Langosze, halászlé i węgierski Tokaj

Po przekroczeniu linii Karpat zawsze czuję się lepiej, niż w jakimkolwiek miejscu na Ziemi. Przekraczam Przełęcz Dukielską, by prawie natychmiast doświadczać innych, nowych, kolorów i zapachów. Linia Karpat to najważniejsza granica Europy, granica oddzielająca ciężką kulturę Północy od lekkiego Południa.

Jadę znowu na Węgry, jadę na przekór temu, że ten kraj najbardziej spośród państw tej części Europy, dotknęła zachodnioeuropejska nuda, czystość i zradykalizowana dogranic absurdu przewidywalność.

Drogi są płaskie i równe jak dupa niemowlaka, domy zadbane, a ludzie ubrani dostatnio. Cepeeny tak kolorowe i wrzaskliwe, jak w Niemczech. Niektóre kawałki węgierskiej kultury pozostaną już tam na zawsze takie same.

Słowacki Tokaj i Tokaj węgierski, przedzielone umowną granicą państwową, produkują jedyne w swoim rodzaju słodkie wino na świecie. Późno zbierane owoce winorośli mogą już czasami lekko fermentować na krzewach, stąd między innymi bierze się niepowtarzalny słodko-gorzkawy posmak tego wina. Przywiozłem z któregoś wyjazdu na Węgry kilka butelek czteroputunowego Tokaja imotwierałem butelkę tylko dla przyjaciół i tylko w wyjątkowych okolicznościach.

W miasteczku Eger, położonym u stóp Gór Bukowych, znajduje się znany na cały świat kompleks otwartych basenów leczniczych, do których woda płynie głęboko, z wnętrza ziemi. Nie lubię zgiełku, przetłoczenia, hałasu i starych, brzydkich ludzi poprzebieranych w stroje kąpielowe, gotujących swoje pomarszczone ciała w czterdziestostopniowej wodzie śmierdzącej zgniłym jajkiem. Dlatego wieczorami, z butelką wina, na pełnym legalu, jeżdżę do okolicznego Egeroszalok, gdzie obok nowozbudowanego spa-molochu stoją jeszcze trzy tradycyjne baseny zbudowane z niebiesko-białej kostki ceramicznej. To właśnie tam spróbowałem po raz pierwszy langosza. To typowo węgierski placek średnicy talerza, smażony na głębokm tłuszczu, a następnie posypany żółtym serem. Smak, z którym zawsze będą mi się kojarzyć Węgry.

Trop trzeci: węgierska zupa rybna, przyrządzana – co oczywiste – z ryb słodkowodnych, a najlepiej z karpia, bo jest to zwierzak na tyle zawzięty i inteligentny, że nie tylko trudno jest go złapać, co nawet po śmierci, nie poddaje się łatwo gotowaniu i długo żachowuje fizyczną integralność. Z tego karpia przyrządzana jest halászlé, zupa rybaka, w której poza całymi kawałkami ryby muszą się koniecznie znaleźć cebula i papryka (słodka świeża i ostra zmielona). Pozostałymi składnikami można w zasadzie dowolnie manipulować, na tym przecież polega cud gotowania.
Kiedy już wrócę do domu i będę mógł się w miarę sprawnie poruszać, w sklepie z winami kupię butelkę dobrego Tokaja, a w centrali rybnej zdrowego, pięknego karpia o błyszczącej skórze. Zaproszę przyjaciół, którym obiecałem ostrą zupę rybną, a halászlé doskonale spełnia te warunki. A po zupie będą langosze i kieliszego złocistego, oleistego wina z Węgier.

Advertisements

2 komentarze do “Langosze, halászlé i węgierski Tokaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s