Gotować i jeść

Odkąd zainteresowałem się kuchnią, a jest to pasja, do której dojrzałem bardzo niedawno, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na związek pomiędzy moją miłością do gotowania a tym, co o moim gotowaniu sądzą inni, sztuka ta wzbudza we mnie tyle fascynacji, co niepokoju. Nie dlatego, że w obiegowej opinii, jeśli nie pracujesz w restauracji i jesteś mężczyzną, to krojenie marchewki, gotowanie pora, ubijanie kotletów czy filetowanie ryby są czynnościami, których wykonywanie czyni mężczyznę zniewieściałym. Oskarżenia o zniewieściałość byłyby w tym kontekście komplementem, ponieważ tym, co zawsze podziwiałem u moich babć, cioć, matki i innych kobiet, pracujących w kuchni, był spokój, cierpliwość i dokładność, czyli cechy, których od wielu dni czuję smutny deficyt. Nie wzbudza też mojego entuzjazmu wysyp kulinarnych szoł telewizyjnych, gdzie gotowanie sprowadzono do jakiegoś głupiego wyścigu o sławę, gdzie największym kulinarnym autorytetem jest gruba, piskliwa wariatka, której barokowy, efekciarski i nerwicowo przywiązany do sterylności styl wzbudza we mnie torsje.

Przeczytałem właśnie świetną książkę Eleny Kostioukovitch pod nieco pretensjonalnym tytułem „Sekrety włoskiej kuchni”, książkę tak nafaszerowaną szczegółami, anegdotami, faktami historycznymi, jak francuskie casoulett w jego najbogatszej wersji, jak słynna kura w winie – coq a vin – rzecz, którą przygotuję tylko wtedy, kiedy będę miał wystarczająco dużo odwagi by zmierzyć się z daniem doskonałym.

To, co najbardziej zdumiało mnie podczas podróży do Włoch i co tak dokładnie pokrywa się z uwagami Kostioukovitch, jest jaka trudna do ogarnięcia moim prymitywnym północnym, barbarzyńskim umysłem, synteza powagi i lekkości, precyzji i wolności, determinacji i lekkoduchostwa, które spotykają się właśnie na patelni z rozgrzanym masłem, pod przykrywką z duszącym się mięsem, w piekarniku, gdzie rośnie ciasto. Taka z jednej strony pospolita kura w winie, oparta na kilku prostych, ogólnie dostępnych składnikach, jest jednocześnie królową francuskiego stołu – coq au vin – daniem dostojnym, wymagającym nie lada uwagi i roztropności, co nie przeszkadza Francuzom zajadać ją z pełnią pierwotnego szaleństwa, uciekając się do wybierania soczystego mięsa palcami, a tłuszcz niech skapuje po brodzie. Wszakże to nie stypa, to święto jedzenia.

Miałem przyjemność jeść w kilku naprawdę dobrych miejscach na Południu i we wszystkich to jedzenie było na pierwszym miejscu. Przestrzenie nie zachwycały wystrojem, a kelnerzy nie czarowali uprzejmością. Włoscy, hiszpańscy, portugalscy, greccy towarzysze tych biesiad z lekkością i pewnym na pierwszy rzut oka niedbalstwem obrywali kawałki bagietek, przegryzając ogromne plastry wędlin i popijając je winem, przy okazji żywiołowo gestykulując i rozmawiając, nierzadko z kilkoma osobami na raz. To nie była biesiada barbarzyńców, których celem było nażarcie się, ale prawdziwe europejskie święto. Podziwiałem ich wrodzoną umiejętność celebrowania tego kulinarnego rytuału, ponieważ dla człowieka takiego jak ja, spoza cywilizacji dobrego jedzenia, nie należącego do świata rządzonego przez kawę rano i wino po południu, takich rzeczy można się tylko próbować uczyć. I „próbować” jest tutaj chyba najlepszym słowem, jakiego można użyć.

Advertisements

4 komentarze do “Gotować i jeść

  1. celebrowanie posiłków we Włoszech i fakt, że organizacja całego dnia skupia się wokół tego jest rozczulające. przez te wszystkie miesiące, jak tam żyłam zawsze, absolutnie zawsze mnie to fascynowało.
    tylko brakuje tam tego, o czym piszesz – faceta w kuchni, co wcale nie świadczy o zniewieścieniu, a raczej o braku kompleksów.

  2. Z moich doświadczeń pobytu w Rzymie skłonna byłaby twierdzić, że Włosi objadają się głównie wieczorami. Rano zadowalają się maleńkim śniadankiem: dobra kawa i ciasteczko. Spróbuj takiego śniadania, a poczujesz się jak we Włoszech. Zamiast ciasteczka biorę kromkę dobrego chleba (żytni na naturalnym zakwasie), smaruję masełkiem (musi być miękkie). Pyszne i, o dziwo, daje dużo energii i chęci do życia. Nie obciąża żołądka, ma się ochotę pracować (a nie drzemać) i można nie czuć się głodnym przez wiele godzin, co ma pewne znaczenie, gdy do pracy trzeba wyjść z domu.

    Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Smakowity.
    Pozdrawiam
    Wiola

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s