podmiejskie pociągi osobowe i zakurzone marszrutki. W głębi sosnowych lasów oddzielonych od świata wysokimi, bielonymi ogrodzeniami, stoją jednokondygnacyjne rozległe domy z szerokimi podjazdami garaży, czerwoną dachówką i zadbanymi ogrodami. Mieszkańcy tych miejscowości wyjeżdżają codziennie o ósmej i o ósmej wracają japońskimi suvami, do miasta i z powrotem. Lekarze, prawnicy, biznesmeni. Inteligencja, dziennikarze, potomkowie drobnej szlachty, trochę nowobogackiego buractwa, ale nie na tyle, aby zabić nobliwy charakter tego miejsca.

Z brudnych marszrutek i ponurej podmiejskiej kolejki korzystają uczniowie kształcący się w ten osobliwy sposób w samodzielości. Z miasta to jedyne trzynaście krótkich minut, dwa przystanki i pociąg zatrzymuje się na długim, opustoszałym peronie. Jeszcze rok temu przy kolejowym przejeździe siedział dróżnik, ale teraz szlabany zamykają się automatycznie.

Założę się, że przed wojną, tak jak w „Pożegnaniach” Dygata, zbłądzeni kochankowie zapoznani sobotniej nocy na tańcach w restauracji Astoria mogli w niedzielę, świtem, wsiąść w taki pociąg do takiej miejscowości, by w wybranej na chybił trafił willi otoczonej sosnowym lasem poprosić o dyskretny nocleg, bez zbędnych pytań i niepotrzebnych odpowiedzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s