Errata do rzeczywistości, czyli siódma piosenka o jesieni

Suwalskie i mazurskie miasteczka są najciekawsze jesienią nie z powodu melancholijnych widoków jezior, ponad którymi ptactwo ucieka do ciepłych krajów, nie dlatego, że gęsto zacumowane jachty i łódki wyglądają malowniczo i można sobie na ich tle zrobić ładne zdjęcie, nie z powodu rozczulającego widoku staruszków spacerujących opustoszałymi alejkami wzdłuż brzegów porośniętych trzciną. W takich poniemieckich miastach jak Olecko, Ełk, Giżycko albo Mikołajki spotyka cię o tej porze roku wyjątkowa na skalę światową ludzka próżnia. Te miastecka są od października do maja jedną wielką nieprawdą. Żywe były Lötzen, Lyck, Marggrabowa i Nikolaiken, te niemieckie miasta były żywym organizmem, całością współistnienia ewangelików, mojżeszowców, katolików i ateistów. Dzisiaj te miejsca żyją turystami z Warszawy i Radomia, zarabiają na sprzedaży obrzydliwych kebabów i piwa w sześciopakach, które niestrudzeni żeglarze wciągają na pokłady wynajętych łódek. Te miasta sprzedają mąkę i jajko z dodatkiem śmierdzącej ryby, która z frytkami i porcją kiszonej kapusty kosztuje pięć dych, bo jest na wagę i nie wiadomo, ile zaważy. W tych miastach po sezonie czynne są tylko dyskonty, a po dwudziestej życie zupełnie umiera. Co roku czekam, aż ostatnie transporty przepełnionych pociągów z północy wrócą do swoich stolic, aby tradycyjnie oglądać, żywić się i bawić pustką tych miejsc.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s