Święta, czyli nadchodzi hiszpańska inkwizycja

Ze świętami jest jak z hiszpańską inkwizycją ze skeczu Monty Pythona. Z tą może różnicą, że co prawda każdy się ich spodziewa, ale nie sposób przed nimi uciec. Dopadną cię prędzej czy później, nawet jeśli ta urocza tradycja dla ciebie urocza nie jest, nawet jeśli ten piękny czas twoim zdaniem wcale nie jest piękny, nawet jeżeli ten czas wzajemnej miłości dla ciebie jest okresem ogólnego poddenerwowania, spiny i stresu.

Kardynałowie hiszpańskiej inkwizycji raczą niewiernych pluszowymi poduszkami i wygodnym fotelem. Proszę mi wierzyć, że podobnie czuje się ktoś, kto tak jak ja, świąt obchodzić nie ma ochoty i z niestety marnym rezultatem próbuje co roku bezskutecznie wcielić ten plan w życie. Szanując przekonania religijne, a raczej przywiązanie do wielowiekowej tradycji większości mieszkańców naszego kraju, staram się przeżyć ten okres we względnym spokoju, poświęcając się pracy i szeregowi innych rutynowych, codziennych czynności.

Niestety, ciepła, grudniowa atmosfera kolejnej rocznicy przyjścia na świat – według jednych proroka, według innych Syna Bożego – rocznicy, w której tradycje chrześcijańskie mieszają się z lokalnymi, ludowymi, najczęściej przedchrześcijańskimi elementami – musi udzielić się każdemu, kto tego grudnia nie chce spędzić niczym Proust, zamknięty w pokoju z zabitymi na gwoździe oknami. Dotyczy to zarówno ateistów, jak i wyznawców wszystkich niechrześcijańskich religii.

Pojechałem wczoraj do dużego sklepu spożywczego. Chciałem kupić łososia, ale przy ogromnej wannie, pełnej zdychających z braku wody karpi kłębił się taki tłum, że szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Postanowiłem, że w ten piątek przygotuję krwistego wołowego stejka. Przy wyjściu z kasy zaczepiło mnie nastoletnie dziewczę ozdobione przytroczonymi papierowymi skrzydłami z bibuły, reprezentujące jedną z katolickich organizacji pozarządowych.

– Dzień dobry, kupi pan sianko? – Nie, dziękuję, nie obchodzę świąt – A, to wesołych świąt. Aniołek zwyciężył. Ja poległem.

Zgwałcony mentalnie ruszam do domu. W aucie włączam radio. „Last Christmas” w wykonaniu faceta, który ostatnio zasłynął tym, że nakryto go w publicznej toalecie klęczącego przed innym mężczyzną, szukam dalej, Krajewski śpiewa o ciepłym, choć grudniowym dniu, w którym gasną (sic!) wszystkie spory, dalej, Radio Maryja nadaje już kolędy, ale oni zawsze byli w awangardzie i gdzieś na krawędzi katolickiej ortodoksji, szukaj dalej, Mariah Carey wyje, że wszystkiego, czego chce na święta, to ja, dziękuję, postoję, Chris Rea is driving home for Christmas, może i słusznie, jeśli porusza się po polskich drogach, to ma pewne szanse, aby zdążyć, nawet John Lennon, marzący o świecie bez religii, naiwnie – jak to hipis – zakłada, że święta sprawią, że wojny się zakończą. Drogi Johnie, wiesz, jak bardzo cię lubię – myślę przełączając stację – ale wiara w niepokalane poczęcie, narodziny, śmierć i zmartwychwstanie chrześcijańskiego Boga, spowodowała miliony ofiar i setki wojen.

W końcu docieram na częstotliwość mojej ulubionej rozgłośni z naiwnością dziecka wierząc, że zaznam tam ukojenia w laickiej muzyce o spełnionej lub niespełnionej miłości, imprezach od rana do wieczora, piciu i narkotyzowaniu się, o piwie, winie wódce, o tym, że sklep już nieczynny, o straconym życiu, czyli o wszystkim, o czym marzą prawdziwi ateiści. Kuba Strzyczkowski nie wrócił przecież jeszcze zza Atlantyku – myślę – Wojciech Mann jest zajęty Anną Gacek, Piotr Kaczkowski zamilkł, a i o Andrusie Arturze mniej słychać. Krok po kroczku moje złudzenia uciekają jak powietrze z materaca. Bożonarodzeniowa piosenka Trójki była może zabawna dziesięć lat temu. Dzisiaj to odgrzewany po dziesięciokroć mielony kotlet. Chce mi się wymiotować.

Docieram do domu. Wyłączam z kontaktu radio i telewizję. Jako stronę startową w przeglądarce ustawiam http://richarddawkins.net/ i z nadzieją czekam końca świata. Przed wyłączeniem komórki na dwa tygodnie dostaję od G. smsa, że powodzenie świąt liczy się ilością zjedzonej czekolady i wypitego wina. Mój ulubiony dyskont jest chyba jeszcze otwarty.

Advertisements

2 komentarze do “Święta, czyli nadchodzi hiszpańska inkwizycja

    • A ja mam wrażenie, bardzo subiektywne, że karpie podświadomie, albo już z ewolucyjnego przyzwyczajenia, czują zbliżające się święta i zbliżający się zgon. Są poddenerwowane, przez co nie smakują jak te złapane w ciągu roku, z nienacka, jeszcze szczęśliwe z pławienia się w mule.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s